Szef policji o bomberze: chciał zabić ludzi i mógł próbować jeszcze raz

Polska

tvn24Bomber podłożył ładunek w autobusie we Wrocławiu. O jego zatrzymaniu opowiadał nadinsp. Jarosław Szymczyk

- To było całkowite zaskoczenie dla niego, on absolutnie nie spodziewał się wizyty policji, zatrzymania, był przekonany, że perfekcyjnie przygotował się do tego zamachu - mówił w TVN24 szef policji nadinsp. Jarosław Szymczyk o zatrzymaniu bombera z Wrocławia.

Ten materiał, który został przygotowany i eksplodował we Wrocławiu, miał ewidentnie za zadanie zabić ludzi - powiedział nadinsp. Jarosław Szymczyk, szef KGP. Jak mówił, ze względu na fakt, że cel sprawcy nie został osiągnięty, bardzo ważny był czas, by ten nie spróbował dokonać zamachu raz jeszcze. - Zaczynaliśmy prace przy tej sprawie praktycznie od zera, szukaliśmy wszelkich możliwych śladów, informacji, zapisów monitoringu - tłumaczył Szymczyk. Wyjaśniał, że polscy funkcjonariusze zwrócili się o pomoc m.in. do policji niemieckiej, wykorzystano też specjalnie przeszkolone psy. Szef policji mówił, że policjanci wiele informacji dostali od mieszkańców Wrocławia i były one pomocne - Analizowaliśmy tysiące informacji - powiedział.

Nie spodziewał się zatrzymania

Pytany, kim jest sprawca, Szymczyk poinformował, że to młody, 22-letni mężczyzna, student III roku jednej z uczelni wyższych we Wrocławiu, pochodzący z województwa lubuskiego. We Wrocławiu mieszkał sam. Zatrzymano został w domu rodzinnym w Lubuskiem.

Szymczyk poinformował, że zamachowiec zostanie dziś przewieziony do prokuratury, gdzie usłyszy zarzuty. - Liczymy, że złoży wyjaśnienia - powiedział. - Po złożeniu wyjaśnień, będziemy wiedzieli więcej. Szef policji opowiadał o zatrzymaniu bombera. - To było ogromne zaskoczenie dla niego. Zupełnie nie spodziewał się wizyty policji, tego zatrzymania. Był pewien, że przygotował się do tego zamachu i zatarł wszystkie ślady - powiedział.

Szymczyk powiedział, że istniało wysokie ryzyko, że zamachowiec będzie próbował raz jeszcze dokonać eksplozji. - To powodowało naszą determinację i szybkość w działaniu - zaznaczył. - Najważniejsze, że nie ma ofiar, a mogły być w znacznych rozmiarach - ocenił Szymczyk.

Bomber z Wrocławia

Do eksplozji doszło w czwartkowe popołudnie, nieopodal Dworca Głównego, przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. O podejrzanym pakunku pozostawionym w autobusie linii 145 kierowcę poinformował pasażer. Kierowca zatrzymał autobus przy przystanku i wyniósł paczkę na chodnik, gdzie wybuchła. Jedna osoba została poszkodowana, ale nie wymagała hospitalizacji. W pojemniku były śruby i niezidentyfikowana substancja. Po oględzinach policjanci potwierdzili, że był to ładunek domowej roboty.

Eksperci podkreślali, że gdyby do wybuchu doszło w autobusie, nikt nie wyszedłby bez szwanku.

Poszukiwany ws. próby zamachu we Wrocławiu w rękach policji. Nagranie z zatrzymaniapolicja dolnośląska

Do zatrzymania bombera doszło we wtorek, pięć dni od wybuchu, dzięki szeroko zakrojonej akcji dolnośląskiej policji. W okolicach południa we wtorek funkcjonariusze weszli jednocześnie do co najmniej kilku miejsc, które zostały wytypowane jako miejsca pobytu 22-latka.

Okazało się, że mężczyzna przebywał w swoim rodzinnym domu w woj. lubuskim.

Autor: mw/ja / Źródło: tvn24

Raporty: