Polska

Miotają się na ulicy, tłuką szyby, atakują ludzi. Toksykolog o zachowaniu po dopalaczach

Polska

Toksykolog kliniczny dr Jacek Rzepecki o problemie z dopalaczamitvn24
wideo 2/2

Są ciągle nowe środki psychoaktywne. My już też przestaliśmy panować nad ich rodzajem - przyznał w TVN24 dr Jacek Rzepecki, toksykolog kliniczny z Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi. Odniósł się przy tym do raportu Najwyższej Izby Kontroli, który wskazuje, że państwo przegrało walkę z dopalaczami.

Z raportu, o którym pisaliśmy na tvn24.pl, wynika, że handlarze dopalaczy nie próżnują, a liczba ich klientów trafiających do szpitali jest obecnie siedem razy wyższa niż w 2010 roku. Wówczas placówki medyczne przyjęły 562 osoby zatrute substancjami psychoaktywnymi, sześć lat później takich pacjentów było już 4,3 tysiąca.

Doktor Jacek Rzepecki, toksykolog kliniczny z Oddziału Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi w rozmowie z reporterem TVN24 komentował zachowanie 16-latka, który w sierpniu 2016 roku został nagrany w Starachowicach, kiedy rzucał się i tarzał po chodniku. Jak wyjaśniał lekarz, widać, że mężczyzna jest pod wpływem środka psychoaktywnego, który powoduje niekontrolowane pobudzenie.

Toksykolog tłumaczył, że taki pacjent przewieziony do szpitala wymaga fizycznego przytrzymania, zanim zostaną mu podane leki uspokajające. - Ratownicy opowiadają nam o zachowaniu tych osób, o miotaniu się na ulicy, o rujnowaniu domów, o wytłukiwaniu szyb, o biciu rodziców - wyliczał toksykolog.

- Jesteśmy w stanie najczęściej nad tymi osobami zapanować, aczkolwiek czasami rujnują nam wnętrze izby przyjęć, czasami rujnują nam okolice izby przyjęć, jeżeli tylko załoga karetki nie przywiezie ich na tyle spacyfikowanych, żeby stosować już tylko leczenie - zaznaczył doktor Rzepecki.

"Przestaliśmy panować nad rodzajem tych środków"

- Łódź jest podobno zagłębiem dopalaczowym w skali kraju - zauważył doktor Rzepecki. Jak mówił, w 2010 roku na jego oddział trafiło 200-300 osób będących pod wpływem środków psychoaktywnych. - Zazwyczaj się sami zgłaszali, bo mieli jakieś dolegliwości, które budziły ich niepokój. W zasadzie nie przyjeżdżały osoby tak pobudzone, przywożone z ulicy. Takich skrajnych przypadków nie mieliśmy - dodał.

W jego ocenie sprzedawane teraz dopalacze prawdopodobnie są silniejsze niż kiedyś. - Są ciągle nowe środki psychoaktywne. My już też przestaliśmy panować nad rodzajem tych środków. Nasze badania toksykologiczne nie są w stanie wykryć wszystkich nowoczesnych środków psychoaktywnych - zaznaczył.

Jak podkreślał doktor Rzepecki, liczba przyjętych osób będących pod wpływem dopalaczy zaczęła wzrastać od 2015 roku. - W 2015 i 2016 roku mieliśmy po około tysiąca przypadków osób po dopalaczach przyjętych w ciągu roku - podkreślił. Doprecyzował, że te dane dotyczą tylko jednego oddziału, toksykologicznego, i zaznaczył, że osoby po dopalaczach były przyjmowane również przez łódzkie oddziały pediatryczne.

Troje odurzonych nastolatków leżało na ulicy

W niedzielę przy ulicy Piastowskiej w Bielawie znaleziono troje leżących na chodniku nieprzytomnych nastolatków. 16-latka była reanimowana.

Przy nastolatkach znaleziono foliowy woreczek. W środku było coś przypominającego susz roślinny. Według lekarzy nastolatkowie najprawdopodobniej zażyli dopalacze.

Autor: js/ / Źródło: tvn24

Pozostałe wiadomości