|

Skutki weta Nawrockiego? Polacy zostali w bikini, a tak naprawdę - bez

Prawnicy bezlitośnie punktują, jak słabo jesteśmy chronieni przed "rozbieraniem" nas przez AI
Prawnicy bezlitośnie punktują, jak słabo jesteśmy chronieni przed "rozbieraniem" nas przez AI
Źródło: Antonina Długosińska
Podobno po tym, jak Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny akt o usługach cyfrowych, nie mamy się czym martwić - bo przecież prawo umożliwia blokowanie wszystkich nielegalnych treści w sieci. Tak przekonują ludzie prezydenta. Na pewno nie uwierzy im 15-latka, której policja już odmówiła pomocy. My również nie liczmy na to, że gdy nasze zdjęcie zostanie "rozebrane" przez AI, polskie prawo nam pomoże.Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • 9 stycznia 2026 roku Karol Nawrocki zawetował nowelizację wdrażającą Akt o usługach cyfrowych (Digital Service Act), tłumacząc to obawą o wprowadzenie cenzury administracyjnej.
  • Krytycy decyzji prezydenta zwracają uwagę na to, że celem ustawy była między innymi ochrona dzieci przed przemocą w internecie.
  • Przedstawiciele prezydenta utrzymują, że w polskim prawie "są narzędzia" do blokowania wszystkich treści niezgodnych z prawem.
  • Prawnicy bezlitośnie punktują, jak słabo jesteśmy chronieni przed "rozbieraniem" nas przez AI.

Każdy, kto w ostatnich dniach wchodził na jakąś platformę społecznościową, z pewnością natknął się na przerobione zdjęcie prezydenta Karola Nawrockiego, który był pokazywany w bikini, czasem wraz z małżonką. Niektórych to bawiło, innych oburzało - ale nikt nie wątpił, że to fotografie nieprawdziwe. Ot, zabawa narzędziami sztucznej inteligencji. Akcję uruchomili internauci "w zemście" za zawetowanie przez prezydenta ustawy dotyczącej między innymi kontroli nielegalnych treści na platformach społecznościowych.

"Eee tam" - pomyślisz. Bo niezależnie od tego, co sądzisz o takim sposobie odgrywania się na polityku, masz przeświadczenie, że prezydent i tak się obroni. W końcu znieważenie głowy państwa to przestępstwo opisane w polskim Kodeksie karnym.

Ale wyobraź sobie, że przewijasz sieć dalej - i zastygasz, bo widzisz siebie w stroju kąpielowym. To znaczy swoje przerobione zdjęcie. Czujesz upokorzenie? Wstyd? Czy tylko oburzenie, że ktoś "rozebrał" cię publicznie?

Może być gorzej: nagle widzisz, że ktoś "rozebrał" twoje dziecko do bikini, wykorzystując zdjęcie wrzucone do sieci po jakiejś urodzinowej imprezie. Chcesz zrobić wszystko, by ta ordynarna przeróbka zniknęła, zanim zobaczą ją koledzy i koleżanki twojego dziecka. Zgłaszasz skargę do administratorów platformy, niecierpliwie czekasz na reakcję. I próbujesz się pocieszać: "Dobrze, że chociaż zostawili bikini, mogli pójść o krok dalej".

No to zdejmijmy bikini. Teraz masz już do czynienia z przestępstwem. Od polityków słyszysz, że spokojnie - w polskim prawie są narzędzia, które umożliwiają blokowanie wszystkich nielegalnych treści w sieci.

Czy aby na pewno?

Czytaj także: