Prezydent Somalii zaoferował Amerykanom wyłączną kontrolę nad czterema strategicznymi portami i bazami lotniczymi. Dwa z tych kluczowych dla bezpieczeństwa obiektów znajdują się jednak na terytorium walczącego o niepodległość Somalilandu, nad którym Somalia nie ma kontroli.
W skierowanym do Donalda Trumpa liście, datowanym na 16 marca, prezydent Somalii Hassan Sheikh Mohamud zadeklarował, że jego kraj jest gotowy do zaoferowania Stanom Zjednoczonym wyłącznej kontroli nad dwoma strategicznymi bazami lotniczymi i dwoma portami morskimi. Wskazał, że chodzi o bazy lotnicze w miastach Balidogle i Berberze oraz porty w Berberze i Bosaso.
"Te strategicznie umiejscowione zasoby stanowią szansę do wzmocnienia amerykańskiego zaangażowania w regionie, gwarantując niezakłócony wojskowy i logistyczny dostęp, jednocześnie uniemożliwiając zewnętrznym konkurentom ustanowienie obecności w tym krytycznym korytarzu" - brzmi fragment listu. "Krytycznym korytarzem" jest tutaj Zatoka Adeńska, ważny punkt na trasie żeglugowej łączącej Europę i Azję Wschodnią, którego bezpieczeństwu zagrażają m.in. piraci.
ZOBACZ TEŻ: Zamach na kolumnę prezydenta. Ciała na ulicy, runęły budynki
"USA nie są głupie"
Dwie z zaoferowanych przez Somalię baz znajdują się w leżącym na wybrzeżu mieście Berbera, które jednak znajduje się poza kontrolą tego państwa. Od 1991 roku wchodzi ono bowiem w skład Somalilandu, czyli separatystycznego regionu, który odłączył się wówczas od Somalii i walczy o swoje uznanie międzynarodowe.
Minister spraw zagranicznych Somalilandu Abdirahman Dahir Aden skomentował ofertę somalijskiego prezydenta w rozmowie z agencją Reuters. - USA zrezygnowały z tego skorumpowanego reżimu nazywanego Somalią. Teraz są gotowe do współpracy z Somalilandem, który pokazał światu, że jest narodem pokojowym, stabilnym i demokratycznym - ocenił. - USA nie są głupie. Wiedzą, z kim muszą mieć do czynienia, jeśli chodzi o Berberę - dodał.
Od prawie 34 lat Somaliland funkcjonuje de facto jako odrębne państwo, ale jest nieuznawane przez żaden inny kraj świata. Jak przypomina BBC, Unia Afrykańska i inne podmioty międzynarodowe obawiają się, że uznanie go mogłoby wywołać reakcję łańcuchową w separatystycznych regionach na całym świecie i spowodować domaganie się przez ich przywódców międzynarodowego uznania. Stacja wskazuje jednocześnie, że przedstawiciele Somalilandu mają nadzieję, iż właśnie USA będą pierwszym państwem na świecie, który uzna ich niepodległość.
BBC dodaje, że problematycznym może się okazać też port w Bosaso, bowiem on także leży w części Somalii znajdującej się poza kontrolą władz w Mogadiszu. Bosaso znajduje się w półautonomicznym regionie Puntland, który również ogłosił swoją niepodległość w latach 90. Władze Puntlandu nie odniosły się jeszcze do listu, ale według somalijskich mediów jeśli ofertę złożono bez konsultacji z nimi, to może pogorszyć relacje Somalii z tym regionem.
ZOBACZ TEŻ: W zamian za dostęp do morza Etiopia ma uznać nieuznawany przez innych kraj
USA w Rogu Afryki
Somalijski prezydent liczy, że jego oferta mogłaby przynieść wzmocnienie obecności wojsk USA w Rogu Afryki, gdzie od dawna odgrywały kluczową rolę w walce z islamskimi bojownikami powiązanymi z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim, przede wszystkim z organizacji Al-Szabab.
Somalia obawia się zarazem, że Trump zmniejszy swoje wsparcie w tym zakresie, tak jak to zrobił podczas pierwszej kadencji prezydenckiej. Na początku roku Ali Mohamed Omar, szef somalijskiego MSZ, ostrzegał, że wycofanie żołnierzy amerykańskich "stworzyłoby znaczącą próżnię bezpieczeństwa, ośmielając grupy terrorystyczne i zagrażając stabilności Somalii i Rogu Afryki".
ZOBACZ TEŻ: "Okno na zapobiegnięcie wojnie szybko się zamyka". Na granicy stoją już armie
Autorka/Autor: pb//mm
Źródło: BBC, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock