TVN24 | Świat

"Wleczono kobiety, uderzono jedną z nich, polała się krew"

TVN24 | Świat

Aktualizacja:
Autor:
akr//now
Źródło:
PAP, tvn24.pl, TUT.BY

Już na początku nastąpiły dosyć brutalne aresztowania - tak sobotni, kolejny opozycyjny pochód kobiet w Mińsku komentował w TVN24 działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut. - Nie zważając na to, zastraszyć się nie udało - podkreślił. Milicja starała się stłumić protest, używając siły. Centrum Wiasna informowało o co najmniej 46 zatrzymanych tego dnia, nie tylko w białoruskiej stolicy.

W Mińsku, gdzie kolejną sobotę z rzędu odbywał się opozycyjny pochód kobiet, milicja zatrzymywała uczestniczki protestu. Funkcjonariusze rozpędzający zgromadzone na placu Wolności kobiety działali brutalnie, ciągnęli je po ziemi - podało radio Swoboda. Centrum obrony praw człowieka Wiasna poinformowało o co najmniej 46 zatrzymanych, nie tylko w Mińsku.

Zatrzymania podczas protestu kobiet w MińskuVadim Zamirovsky, TUT.BY
Kobiety protestowały w sobotę w Mińsku
Kobiety protestowały w sobotę w MińskuTUT.BY

"Wleczono kobiety, uderzono jedną z nich, polała się nawet krew"

Dziennikarz polonijny i działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut mówił w TVN24, że "już na początku nastąpiły dosyć brutalne aresztowania, wleczono kobiety. Uderzono jedną z nich, polała się nawet krew" - zwrócił uwagę. - Nie zważając na to, zastraszyć się nie udało - podkreślił.

Wyjaśniał także, co może spotkać osoby zatrzymane podczas sobotniej demonstracji. - Zgodnie z procedurą, jaką stosuje reżim białoruski, na pewno zostały zawiezione na komisariat milicji. Tam będzie się ważyło, czy zostaną oskarżone o udział w protestach i zostaną zwolnione albo [skierowane - przyp. red.] do tymczasowego aresztu - albo jest kara do 15 dni pozbawienia wolności za coś takiego na Białorusi - mówił.

Zatrzymania podczas protestu kobiet w MińskuDaria Buryakina, TUT.BY

Poczobut zaznaczył, że "akcent tej akcji był na osobę Maryi Kalesnikawej". Członkini prezydium Rady Koordynacyjnej powołanej przez opozycję białoruską, została zatrzymana 7 września rano w Mińsku przez nieznanych ludzi. Przewieziono ją do siedziby wydziału do walki ze zorganizowaną przestępczością, gdzie spędziła około połowy dnia. Potem trafiła do KGB Białorusi i tam żądano od niej wyrażenia zgody na wyjazd za granicę. W nocy wywieziono opozycjonistkę na granicę białorusko-ukraińską i siłą próbowano zmusić do opuszczenia kraju.

"Jest artystką, ale jest też wojownikiem. W krótkim czasie stała się politykiem" >>>

W sobotę prawniczka białoruskiej opozycjonistki Ludmia Kazak poinformowała, że Kalesnikawa została przeniesiona z aresztu w Mińsku do aresztu śledczego w Żodzinie, około 55 kilometrów od stolicy. Poinformowała w piątek wieczorem, że do sądu złożona została apelacja od decyzji prokuratury o umieszczeniu Kalesnikawej w areszcie.

Poczobut przyznał w TVN24, że odnosi wrażenie, iż "zostało to zrobione po to, żeby tłum nie poszedł pod więzienie". - Wtedy przez mury więzienne ona mogłaby usłyszeć, że ludzie się z nią solidaryzują - zauważył.

Opozycyjny przemarsz kobiet ulicami Mińska
Opozycyjny przemarsz kobiet ulicami MińskaTUT.BY

Kobiety znów wyszły na ulice Mińska

O godzinie 15 czasu lokalnego (godz. 14 czasu polskiego) kilka tysięcy Białorusinek uczestniczących w proteście w Mińsku zebrało się na placu Wolności w centrum miasta. Wtedy milicja rozpoczęła zatrzymania. Kobiety wdawały się w kłótnie z milicjantami, próbując wybronić zatrzymywane osoby.

Konfrontacja kobiet i milicji na placu Wolności w MińskuVadim Zamirovsky, TUT.BY

Zatrzymywanych - głównie kobiety - zabierali także ludzie bez dystynkcji wskazujących, jakie służby reprezentują, i w kominiarkach zasłaniających twarze. Funkcjonariusze działali brutalnie. Niektóre kobiety zostały pobite do krwi, gdy próbowały ściągnąć napastnikom kominiarki - podało Radio Swaboda. Jego korespondent przekazał, że jedną z demonstrujących funkcjonariusze ciągnęli po ziemi.

Zatrzymywane były nawet kobiety w okolicznych kawiarniach, milicjanci przeszukiwali także podwórza w rejonie placu. Spotkało to także ludzi postronnych, między innymi kierowcę samochodu, który zatrzymał auto, by przepuścić kolumnę kobiet na jednej z ulic. Krótko po jego geście, kierowcę zabrali mężczyźni w nieoznakowanych mundurach, pozostawiając jego samochód pośrodku ulicy.

Kobiety protestowały w sobotę w Mińsku
Kobiety protestowały w sobotę w MińskuTUT.BY

Andrzej Poczobut opublikował w sobotę na Twitterze fotografię Biełsatu z demonstracji, przedstawiającą blondwłosą dziewczynę z raną w okolicach łuku brwiowego. Opatrzył go wpisem: "Dziewczyna uderzona w twarz przez funkcjonariusza OMON-u. (c) Belsat".

Dziennikarz zamieścił także inne zdjęcie z protestów. Jak przekazał, zostało ono wykonane po tym, jak "dziewczyna ściągnęła kominiarkę z funkcjonariusza, ten uderzył ją w twarz". "Ten moment uchwyciły kamery" - dodał Poczobut.

Kobiety połączyły siły w jednej kolumnie

Po rozbiciu protestu na placu Wolności zostało kilkadziesiąt kobiet. Część z nich przyłączyła się do nowej kolumny protestujących, która pojawiła się w rejonie placu i ruszyła jedną z centralnych ulic. Portal TUT.by poinformował po godzinie 15.30, że uczestniczki marszu kobiet połączyły wszystkie kolumny z różnych części miasta w jedną, chociaż nie jest ona zupełnie ścisła.

Wiele demonstrujących kobiet i dziewcząt owinęło się sztandarami w narodowych barwach biało-czerwono-białych. Według szacunków portalu w manifestacji bierze udział ponad 10 tysięcy osób.

Radio Swaboda podało, że podczas pochodu grupa kobiet wyprosiła z kolumny dziennikarzy rosyjskiej telewizji państwowej.

Trwa demonstracja kobiet w MińskuOlga Shukailo, TUT.BY

Centrum Wiasna: co najmniej 46 zatrzymanych osób

Na liście zatrzymanych w sobotnich wydarzeniach, opublikowanej przez Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna, jest 46 nazwisk, w tym nazwiska dwóch osób zatrzymanych w innym mieście - Salihorsku.

Milicjanci w Mińsku zatrzymali także dwoje dziennikarzy telewizji Biełsat: Kaciarynę Andrejewą i Maksa Kalitouskiego. Na komisariacie reporterom zabrano sprzęt.

Około godz. 18 czasu miejscowego (godz. 17 czasu polskiego) pochód zakończył się. Jego uczestnicy rozeszli się wołając: "Dziękujemy wszystkim!" i "Do jutra!".

Demonstracje kobiet w Mińsku (archiwum)
Sobotnie demonstracje kobiet w MińskuTUT.BY

Łukaszenka na spotkaniu z członkami Rady Bezpieczeństwa

Natomiast w godzinach popołudniowych, kiedy trwał przemarsz, białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka spotkał się z członkami Rady Bezpieczeństwa kraju, reprezentującymi struktury siłowe. Zapowiedział, że wysłucha raportu MSW o sytuacji wewnętrznej i relacji ministerstwa obrony na temat sytuacji na granicy zachodniej. Zaznaczył, że chodzi o propozycje dalszych działań armii białoruskiej zależnie od aktywności NATO w krajach sąsiednich: w Polsce i na Litwie. Łukaszenka przyznał, że jeśli NATO zakończyło ćwiczenia w tym regionie, to Białoruś musi "zareagować adekwatnie". - Nie możemy tam trzymać sił zbrojnych bez konieczności przez długi czas. Tym bardziej, że kosztuje to niemało - przekazał.

Ponad miesiąc protestów

Sobota jest 35. dniem protestów na Białorusi, których uczestnicy protestują przeciwko sfałszowanym ich zdaniem wynikom wyborów prezydenckich z 9 sierpnia. Zaczęły się one w dniu wyborów, w których - według oficjalnych wyników - urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka zdobył 80 procent poparcia. Jego główna rywalka, kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska miała otrzymać 10 procent głosów. Oficjalnych wyników wyborów nie uznała białoruska opozycja i demokracje zachodnie, w tym Parlament Europejski i unijne państwa.

Autor:akr//now

Źródło: PAP, tvn24.pl, TUT.BY

Źródło zdjęcia głównego: Daria Buryakina, TUT.BY

Tagi:
Raporty: