Hamam al-Hammami, drugi pilot samolotu linii flydubai z Dubaju do Tel Awiwu, w zeszłym tygodniu zaatakował podczas lotu kapitana. Został obezwładniony przez pasażerów, a następnie aresztowany przez władze Arabii Saudyjskiej. W sprawie trwa obecnie śledztwo.
Najnowsze ustalenia śledczych wskazują, że celem niedoszłego zamachowca było lotnisko Ben Guriona w Tel Awiwie - podało we wtorek CNN, powołując się na dwa źródła w izraelskich służbach. To największe lotnisko w kraju, które w zeszłym roku obsłużyło ponad 19 milionów pasażerów.
Informatorzy stacji podkreślają przy tym, że śledztwo jest nadal w początkowej fazie. Niejasne są wciąż również motywy podejrzanego - dodało CNN.
Zwróciło przy tym uwagę, że Tel Awiw był planowanym portem docelowym samolotu. "Nie jest więc jasne, dlaczego al-Hammami zaatakował kapitana jeszcze w przestrzeni powietrznej Arabii Saudyjskiej" - pisze CNN. Jak podkreśla, po otrzymaniu sygnału o możliwym porwaniu Izrael zdążyć poderwać myśliwce, "co jest standardową procedurą w tego typu sytuacjach".
Pytania o procedury bezpieczeństwa
CNN wskazało również, że "nazwiska wszystkich pasażerów i członków załogi znajdowały się w rękach władz izraelskich jeszcze przed startem samolotu". Oman, którego obywatelem był napastnik, nie utrzymuje zaś z Izraelem stosunków dyplomatycznych. Stacja zwróciła się w związku z tym do ministerstwa transportu Izraela z pytaniem o możliwe zaniedbania w procedurach bezpieczeństwa.
"Wszyscy członkowie załogi lotniczej są zobowiązani do posiadania wizy wjazdowej, a fakt posiadania paszportu omańskiego powinien zostać odnotowany podczas odprawy" - odpowiedziało ministerstwo, cytowane przez CNN. W komunikacie zaznaczono jednak, że "procedury nie uwzględniają potencjalnego zagrożenia ze strony pilota".
W niedzielę CNN podało, że podejrzany prawdopodobnie działał w pojedynkę. Nie ma na ten moment informacji o jego powiązaniach z jakąkolwiek organizacją terrorystyczną, która przeszkoliłaby sprawcę, sfinansowała lub zorganizowała ten atak.
CBS: Izrael był gotów zestrzelić samolot linii Flydubai
Amerykańska stacja CBS News podała natomiast, że Izrael był gotów zestrzelić samolot linii Flydubai, aby zapobiec wykorzystaniu go do ataku na cel naziemny. Według źródeł cytowanych przez stację, Izrael ma od dawna procedurę postępowania w przypadku takich zamachów, wzorowanych na ataku Al-Kaidy na USA z 2001 roku.
Po nadaniu przez załogę samolotu sygnału alarmowego izraelskie siły powietrzne próbowały skontaktować się z kokpitem, ale bez powodzenia. Poderwano myśliwce, a przestrzeń powietrzna Izraela została zamknięta. Strona izraelska zawróciła jednak te maszyny, gdy samolot skierował się w stronę Arabii Saudyjskiej, a Saudyjczycy poderwali własne myśliwce.
Kapitanowi samolotu udało się odeprzeć atak drugiego pilota. Mimo poważnych obrażeń kapitan odblokował drzwi do kokpitu, dzięki czemu izraelscy pasażerowie mogli obezwładnić porywacza, a maszyna - bezpiecznie wylądować awaryjnie w Arabii Saudyjskiej.
Jeśli ustalono by, że samolot został porwany, a potencjalni porywacze zachowaliby ciszę radiową i nie wysunęli żadnych żądań, centrum operacyjne skonsultowałoby się z ministrem obrony i premierem. Protokół przewiduje zestrzelenie samolotu pasażerskiego zbliżającego się do Izraela, ale ostateczną decyzję w tej sprawie może podjąć tylko szef rządu - podkreśliła amerykańska stacja.
Źródła poinformowały CBS News, że zestrzelenie samolotu pasażerskiego byłoby uważane za lepsze niż śmierć setek osób, które zginęłyby, gdyby samolot pasażerski uderzył w budynki lub inny cel.
Przed ćwierćwieczem, kiedy terroryści z Al-Kaidy uprowadzili samoloty pasażerskie, by zaatakować w analogiczny sposób cele w USA, także amerykańskie myśliwce zostały poderwane, by zniszczyć w powietrzu maszynę lecącą w kierunku stolicy, Waszyngtonu. Dzięki odwadze pasażerów, którzy zaatakowali terrorystów, samolot zboczył jednak z kursu i rozbił się na polu w Pensylwanii.