Progresywni, zaangażowani społecznie chrześcijanie wracają w Stanach Zjednoczonych do polityki po stronie Partii Demokratycznej. Aż dziesięcioro demokratycznych zwycięzców w połówkowych wyborach do Kongresu wprost odwołuje się do chrześcijaństwa, a kilkoro z nich jest aktywnymi duchownymi, prowadzącymi duszpasterstwo.
I nie chodzi tylko o najbardziej znanych: Adama Hamiltona, pastora Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego (którego częścią jest polski Kościół ewangelicko-metodystyczny) czy Jamesa Talarico, seminarzystę z Kościoła Prezbiteriańskiego (USA) i syna duchownego tego wyznania. Chodzi też o Sarah Trone Garriott, duchowną liberalnego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Ameryki, która zdobyła mandat do Kongresu z Iowy, i o całą listę - prezbiteriańskich, baptystycznych i wolnokościelnych - kandydatów do Izby Reprezentantów, którzy otwarcie mówili o swoim stylu przeżywania wiary.
Powrót do "social Gospel"
Jaki to styl?
Krótko określić go można jako nawiązujący do tradycji "social Gospel", czyli tego kierunku amerykańskiej religijności, który od lat 30. XX wieku budowany był na głębokim przekonaniu, że z chrześcijaństwa wynika zobowiązanie do progresywnej polityki społecznej, do walki o prawa mniejszości etnicznych, wspomagania ubogich i wykluczonych.