Prokuratura bada lekarskie dyżury Stanisława Karczewskiego. Prosi kancelarię Senatu o dokumenty
Portal tvn24.pl ujawnił w grudniu zeszłego roku, że Stanisław Karczewski jako senator, a potem wicemarszałek Senatu w latach 2009-2015 zarobił podczas bezpłatnego urlopu w swym macierzystym szpitalu ponad 400 tysięcy złotych.
CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE DYŻURÓW STANISŁAW KARCZEWSKIEGO>>>
Prokuratura prosi o dokumenty
W poniedziałek "Gazeta Wyborcza" podała, że 22 stycznia do Kancelarii Senatu wpłynęło pismo z warszawskiej Prokuratury Okręgowej z prośbą o dokumenty dotyczące Karczewskiego.
Rzecznik tej prokuratury Łukasz Łapczyński w odpowiedzi na nasze pytania wyjaśnił, że w drugiej połowie stycznia od osoby prywatnej "wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełniania przestępstwa w związku z otrzymywaniem dodatkowego wynagrodzenia z tytułu świadczenia w latach 2009-2015 dyżurów lekarskich".
- Na etapie czynności sprawdzających prokurator wystąpił do Kancelarii Senatu o przekazanie informacji i dokumentów istotnych z punktu widzenia okoliczności podniesionych w zawiadomieniu – dodał Łapczyński.
Karczewski: nie obawiam się
Prokuratura poinformowała w piśmie do Kancelarii Senatu, że "prowadzi czynności sprawdzające w sprawie art. 286 Kodeksu karnego par. 1".
Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.Art. 286 par. 1 Kodeksu karnego
Wicemarszałek Senatu pytany przez dziennikarzy o działania prokuratury odpowiedział, że postępowanie sprawdzające jest "zupełnie normalne". Dopytywany, czy się obawia jego wyniku, odparł: - W żadnej mierze, nie obawiam się.
Praca w czasie bezpłatnego urlopu
Jak napisaliśmy w tvn24.pl w grudniu zeszłego roku, Stanisław Karczewski od lutego 2009 r. do listopada 2015 r. jako senator i wicemarszałek Senatu pracował na umowy o dzieło na dyżurach w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą. Było to w trakcie bezpłatnego urlopu udzielonego mu na czas wykonywania mandatu senatora.
Według dokumentów, do których dotarliśmy, Ministerstwo Zdrowia uznało wtedy taką sytuację za niedopuszczalną. Resort oceniał, że wobec "wielokrotnie wyrażanego stanowiska Sądu Najwyższego w omawianej kwestii uznać należy, iż lekarz przebywający na urlopie bezpłatnym z powodu sprawowanego przez niego mandatu senatora nie może, celem udzielania świadczeń zdrowotnych na innej podstawie, zawrzeć umowy cywilnoprawnej z tym samym pracodawcą".
Podobne stanowisko zajęła Państwowa Inspekcja Pracy. Sam Karczewski tłumaczył nam, że działał "w pełnym przekonaniu, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem".
Kancelaria Senatu nie znalazła pisma Karczewskiego
Prokuratura poprosiła Kancelarię Senatu o kopie oświadczeń majątkowych polityka i zapytała, czy powiadamiał on marszałka Senatu o zamiarze podjęcia dodatkowych zajęć. Ten obowiązek wynika z art. 33 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.
1. Poseł lub senator jest obowiązany powiadomić odpowiednio Marszałka Sejmu lub Marszałka Senatu o zamiarze podjęcia dodatkowych zajęć, z wyjątkiem działalności podlegającej prawu autorskiemu i prawom pokrewnym. 2. Posłowie i senatorowie nie mogą podejmować dodatkowych zajęć ani otrzymywać darowizn, mogących podważyć zaufanie wyborców do wykonywania mandatu zgodnie z art. 1 wykonywanie mandatu przez posła i senatora, ust. 1. 3. Posłowie i senatorowie nie mogą powoływać się na swój mandat ani posługiwać tytułem posła lub senatora w związku z podjętymi dodatkowymi zajęciami bądź działalnością gospodarczą prowadzoną na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami. 4. Naruszenie przez posła lub senatora przepisu ust. 1, 2 lub 3 powoduje odpowiedzialność regulaminową.Art. 33 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora
O to samo zapytali szefa Kancelarii Senatu posłowie Koalicji Obywatelskiej Monika Wielichowska i Michał Szczerba. W odpowiedzi, którą opublikowała 15 stycznia wyborcza.pl, szef Kancelarii Senatu Piotr Świątecki napisał, że "kwerenda przeprowadzona w Kancelarii Senatu nie pozwoliła ustalić", czy w tym okresie polityk PiS informował marszałka o swym zamiarze. Szef Kancelarii Senatu potwierdził w piśmie cytowanym przez portal, że obowiązek informowania marszałka o nowym zajęciu wynika z ustawy. Dodał jednak, że przepisy nie wskazują formy zawiadomienia, więc "wystarczająca jest forma ustna".
Obecny wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (Platforma Obywatelska), pytany przez tvn24.pl, czy Stanisław Karczewski informował go - jako marszałka - pisemnie lub ustnie o tym, że chce odbywać płatne dyżury w szpitalu, odpowiedział: - Nie przypominam sobie.
- Sytuacja jest sformalizowana, nie ma zgód ustnych - uznał wicemarszałek Senatu.
Główny Inspektor Pracy zlecił kontrolę
Na początku lutego "Gazeta Wyborcza" napisała, że Główny Inspektor Pracy zlecił kontrolę dyżurów Karczewskiego w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą. O wszczęcie kontroli wnioskowali posłowie Wielichowska i Szczerba.
Wicemarszałek Karczewski, komentując te doniesienia napisał na Twitterze, że "ze spokojem czeka na wyniki kontroli Państwowej Inspekcji Pracy". "Dokumenty mówią, że działałem zgodnie z prawem" - oświadczył.
Po publikacji na portalu tvn24.pl Karczewski podkreślał w rozmowie z reporterem TVN24, że ma "wielką satysfakcję" z pracy, którą wtedy wykonywał w czasie bezpłatnego urlopu.
- W tym czasie uratowałem życie bardzo wielu osobom. Pracowałem bardzo ciężko i nie mam nic sobie do zarzucenia. Było to zgodne z przepisami prawa - przekonywał wicemarszałek Senatu. Tłumaczył, że jest ordynatorem, ale "nie wykonywał pracy związanej z ordynowaniem". - Pracowałem na dyżurze. To tak, jakby dziennikarz wziął urlop bezpłatny i od czasu do czasu napisał jakiś artykuł do gazety. Tak sobie to wyobrażam - mówił.