Artur Z. jest lekarzem. Został oskarżony o dziewięć przestępstw seksualnych wobec nieletnich: wielokrotne doprowadzenie ich do poddania się innym czynnościom seksualnym, inicjowanie kontaktów z nieletnimi przez komunikator internetowy w celu popełnienia przestępstw oraz posiadanie pornografii z wykorzystaniem małoletnich.
Czyny te, zdaniem śledczych, miały być popełnione w latach 2011-2013, 2018-2020 i 2022-2025.
Sąd uchylił areszt
Mężczyzna początkowo przebywał w areszcie. W czerwcu sąd mu areszt uchylił. Prokuratura złożyła zażalenie, ale sąd go nie uwzględnił.
Wobec Artura Z. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i zakazu kontaktu ze świadkiem i zakazu przebywania w miejscach, w których są osoby małoletnie.
Mężczyzna na wolności złamał te zakazy.
- Bezpośrednio po uchyleniu tego aresztu przez sąd udał się do swojego brata (jest proboszczem) - świadka w sprawie, z którym ma zakaz kontaktowania się. Udał się także na spotkanie ministrantów, które się wówczas odbywało - mówi Aleksandra Marańda z Prokuratury Rejonowej w Koninie.
Prokurator wystąpił o ponowne zastosowanie wobec oskarżonego tymczasowego aresztowania.
"To nie było incydentalne naruszenie"
Sąd Rejonowy w Turku 24 września rozpatrzył ten wniosek negatywnie. Prokurator złożył zażalenie na tą decyzję. W czwartek Sąd Okręgowy w Koninie zmienił to postanowienie i zastosował wobec mężczyzny areszt tymczasowy na trzy miesiące.
- Sąd słusznie stwierdził, tak jak to prokurator podnosił, że to nie było incydentalne naruszenie. Takie spotkania z bratem, który jest świadkiem, a nie był przesłuchiwany, miały miejsce co najmniej kilkakrotnie - dodaje prokurator Marańda.
Proces Artura Z. i drugiego oskarżonego, Krzysztofa A., toczy się za zamkniętymi drzwiami. Mężczyźni oskarżeni są o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Poszkodowanych w sprawie jest łącznie osiem osób. Dwie z nich są już pełnoletnie.
Krzysztof A. to były organista, oskarżony został o wielokrotne doprowadzenie małoletnich do "innych czynności seksualnych" w latach 2011-2013.
Obu 48-latkom grozi od dwóch do dwunastu lat więzienia.