Patryk Michalski, autor programu "News Michalskiego" w TVN24+, odsłonił we wtorek kulisy interpelacji posłów PiS, Konfederacji, Rozwoju Plus i Konfederacji Korony Polskiej skierowanej do premiera Donalda Tuska. 21 prawicowych polityków podpisanych pod interpelacją chce zorganizowania 11 listopada na ulicach Lwowa, ukraińskiego miasta atakowanego przez rosyjskie drony, "polskiego Marszu Niepodległości".
Tomczyk o interpelacji w sprawie marszu we Lwowie: to jest głupota
W czwartek reporter TVN24 Sebastian Napieraj rozmawiał o tej sprawie z politykami w Sejmie.
- Myślę, że nie warto z poważnych spraw robić zamieszania politycznego. Jeżeli ktoś dzisiaj w czasie zagrożenia wojennego chce prowokować i chce organizować marsz, rozumiem, niepodległości Polski na Ukrainie, to jest chyba delikatnie mówiąc... chciałbym użyć tutaj wulgarnego słowa, ale chyba wszystkim nam przychodzi to na myśl - skomentował wiceszef MON Cezary Tomczyk (KO).
- Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby dzisiaj nasi zachodni sąsiedzi wpadli na taki pomysł i chcieli organizować na przykład marsz w Warszawie. Jak Polska by zareagowała? Myślę, że do wszystkiego potrzebne są proporcje, a najważniejsze jest, żeby nie było w tym głupoty - zaznaczył. - To jest ciężka głupota. Myślę, że [to jest - red.] ciężki grzech polityczny to, co dzieje się dzisiaj na polskiej prawicy - podsumował.
Wieczorek o interpelacji prawicy: to najlepiej świadczy o tych ludziach
- To jakieś w ogóle szaleństwo. To najlepiej świadczy o tych ludziach - ocenił poseł Lewicy Dariusz Wieczorek. Jak mówił, 11 listopada "pewnie będzie u siebie w Szczecinie". - Tam to święto będziemy obchodzić, tak jak co roku. Nie planujemy żadnych obchodów we Lwowie - dodał.
Pytany, czy to jest jakaś prowokacja, odpowiedział, że takie ma wrażenie. - Wiemy, kogo reprezentuje pan Braun. Mam wrażenie, że to jest jedna z tych sił politycznych prorosyjskich w Polsce, w związku z czym takie prowokacje będą stosować - powiedział Wieczorek.
Lorek o pomyśle organizacji marszu we Lwowie: trzeba zachować odpowiednie środki bezpieczeństwa
Poseł PiS Grzegorz Lorek, który podpisał się pod interpelacją w sprawie organizacji marszu we Lwowie, podkreślał w rozmowie z reporterem TVN24, że "mamy tam pochowanych naszych polskich patriotów, żołnierzy, obrońców, którzy walczyli o odzyskanie niepodległości". - Dla nas jest to ważny symbol narodowy. A 11 listopada powinniśmy się jednoczyć zarówno w Polsce, jak i na świecie, w tych miejscach, gdzie nasi patrioci oddali swoje życie za ojczyznę - dodał.
Na pytanie, czy wyobraża sobie taki marsz podczas trwającej wojny, Lorek odpowiedział twierdząco. - Trzeba zachować odpowiednie środki bezpieczeństwa - dodał. Dopytywany, w jaki sposób, odparł: - Przecież wie pan, że życie się toczy, pociągi podróżują, samochody jeżdżą.
Dodał, że "mamy taką, a nie inną sytuację, natomiast nie zwalnia nas to jako Polaków z patriotyzmu".
Interpelacja polityków prawicy
Prawicowi politycy podpisani pod interpelacją twierdzą w niej, że "pomoc państwa polskiego dla Polaków mieszkających na Ukrainie jest niewystarczająca" i zaznaczają, że "w tym samym czasie polskie samorządy i instytucje publiczne finansują organizacje ukraińskie działające w Polsce oraz wydarzenia związane z Ukrainą, w tym Dzień Niepodległości Ukrainy".
Posłowie uważają, że "w tej sytuacji rząd powinien podjąć konkretną inicjatywę i zorganizować we Lwowie oficjalne obchody Narodowego Święta Niepodległości, w tym polski Marsz Niepodległości ulicami miasta".
Według ekspertów treść interpelacji do premiera brzmi jak prowokacja, która ma dolać oliwy do ognia w relacjach polsko-ukraińskich.