"Umyślne stworzenie niebezpieczeństwa". Wniosek o areszt po śmierci nastolatek w escape roomie

TVN24

Aktualizacja:
Zarzut po śmierci nastolatek w escape roomietvn24
wideo 2/35

Za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci osób, które zginęły w pożarze odpowie mężczyzna zatrzymany po śmierci pięciu nastolatek z Koszalina - poinformowała prokuratura. Do sądu wpłynął wniosek o areszt. Śledczym udało się też przesłuchać w niedzielę poparzonego w wyniku pożaru mężczyznę, który przebywa w szpitalu.

Briefing prasowy rzecznika Prokuratury Okręgowej w Koszalinie odbył się w niedzielę wieczorem i miał związek z piątkowym pożarem. Tam w tzw. escape roomie zginęło pięć dziewcząt. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony.

- Zatrzymanym mężczyzną jest Miłosz S., któremu ogłaszany jest zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room, i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku - poinformował w niedzielę po godz. 19. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

- Mamy jako podstawę tego zarzutu stwierdzenie, że pan podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna, i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki - mówił.

Jak dodał, za popełnienie zarzucanego czynu podejrzanemu grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Jeszcze w niedzielę prokuratura złożyła do Sądu Rejonowego w Koszalinie wniosek o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec podejrzanego. - Wniosek ten w szczególności uzasadniany jest grożącą podejrzanemu surową karą. Zagrożenie ustawowe czynu, który zarzucono Miłoszowi S. to 8 lat pozbawienia wolności. To jeden z elementów uzasadnienia wniosku, drugim jest stan sprawy, konieczność prawidłowego zabezpieczenia toczącego się śledztwa - powiedział Radiu Koszalin prokurator Gąsiorowski.

Wnioskiem sąd ma się zająć dzisiaj.

Przesłuchanie pracownika escape roomu

Wyjaśnił, że rozpoczęcie przesłuchania Miłosza S. planowane około godziny 15 się opóźniło, ponieważ "było uzależnione od innej czynności". - Od możliwości przesłuchania poparzonego mężczyzny, pracownika escape roomu, który został umieszczony w szpitalu w Gryficach - powiedział.

W niedzielę lekarze zgodzili się na przesłuchanie 25-letniego pracownika escape roomu, który został poważnie poparzony. W piątek został on wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

Protokół z przesłuchania w charakterze świadka pacjenta gryfickiego szpitala jeszcze w niedzielę śledczy dostarczyli do koszalińskiej prokuratury.

"Nasz klient jest zrozpaczony"

Po wyjściu z budynku prokuratury obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus poinformowali, że ich klient do zarzutu się nie przyznaje.

- Nasz klient jest zrozpaczony tym, co się stało. Do zarzutu się nie przyznaje. Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł - powiedzieli.

Oświadczyli także, że Miłosz S. "nie był w stanie odnieść się do niczego, co jest podstawą do postawionego mu zarzutu". Dodali, że ich klient w treści protokołu złożył głębokie kondolencje dla rodzin ofiar. Powiedział jak bardzo jest mu "przykro i jak bardzo nie chciał skutku, który nastąpił".

Miłosz S. jest wnukiem osoby, która zarejestrowała działalność gospodarczą i prowadziła escape room w Koszalinie, w którym w piątek wybuch pożar i w wyniku zatrucia tlenkiem węgla zginęło pięć 15-latek.

Miłosz S. nie przyznał się do stawianych przez prokuraturę zarzutów
tvn24

Zginęły w trakcie urodzin

Już w piątek przesłuchano wstępnie właścicielkę budynku, w którym znajdował się escape room oraz najemcę pomieszczeń. Policja pod nadzorem prokuratury prowadzi czynności, by ustalić również, jak dokładnie zaprószono ogień i dlaczego przebywające w escape roomie nastolatki nie mogły się z niego wydostać.

Trwają także ustalenia, która firma dostarczała gaz do obiektu, bo rozszczelnienie butli gazowej miało być przyczyną pożaru. Biegli swoje ostateczne opinie sformułują za kilka dni.

W piątek utworzony został zespół śledczy, kilku prokuratorów wykonuje czynności procesowe w tej sprawie. W obiekcie znajdował się monitoring, który prokuratura także stara się odczytać.

Podczas niedzielnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Joachimem Brudzińskim, komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk podkreślił, że nad sprawą będą pracować najbardziej doświadczeni funkcjonariusze pionów operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Wstępnie biegli ustalili, że wszystkie pięć nastolatek zmarło w wyniku zatrucia czadem. Pożar wybuchł nagle w piątek około godz. 17 w lokalu przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie. Ogień pojawił się w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywała się zabawa urodzinowa, w której brały udział 15-latki i szybko się rozprzestrzenił. - Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej – informował w sobotę prokurator Gąsiorowski.

W niedzielę w całym mieście ogłoszono żałobę.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa, kb//ec, adso / Źródło: TVN24 Pomorze, PAP