Zarzuty dla byłego szefa CBA

Andrzej Stróżny
Zawiadomienie w sprawie byłego szefa CBA Andrzeja Stróżnego (materiał z maja 2024 roku)
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Albert Zawada/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Prokurator ogłosił dziś zarzuty byłemu szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego Andrzejowi Stróżnemu - dowiedział się tvn24.pl. Chodzi o mieszkania, w których mieszkał, gdy kierował formacją antykorupcyjną od roku 2020 do 2023. Prokuratura potwierdziła nasze informacje.

Andrzej Stróżny nie został doprowadzony do prokuratury. Stawił się dziś na wezwanie wraz ze swoim obrońcą po tym, jak otrzymał pisemne wezwanie. Po kilkugodzinnym przesłuchaniu usłyszał zarzuty karne. - Czynności odbywały się w kancelarii tajnej. Były szef CBA usłyszał zarzut z artykułu 231 paragraf 2 Kodeksu karnego - przekazał nam rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba.

Przywołany artykuł mówi o nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza. W przypadku paragrafu 2 przewiduje on wyższą odpowiedzialność karną - do dziesięciu lat - gdyż czyn miał zostać popełniony "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej".

Chodzi o dwa mieszkania służbowe, z których miał korzystać w celach prywatnych.

Sam Stróżny przekazał dziennikarzowi tvn24.pl, że pracuje nad oświadczeniem, w którym odniesie się do prokuratorskich zarzutów. Z naszych informacji wynika, że Stróżny złożył obszerne wyjaśnienia i nie przyznał się do zarzucanego mu czynu.

Prokuratura, potwierdzając nasze ustalenia, opublikowała komunikat na platformie X.

Z policji do CBA

Stróżny to doświadczony funkcjonariusz, który mundurową karierę rozpoczął w policji, kontynuował ją następnie w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i w finale zawodowej ścieżki objął fotel szefa CBA. Ten ostatni awans był efektem wstrząsu w służbie antykorupcyjnej, do którego doszło na przełomie 2019 i 2020 roku. Do swoich przełożonych zgłosiła się wtedy pracownica rachunkowości - zatrudniona od pierwszego dnia funkcjonowania służby - wyznając, że już od kilku lat podbiera z sejfu gotówkę, w sumie niemal dziesięć milionów złotych.

Afera, która wybuchła, spowodowała, że szansę na drugą kadencję w roli szefa CBA stracił Ernest Bejda, były prawnik Prawa i Sprawiedliwości i bliski współpracownik Mariusza Kamińskiego. 

- Dyskusje o następcy między ówczesnym premierem Mateuszem Morawieckim a Mariuszem Kamińskim skończyły się postawieniem na Andrzeja Stróżnego. Był wtedy szefem śląskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i miał renomę fachowca. Dodatkowo znał się osobiście z premierem, gdyż ten startował z Katowic, walcząc o swój mandat poselski - mówi nam jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Gdy Stróżny pojawił się w Warszawie, logistycy kupili mieszkanie - za kwotę 1,2 miliona złotych - w którym jako szef zamieszkał. Gdy po ostatnich parlamentarnych wyborach odwołano Stróżnego, jego krótkotrwała następczyni - Agnieszka Gurdak-Kwiatkowska - uznała, że kupno mieszkania mogło łamać prawo, a służbę narazić na straty finansowe. Chodzi o fakt, że zakup lokalu sfinansowano z funduszu operacyjnego.

- Fakt, że w lokalu operacyjnym zamieszkał znany z mediów szef CBA, spowodował, że lokal został zdekonspirowany, jest już nieprzydatny dla służby - mówi nam jeden z warszawskich prokuratorów.

Z treści zawiadomienia, po którym prokuratura zainicjowała postępowanie, wynikało, że były szef CBA miał korzystać w celach prywatnych w sumie z dwóch lokali służbowych na terenie Warszawy.

Śledztwo w sprawie Stróżnego

Śledztwo wszczęto w 2024 roku w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Od tamtej pory raz zmienił się prowadzący je prokurator. Z oficjalnej odpowiedzi, którą przesłał nam rzecznik prokuratury okręgowej Piotr Antoni Skiba, wynika, że przed sformułowaniem zarzutów wobec Stróżnego przesłuchano 40 funkcjonariuszy CBA.

Sprawa jest gorąco dyskutowana w środowisku służb specjalnych. - Stróżny nie zabrał tego mieszkania ze sobą, pozostało ono w CBA - mówi jeden z funkcjonariuszy.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: