Ponadto Tomasz U. ma wypłacić swojemu ojcu, a mężowi zabitej kobiety 100 tysięcy złotych nawiązki oraz 40 tysięcy złotych zadośćuczynienia córce zabitych dziadków, czyli swojej ciotce.
Orzeczona przez sąd pierwszej instancji i utrzymana w apelacji kara w zasadniczej części jest zgodna z wnioskiem prokuratora. Jedynie zasądzone kwoty, jakie Tomasz U. ma wypłacić członkom swojej rodziny, są niższe od wnioskowanych. Oskarżyciel publiczny chciał bowiem, by Tomasz U. wypłacił ojcu 200 tysięcy złotych, a ciotce - 100 tysięcy.
Sąd: zabił osoby najbliższe, życzliwe, bezbronne
Apelacje od wyroku sądu pierwszej instancji złożyli obrońca oskarżonego, który zawnioskował o obniżenie zasądzonej w pierwszej instancji kary do 25 lat więzienia, oraz oskarżycielka posiłkowa (ciotka), która chciała podwyższenia kwoty zadośćuczynienia.
Oskarżyciel publiczny wniósł o nieuwzględnienie apelacji obrony i utrzymanie wyroku w zakresie zasądzonej kary więzienia. Jednocześnie poparł apelację oskarżycielki posiłkowej.
Jak mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku przewodniczący pięcioosobowego składu sędziowskiego sędzia Grzegorz Zarzycki, "biorąc pod uwagę stopień szkodliwości społecznej zbrodni zabójstwa, potrzebę orzeczenia kary adekwatnej do stopnia zawinienia oskarżonego, a także funkcje wychowawcze i zapobiegawcze oraz społeczne poczucie sprawiedliwości" sąd uznał, że kara dożywotniego pozbawienia wolności jest sprawiedliwa i zasłużona i "właściwie realizującą wszystkie funkcje, które kara pozbawienia wolności spełniać powinna".
Sędzia wskazywał, że U. jest osobą agresywną, a swoje problemy zwykł rozwiązywać siłowo. Przypomniał, że kilka miesięcy przed zabójstwem mężczyzna był już skazany ograniczeniem wolności za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad rodzicami. W ocenie sądu wyrok ten powinien być dla U. impulsem do samorefleksji nad swoim postępowaniem.
Tymczasem niedługo później zabił on najbliższe sobie osoby, które były mu życzliwe, które mu pomagały i które były całkowicie bezbronne.
Oskarżony: nie wiem, co mi odbiło
Sędzia zwrócił uwagę, że jedyną refleksją, jaką Tomasz U. się podzielił w czasie procesu, były słowa: "nie wiem, co mi odbiło". I chociaż przeprosił za swój czyn, w ocenie sądu nie daje to "żadnej gwarancji, że oskarżony to zdarzenie w jakiś sposób przepracował, że podjął stanowczą wolę poprawy, że podjął krytyczną samorefleksję".
Sędzia przypomniał, że zdaniem biegłych lekarzy w chwili popełnienia przestępstwa U. był poczytalny, a to, że był wtedy pijany, w jego przypadku jest okolicznością obciążającą i nie zwalnia go od pełnej odpowiedzialności i oceny swojego postępowania.
Wyrok jest prawomocny i wykonalny. Stronom przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.
Tomasza U. nie było w środę w sądzie. Przebywa w areszcie i nie wnioskował o dowiezienie go na rozprawę. Obrońca z urzędu Tomasza U. - mecenas Paweł Wilkutowski zapowiedział po ogłoszeniu wyroku dziennikarzom, że z obowiązku zawodowego złoży wniosek o pisemne uzasadnienie i naradzi się z klientem w kwestii dalszych kroków.
Proces apelacyjny odbył się w środę za czwartym podejściem. Rozprawa wyznaczona w grudniu 2025 roku spadła z wokandy z powodu choroby sędziego. Odwołany został także termin ze stycznia tego roku. Z kolei powodem odroczenia rozpoczęcia procesu w kwietniu była przede wszystkim zmiana w pięcioosobowym składzie sędziowskim, która została wprowadzona tuż przed wyznaczonym terminem.
Siekierą zaatakował matkę, babcię i dziadka
Chodzi o wydarzenia z 29 kwietnia 2023 roku w Bąkowie, w gminie Pysznica, w powiecie stalowowolskim. Prokuratura oskarżyła Tomasza U. o to, że używając siekiery, dokonał potrójnego zabójstwa swoich bliskich.
Według ustaleń śledczych matka Tomasza U. 58-letnia Halina U. zginęła na miejscu od ciosów zadanych obuchem w głowę. Dziadkowie zostali skatowani w swoim domu. W stanie krytycznym oboje trafili do szpitala. Babcia mężczyzny 84-letnia Leonarda S. zmarła jeszcze tego samego dnia, a jakiś czas później także jego dziadek, 89-letni Andrzej S.
Zwłoki matki i nieprzytomnych, ciężko rannych seniorów znaleźli ojciec i brat oskarżonego. W chwili zabójstwa nie było ich na miejscu.
Rodzina mieszkała w domach stojących na jednej posesji - seniorzy w starym drewnianym domu, a oskarżony z rodzicami i rodzeństwem w murowanym.
Uciekł rowerem, ukrył się w lesie
Tomasz U. po zaatakowaniu członków rodziny uciekł z miejsca zabójstwa na rowerze. Został zatrzymany następnego dnia rano w policyjnej obławie w Rzeczycy Okrągłej, gdzie ukrył się w niewielkim lesie w pobliżu stacji paliw. Pił alkohol.
Proces w tej sprawie rozpoczął się w maju 2024 roku. Podczas pierwszej rozprawy Tomasz U. przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale - podobnie jak w śledztwie - mówił, że zabójstwa dziadków nie pamięta. Wyraził żal za to, co zrobił i odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego wyjaśnienia ze śledztwa.
W śledztwie ustalono, że powodem zbrodni był konflikt z matką, której nie podobał się tryb życia syna nadużywającego alkoholu, pracującego tylko dorywczo.