Masz subskrypcję?
Trwa chińskie szaleństwo w motoryzacji. Choć w Chinach sprzedaż gwałtownie spada, na świecie bite są rekordy. Eksport chińskich samochodów tylko w maju wzrósł o kolejne, niewyobrażalne 73 procent, a w Polsce już co siódmy kupowany samochód pochodzi od nieznanej nam jeszcze dwa lata temu chińskiej marki.
Ale nie jest to zwykła gospodarcza ekspansja - chińskie samochody nie powstają na zasadach rynkowych ani wyłącznie dla pieniędzy. To wielka polityka, w której Pekin walczy jednocześnie o dominację, jak o własne przetrwanie. O przetrwanie walczy też w rezultacie europejski przemysł, który nie ma szans ze sprzedawaną poniżej wartości chińską konkurencją.
Dlatego Bruksela rozpoczęła działania obronne i pracuje nad uregulowaniem napływu chińskich samochodów. Presja jest ogromna. A pomysłów na ratowanie sytuacji jest równie wiele co zewnętrznych nacisków, by tego nie robić.
Negocjacje UE z Chinami
Chiński szok 2.0 - tak eksperci nazywają to, co dzieje się na europejskim rynku. Wszelką konkurencję zabija dobry i nieporównywalnie tańszy produkt z Chin. Dlaczego 2.0? Pierwszy, sprzed lat, dotyczył prostych dóbr, teraz zaś chińskie firmy wkroczyły w większość branż wysokich technologii. Na czele z motoryzacją, czego skutki są nie tylko najlepiej widoczne, ale też szczególnie groźne.