Do zbrodni doszło 5 maja 2025 roku na osiedlu Leśnym w Koziegłowach (woj. wielkopolskie). Jak informują śledczy, mężczyzna czekał na swoją ofiarę przed blokiem i zaatakował 51-latkę, kiedy z niego wyszła.
- Pokrzywdzona wyszła do pracy z mieszkania około 4.50. Przed budynkiem czekał na nią jej mąż. Roman R. oblał jej twarz i szyję żrącą substancją - płynem do udrożniania rur. Kobieta próbowała się bronić, ale kiedy w bólu skuliła się i zakryła twarz rękoma napastnik wbił w jej plecy nóż. Potem dwukrotnie przeciągnął nożem po szyi pokrzywdzonej - opisuje prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Kobieta zmarła na miejscu.
Mężczyzna po zabójstwie żony zrobił jej zdjęcie, po czym wysłał je swojej matce i synowi. Po wszystkim zawiadomił o zabójstwie służby. - W chwili czynu był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem narkotyków - informuje Wawrzyniak.
Miał zakaz zbliżania się
Małżeństwo z Ukrainy było w trakcie rozwodu. Roman R. za wcześniejsze znęcanie fizyczne i psychiczne miał orzeczony zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej i musiał wyprowadzić się z mieszkania. Do znęcania się dochodziło w latach 2019-2021. - Prawomocny wyrok zapadł w 2024 roku - mówił Wawrzyniak.
Mężczyzna stosował się do tych zakazów, choć się z nimi nie zgadzał. - Nie potrafił przeżyć, że pokrzywdzona przebywa w ich mieszkaniu, gdy on musiał je opuścić. Nie mógł też pogodzić się z tym, że kobieta jest w stanie samodzielnie się utrzymać - wyjaśnia prokurator Wawrzyniak.
Śledztwo wykazało, że para spierała się w kwestii podziału majątku.
Roman R. przyznał się do zabójstwa. W swoich zeznaniach wyjaśnił, że dwa tygodnie przed zdarzeniem kupił nóż. Przed blok wziął ze sobą sodę kaustyczną do udrożniania rur, by uniemożliwić kobiecie obronę.
- 59-latkowi oskarżonemu o brutalne zabójstwo, popełnione w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie - z chęci utrzymania własności mieszkania - oraz złamanie zakazu kontaktowania i zbliżania do pokrzywdzonej. Grozi mu kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 15 lat albo kara dożywotniego pozbawienia wolności - podaje prokurator.
Roman R. cały czas przebywa w areszcie śledczym.