Konkluzje konferencji "o wiele bardziej umiarkowane, niż wystąpienia amerykańskie"

Świat

Konferencja bliskowschodnia odbyła się w Warszawie 13-14 lutego ("Polska i Świat" z 14.02.2019)tvn24
wideo 2/15

Państwa Zatoki i Izrael wspólnie dyskutowały w Warszawie o strategii wobec Iranu, ale trudno sobie wyobrazić, by porozumiały się w takiej kwestii, jak konflikt izraelsko-palestyński - brzmi jeden z komentarzy we francuskiej prasie. Eksperci i dziennikarze z całego świata komentują zakończoną w czwartek konferencję bliskowschodnią.

W trwającej od środy do czwartku konferencji wzięli udział przedstawiciele 62 krajów. Do Warszawy przyjechali m.in. wiceprezydent USA Mike Pence, sekretarz stanu USA Mike Pompeo, premier Izraela Benjamin Netanjahu, a także szefowie dyplomacji Wielkiej Brytanii, Włoch oraz kilku krajów arabskich.

CO USTALONO PODCZAS WARSZAWSKIEJ KONFERENCJI.

Początek nowej ery?

Media zgodnie oceniają, że tematem przewodnim rozmów było zagrożenie ze strony Iranu.

Dziennik "Haarec" przywołuje słowa szefa amerykańskiej dyplomacji, który powiedział Netanjahu, że stawienie czoła Iranowi jest kluczem do pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie. Władze w Teheranie oskarżane są o ingerowanie w sprawy wielu państw i aktywne zaangażowanie, w tym militarne m.in. w Syrii, Jemenie czy Libanie. Przedstawiciele irańskich władz wielokrotnie też grozili państwu żydowskiemu.

Agencje Reutera i Associated Press zauważają, że w Warszawie doszło do niespotykanego od wielu lat bezpośredniego spotkania delegacji Izraela i państw arabskich. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce na konferencji w Madrycie w 1991 roku.

Kto był, kogo nie było

"W oczy rzuca się zarówno kto zjawił się w stolicy Polski, jak i kogo zabrakło. Udziału w konferencji uniknęli europejscy liderzy, którzy nie czuli się dobrze z tym, że mogła ona podkreślić podziały w Europie i Waszyngtonie dotyczące polityki wobec Iranu. Większość państw europejskich sprzeciwia się decyzji prezydenta Trumpa o rezygnacji (USA - red.) z porozumienia nuklearnego z Iranem i wznowieniu sankcji (wobec Teheranu - red.)" - napisał "The Times".

Dziennik zaznaczył, że brytyjski minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt opuścił konferencję przed jej zakończeniem, a Francję i Niemcy reprezentowali odpowiednio urzędnik służby cywilnej i wiceminister spraw zagranicznych. Jak dodano, zabrakło również wysokiej przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej Federiki Mogherini.

"Znacząca nieobecność europejskich liderów na konferencji zorganizowanej przez Polskę (...) świadczy o narastającej niezgodzie w samym sercu transatlantyckiego sojuszu" - oceniła gazeta.

Z kolei dziennik gospodarczy "Financial Times" odnotował "uszczypliwy atak" amerykańskiego wiceprezydenta Mike'a Pence'a pod adresem europejskich państw. Mówił on, że utrzymywanie relacji handlowych z Iranem jest "nierozważnym krokiem" z ich strony i może tylko doprowadzić do wzrostu napięć w relacjach transatlantyckich.

Jak napisała gazeta, wydarzenie w Warszawie było pierwotnie postrzegane jako jednoznacznie antyirańskie, przez co oficjalny program został rozszerzony o kwestie dotyczące całego Bliskiego Wschodu. Jednak "jakiekolwiek wrażenie, że ten szczyt nie był obliczony na zbudowanie koalicji przeciwko Iranowi, zniknęło wraz z przemówieniem Pence'a, który powiedział, że uczestnicy zgodzili się, że Iran jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i pokoju na Bliskim Wschodzie".

