- Zadzwonił alarm. Nie dowierzałyśmy absolutnie, że będzie dzieciątko, a już w liczbie mnogiej to juz zupełne byśmy nie pomyślały. Byłyśmy zaskoczone, ale i uradowane - relacjonuje siostra Józefina Zofia Gutkowska. - To znak, że okno może trzeba będzie poszerzyć - dodaje ks. Bogdan Kordula,dyrektor Caritas archidiecezji krakowskiej.
Wydarzenie radosne, bo chłopcy bez "Okna Życia" - miejsca, gdzie można zostawić niechciane dzieci - prawdopodobnie by nie żyli. Ale przed taką "radością" zawsze jest smutek. - Wiemy że za faktem oddania dzieci kryje się jakaś ludzka tragedia, w której ktoś nie potrafił zadziałać, pomóc - tłumaczy dr Dorota Pawlik neonatolog i pediatra ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
"Okienne" liczby
Czasem w beciku rodzic zostawia jakiś liścik, usprawiedliwienie. Tym razem nic. Bliźniaki były jednak zadbane. W Krakowie w ten sposób zostawiono już trzynaścioro maluchów.
Okna "podpatrzyliśmy " na Zachodzie. Teraz Caritas uczy Rosjan, jak je otwierać. Zapewniają matce pełną anonimowość, a dziecku bezpieczeństwo. Po naciśnięciu klamki uruchamia się alarm, a siostry dzwonią po pogotowie. Najstarsze krakowskie okno działa juz cztery lata. Po nim tworzono nowe. W sumie juz 41 oddziałów. Dało szansę 30 niemowlakom.
Źródło: Fakty TVN