Strzały w kierunku amerykańskich żołnierzy. Nagranie incydentu w Syrii

W północno-wschodniej Syrii doszło w środę do wymiany ognia między amerykańskimi żołnierzami i lokalną ludnością lub też członkami jednej z formacji militarnych wspierających reżim Baszara el-Asada. Lokalne media pokazały nagranie, na którym widać moment ostrzału konwoju USA, na który Amerykanie mieli odpowiedzieć ogniem. Nagranie nie pokazuje jednak strzelających żołnierzy koalicji walczącej z dżihadystami.

Do starcia doszło, gdy amerykański konwój wojskowy został zatrzymany w wiosce Chirbet Amo w okolicach miasta Al-Kamiszli.

Na nagraniach udostępnionych przez syryjską telewizję widać dwóch mężczyzn z karabinami automatycznymi strzelających w kierunku amerykańskich pojazdów. Mają na sobie cywilne ubrania. W odległości kilkudziesięciu metrów od nich stoi samochód terenowy, a wokół niego grupa osób prawdopodobnie należąca do jednej z bojówek wspierających Asada.

Nagranie pokazuje też amerykańskich żołnierzy oddalonych o 100-200 metrów od napastników. Nie słychać strzałów ze strony patrolu koalicji walczącej z dżihadystami. Na kolejnych fragmentach nagrania widać też żołnierzy starających się uspokoić lokalną społeczność.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka przekazało w środę, że mieszkańcy wioski i bojownicy prorządowych milicji zablokowali drogę amerykańskim żołnierzom, a następnie zaczęli strzelać w powietrze. Żołnierze USA mieli odpowiedzieć ogniem, zabijając jedną osobę. Obserwatorium nie było w stanie ustalić, czy ofiara była cywilem, czy członkiem milicji. Informacje o śmierci jednej osoby przekazała jedynie reżimowa, syryjska agencja państwowa SANA.

We fragmencie wideo widać także rosyjskie pojazdy. Jak przekazało Obserwatorium, jego działacze byli świadkami przyjazdu na miejsce rosyjskiej kolumny wojskowej, która miała zostać wysłana, by "rozładować napięcie".

USA: bez ofiar śmiertelnych

Rzecznik prasowy kierowanej przez Stany Zjednoczone międzynarodowej koalicji walczącej w Syrii z dżihadystami płk Myles Caggins poinformował w środę, że do incydentu doszło, gdy prowadzące patrol siły koalicji zostały zatrzymane w punkcie kontrolnym. Żołnierze "próbowali obniżyć napięcie", wysłali też "serię ostrzeżeń" w kierunku zebranych, jednak "znaleźli się pod ostrzałem z broni ręcznej ze strony nieznanych osób". - Wtedy odpowiedzieli ogniem w samoobronie - zaznaczył. Pułkownik Caggins dodał, że jeden z amerykańskich żołnierzy doznał "powierzchownej rany", używając sprzętu.

Przedstawiciel wojsk koalicji nie poinformowali o ewentualnych ofiarach śmiertelnych incydentu. Od momentu zajścia sytuacja się uspokoiła, a patrol wrócił do bazy - wyjaśniła w oświadczeniu koalicja walcząca z dżihadystami.

Według syryjskich mediów państwowych amerykańscy żołnierze zostali otoczeni przez cywili, którzy obrzucali ich kamieniami i zdjęli flagę USA z jednego z pojazdów. Amerykanie mieli użyć granatów dymnych i otworzyć ogień, stosując ostrą amunicję.

Obecni w północno-wschodniej Syrii żołnierze amerykańscy, współpracujący z dowodzonymi przez Kurdów Syryjskimi Siłami Demokratycznymi, walczą z grupami tzw. Państwa Islamskiego. W regionie stacjonują również wojska rosyjskie oraz syryjskie. Agencja AP podkreśla, że bardzo rzadko dochodzi do bezpośredniego kontaktu między żołnierzami amerykańskimi a syryjskimi.

Czytaj także: