W nadmorskim kurorcie Vina del Mar w Chile doszło w niedzielę do starć wielotysięcznej grupy manifestantów z policją. W mieście rozpoczyna się właśnie jeden z najważniejszych w Ameryce Łacińskiej festiwali muzycznych. Niedzielna demonstracja była kolejną akcją w ramach trwających od października protestów.
Demonstranci uzbrojeni w kamienie, kije bejsbolowe i koktajle Mołotowa zablokowali wejście na teren festiwalu, odbywającego się w parku Quinta Vergara. Policji, która użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych, udało się ostatecznie rozproszyć tłum, w którym dominowali młodzi ludzie z zasłoniętymi twarzami.
Położone 120 km od stolicy kraju Santiago miasto Vina del Mar, nazywane też "Miastem Ogrodem", jest znanym ośrodkiem turystycznym w Chile. Turystów przyciągają piękne plaże, kasyno, festiwal piosenki oraz turniej tenisowy ATP.
Jak zauważa agencja AFP, to, że niezadowoleni z polityki władz Chilijczycy postanowili zjechać do Vina del Mar, by zakłócić inaugurację znanego festiwalu, świadczy, że trwający od ponad 4 miesięcy konflikt społeczny tylko się nasila.
Protesty od października
Niedzielna demonstracja była kolejną akcją w ramach trwających od października protestów. Protesty te, początkowo bezwzględnie tłumione przez wojsko, wstrząsają Chile od 18 października ubiegłego roku. Jak twierdzą eksperci, jest to najpoważniejszy kryzys w tym państwie od 1990 roku.
Bezpośrednim impulsem do ogłoszenia jesiennych protestów przeciwko rządowi prezydenta Sebastiana Pinery była zapowiedź podwyżki cen biletów na metro w stolicy. Pomimo zawieszenia tej decyzji ruch protestacyjny się rozrósł. Sposób, w jaki władze podeszły do demonstracji, próbując zdławić je siłą, doprowadził do eskalacji. Informacje o brutalności policji nakręciły spiralę przemocy.
22 grudnia w Valparaiso w środkowym Chile, w sklepie podpalonym przez uczestników protestów pod koniec listopada, znaleziono dwa zwęglone ciała. W sumie w protestach zginęło 31 osób.
Autorka/Autor: pp\mtom
Źródło: PAP