Pomorze

"Pies mieszka na dachu". Mógł spędzić tam nawet kilka miesięcy

Pomorze

Trzymali psa na dachu
Trzymali psa na dachuOTOZ Animals Oddział Słupsk
wideo 2/4

Inspektorzy OTOZ Animals dostali anonimowe zgłoszenie: "na dachu mieszka pies". - Na początku nie chcieliśmy w to uwierzyć, ale pojechaliśmy szukać tego miejsca. I faktycznie. Ten pies miał budę na dachu, ten pies tam mieszkał - opowiada Ewelina von Bredow, Inspektor ds. Ochrony Zwierząt OTOZ Animals w Słupsku.

Zgłoszenie o małym, jasnym psie na dachu przyszło w sobotę. W anonimowej wiadomości nie było podanego konkretnego miejsca. Inspektorzy wiedzieli jedynie, że jest to w miejscowości Smołdziński Las (woj. pomorskie).

Choć nie wierzyli do końca, że może to być prawda, pojechali szukać gospodarstwa. W końcu trafili na miejsce.

- To się sprawdziło. Byliśmy w totalnym szoku - opowiada Ewelina von Bredow.

Jako szczeniak przeganiała szczury w szopie. Później właściciele przenieśli ją na dachOTOZ Animals Oddział Słupsk

"Najpierw przeganiała szczury, później trafiła na dach"

Jak opowiada inspektorka, w pierwszej chwili pomyśleli, że ktoś przed chwilą wsadził psa na dach.

- Myśleliśmy, że może ktoś był na tyle nierozsądny, że wsadził ją na dach i to była chwilowa, głupia akcja. Ale okazało się, że faktycznie ten pies ma budę, ten pies tam mieszka - mówi.

Jak udało się ustalić inspektorom, mieszkający na dachu pies to roczna suczka. Została zabrana od innego gospodarza. Jak była szczeniaczkiem, to mieszkała na strychu i przepędzała szczury.

- Pojawił się jednak problem. Załatwiała się na tym strychu. Nikomu nie chciało się tego sprzątać, więc trafiła na dach - opowiada Bredow.

Tam suczka dostała też swoją budę, która była pokryta metalową blachą.

- Taki dach latem może nagrzać się do takich stopni, że uniemożliwia psu wejście do środka - mówi inspektorka.

Pies mógł spędzić tak nawet kilka miesięcy. - To cud, że nie spadł i nic sobie nie zrobił - mówi Bredow.

Nadal chodzi ostrożnie, boi się, że spadnie

Właściciel nie rozumiał powodu interwencji.

- Próbowaliśmy wytłumaczyć mu, że umieszczenie psa na dachu jest nie do zaakceptowania. W końcu powiedział, że już nigdy jej tam nie włoży. Weszliśmy wspólnie do domu, żeby porozmawiać. Jak wyszliśmy, okazało się, że syn właściciela dał suczkę znowu na dach - opowiada kobieta.

Wtedy zapadła decyzja o odebraniu psa. Właściciel nie stawiał oporów.

Suczka dostała imię Daszka. Czeka teraz na adopcję w domu inspektorki.

Jak mówi Ewelina von Bredow, Daszka nie wykazuje żadnej agresji. Jednak ma traumę.

- Stawia kroki ostrożnie, jakby bała się, czy nie straci gruntu pod łapkami, czy nie spadnie - mówi kobieta.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/gp / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: OTOZ Animals Oddział Słupsk

Pozostałe wiadomości