Na ton wystąpienia Pence'a zwrócił uwagę także "The Guardian". Dziennik podkreśla, że słowa wiceprezydenta USA były "nadzwyczaj dosadne i płomienne", cytując m.in. oskarżenie Pence'a, że Teheran przygotowuje się do "nowego Holokaustu".

Jednocześnie gazeta zaznaczyła, że wspólne zdjęcia premiera Izraela Benjamina Netanjahu i przywódców państw arabskich prawdopodobnie "wywołają wściekłość" liderów Palestyny. Jak przypomniano, brak kontaktów państwa żydowskiego z większością sąsiednich państw był przez lata ceną, jaką Izrael płacił za okupację terytoriów palestyńskich, i właśnie z tego powodu władze w Tel Awiwie utrzymują formalne stosunki dyplomatyczne jedynie z Egiptem i Jordanią.

Zagrożenie ze strony Iranu

Tymczasem centrum BICOM (Britain Israel Communications and Research Centre) w swej publikacji na temat szczytu przytacza słowa Netanjahu, który podziękował sekretarzowi stanu i wiceprezydentowi USA, a także administracji Białego Domu za spotkanie na konferencji. Zdaniem izraelskiego premiera osiągnięto "historyczny punkt zwrotny". Podkreślał, że rozmowy z przywódcami arabskimi odbyły się "z niespotykaną mocą, klarownością i jednością na temat wspólnego zagrożenia ze strony irańskiego reżimu".

Na postęp w relacjach Izrael - państwa arabskie zwraca też uwagę "Washington Examiner". Ten również cytuje szefa izraelskiego rządu, który żartował, że arabscy przywódcy "zdetronizowali" go jako naczelnego irańskiego jastrzębia.

Kwestia palestyńska

W kwestii palestyńskiej również miał być osiągnięty postęp. Doradca prezydenta USA Jared Kushner oświadczył w czwartek, że plan pokojowy Waszyngtonu zakłada, iż Izraelczycy i Palestyńczycy będą musieli pójść na kompromisy - informuje portal dziennika "Haarec". Na zamkniętej sesji konferencji Kushner miał przekazać, że bliskowschodni plan pokojowy administracji prezydenta USA zostanie zaprezentowany po zaplanowanych na 9 kwietnia wyborach parlamentarnych w Izraelu.

Po raz pierwszy o tym, że to Warszawa będzie miejscem prezentacji zarysu planu, nazywanego "dealem stulecia", napisał w zeszłym tygodniu amerykański portal informacyjny Axios, powołując się na źródła w Białym Domu. Również w zeszłym tygodniu Axios podał, że pod koniec lutego Kushner uda się w podróż do kilku krajów regionu - Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Bahrajnu, Kataru i być może Maroka - gdzie ma rozmawiać o tym planie.

Jak zwraca jednak uwagę dziennik "Jerusalem Post", Kushner twierdził, że plan pokojowy Trumpa nie będzie obejmować inicjatywy Arabii Saudyjskiej.

Krytycznie efekty konferencji w Warszawie ocenia natomiast think-tank Atlantic Council. W jego publikacji zwraca się uwagę, że administracja prezydenta Trumpa szukała sposobu na wyrwanie się z międzynarodowej izolacji w kwestii podejścia do Iranu. W tym celu naciskała na wiele państw, aby pojawiły się na szczycie w Warszawie, na którym omawiane były kwestie pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie. Jednak Biały Dom poniósł klęskę w efektywnym, wielostronnym podejściu do Iranu opartym na powszechnych obawach i realistycznym zrozumieniu tego, co można osiągnąć.

"Polska i USA zapoczątkowują proces warszawski"

Francuskie radio dla zagranicy RFI podkreśla, że izraelski premier Benjamin Netanjahu uznał warszawską konferencję za "historyczny zwrot" i dodaje, że "spotkał się z przywódcami arabskimi, zjednoczonymi we wspólnym froncie przeciw Iranowi".

"Polska i USA zapoczątkowują proces warszawski" – zatytułowało sprawozdanie swej wysłanniczki Oriane Verdier RFI. Według niej "konkluzje konferencji na temat pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie były o wiele bardziej umiarkowane, niż (czwartkowe - red.) wystąpienia amerykańskie".

RFI podkreśliła zarazem, że szef brytyjskiej dyplomacji Jeremy Hunt oświadczył, że przybył do Warszawy jedynie w sprawie pomocy humanitarnej dla Jemenu. "W tej sprawie, tak samo jak i w innych, trudno wyobrazić sobie rzeczywiste postępy w stronę rokowań pokojowych, jakich pragną Narody Zjednoczone i Wielka Brytania" - czytamy w komentarzu.

Zdaniem francuskich obserwatorów "choć wygląda na to, że państwa Zatoki i Izrael wspólnie dyskutowały o strategii, jaką należy przyjąć wobec Iranu, trudno sobie wyobrazić, by porozumiały się w takiej kwestii jak konflikt izraelsko-palestyński".

"Warszawa przeciw Soczi"

Telewizja France24 w komentarzu zatytułowanym "Warszawa przeciw Soczi", połączyła spotkanie nad Wisłą z naradą nad Morzem Czarnym. "Konkurencyjne inicjatywy Donalda Trumpa i Władimira Putina ukazują dwie bardzo różne wizje strategiczne i związaną z nimi grę sojuszów" – czytamy na stronie internetowej France24.

Nadająca z Izraela, lecz należąca do francuskiego magnata prasowego telewizja I24 wybiła z kolei słowa amerykańskiego wiceprezydenta, w których Pence nazywa Iran "największym niebezpieczeństwem" dla regionu i oskarżał Teheran o przygotowywanie "nowego Holokaustu".

Redaktor żydowskiego portalu internetowego J-News Marc Brzustowski pisze natomiast, że warszawska konferencja ministerialna "była wspaniałym atutem dla premiera Netanjahu, którego (partia - red.) Likud prowadzi kampanię przed wyborami wyznaczonymi na 9 kwietnia". Netanjahu "pokazał, że z łatwością porozumiewa się ze światowymi przywódcami, co szczególnie widoczne było podczas przyjacielskich spotkań z władcami arabskimi" - czytamy.

"Amerykanie wrócili. To główne przesłanie"

"Europa powinna reagować powściągliwie i nastawić się na silne turbulencje z Ameryką Trumpa. Prezydent USA nie należy do tych, którzy uważają sojusz transatlantycki za wartościowy" - pisze w piątek o warszawskiej konferencji wiceszef redakcji zagranicznej niemieckiego dziennika "Sueddeutsche Zeitung" Paul-Anton Krueger. "Wydaje się, że również niektórzy z UE liczą na osobne układy z Ameryką. Tylko tak można wytłumaczyć fakt, że Polska była gotowa odstawić ten cyrk ze szczytem. To również powinno dać do myślenia zdeklarowanym Europejczykom" - dodał.

Oburzenie komentatora wywołała krytyka ze strony wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a dotycząca stanowiska Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii w sprawie sankcji irańskich. Zdaniem Kruegera był to nieprzyjazny akt. Został on dodatkowo wykonany w stolicy kraju, "gdzie rządzą eurosceptycy".

"Jest to próba, by 'w imię nowej ery współpracy', jak to ujął sekretarz stanu USA Mike Pence, jeszcze raz rozbić jedność Unii Europejskiej. Najpierw była koalicja chętnych, teraz konferencja chętnych. Co dalej? Bomby na Iran?" - pyta publicysta, nawiązując do koalicji państw, które razem z USA brały udział w inwazji na Irak w 2003 roku.

Również "Frankfurter Allgemeine Zeitung" odnotował atak wiceprezydenta USA na Paryż, Berlin i Londyn.

"Ciekawsze niż treść wymyślań jest miejsce, gdzie pozwolono mu je głosić - Warszawa. W tym atlantyckim sporze Europa znów pozwala się podzielić" - uważa dziennik.

"FAZ" przyznaje jednak rację Pence'owi, że Iran dokonuje ekspansji w regionie, zapewniając sobie strategiczną pozycję w Libanie i Syrii. Są to kroki jednoznacznie wrogie wobec Izraela. Dziennik zastrzega jednak, że mówienie o planowanym przez Teheran "nowym Holokauście" to przesada: Islamska Republika nie ma na to środków, a Izrael jest dość silny, żeby się obronić.

"Europejczycy najczęściej tego nie zauważają, bo głównie zajmują się zagrożeniem nuklearnym ze strony Iranu i (swoimi - red.) interesami" - czytamy w "FAZ". "Odpowiedzialność za to, że między Europą a Ameryką rozgorzał w tej sprawie poważny spór, należy przypisać jednak Pence'owi i jego szefowi. To Waszyngton, wypowiadając jednostronnie porozumienie atomowe z Iranem zamiast szukać wspólnego rozwiązania z sojusznikami, posunął się za daleko" - uważa dziennik.

Szwajcarski dziennik "Neue Zuercher Zeitung" pisze o konferencji bliskowschodniej jako o elemencie szerszego zjawiska: ponownego "odkrycia Europy Wschodniej prze Amerykanów".

"Amerykanie wrócili. To główne przesłanie, jakie Mike Pompeo ogłosił w tym tygodniu Europie Środkowowschodniej. Powtórzył je na Węgrzech, Słowacji i w Polsce" - zauważa gazeta. "Sekretarz stanu uważa, że brak zainteresowania i poczucie moralnej wyższości poprzednich administracji amerykańskich wobec prawicowych populistów w Warszawie i Budapeszcie zwróciło ich w kierunku Rosji i Chin" - analizuje.

Zdaniem "NZZ" warunkiem nowej polityki USA wobec regionu jest jednak problematyczne rozdzielenie kwestii geopolitycznych i dotyczących rządów państwa prawa.

"Kommiersant": amerykańska nagroda dla Polski

Rosyjski dziennik "Kommiersant" w relacji z konferencji bliskowschodniej w Warszawie ocenia, że omówiono na niej "sposoby powstrzymywania Iranu" i zauważa, że "konferencja umocniła status Warszawy jako głównego uczestnika 'proamerykańskiej' partii wewnątrz UE".

W obszernej korespondencji z Warszawy "Kommiersant" twierdzi, że na konferencji "przedstawiciele Waszyngtonu wzywali UE do wycofania się z porozumienia z Iranem i przyłączenia się do sankcji amerykańskich". Polacy - kontynuuje dziennik - "starali się, by rozmowa zeszła na problemy rozwoju gospodarczego Bliskiego Wschodu", natomiast "pozostali po prostu słuchali i prowadzili w kuluarach rozmowy dwustronne".

Reporter rosyjskiej gazety relacjonuje, że na sali widniały 63 flagi państw-uczestników i zauważa, że "z dużych państw europejskich, poza Polską, ministra spraw zagranicznych przysłała jedynie Wielka Brytania".

"Kommiersant" przypomina, że kraje europejskie starają się zapobiec wycofaniu się Iranu z porozumienia nuklearnego i ocenia, że "udział w konferencji antyirańskiej wysokiej rangi przedstawicieli francusko-niemieckiego jądra Unii Europejskiej mógłby być fatalny" dla tej umowy.

"Nieobecność wysokiej rangi dyplomatów z innych państw zrekompensowano wielkim desantem amerykańskim" - dodaje dziennik, wyliczając przedstawicieli USA, którzy przybyli do Warszawy. Ocenia, że "przyjazd takiej liczby wysokiej rangi delegatów amerykańskich był nagrodą dla Polski za jej stanowcze proamerykańskie stanowisko w kwestiach polityki zagranicznej i obrony, niekiedy rozbieżne nawet ze stanowiskiem innych krajów UE".

Polsko-amerykańską część spotkania w Warszawie rosyjski dziennik określa jako "wyraźnie wojskową" i ocenia, że jej kulminacją było sfinalizowanie umowy na dostawę amerykańskiego systemu artylerii rakietowej HIMARS.

Autor: mm/adso / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: