"Nikczemny prokurator" i "towarzysz Kornatowski", czyli jak zaczęły się kłopoty Rokity

Polska

TVN 24Kornatowski wytoczył Rokicie proces

"Towarzysz Kornatowski", "nikczemny prokurator" - to za te słowa Jan Rokita ma dziś na głowie komornika i 350 tys. zł do zapłacenia. W 2007 r. nazwał tak ówczesnego szefa policji Konrada Kornatowskiego, zarzucając mu, że jako prokurator brał udział w tuszowaniu śmierci Tadeusza Wądołowskiego, który zmarł w komisariacie kolejowym w Gdyni w 1986 r.

Określenie "towarzysz Kornatowski" padło ze strony Rokity w wywiadzie dla "Dziennika", gdy został zapytany o rolę Kornatowskiego jako PRL-owskiego prokuratora w sprawie śmierci Wądołowskiego.

Nazwisko Kornatowskiego widniało bowiem na liście setek milicjantów, esbeków i prokuratorów, którzy powinni odpowiedzieć karnie za swoje czyny w PRL-u.

Została ona opublikowana w tzw. raporcie Rokity, który był sprawozdaniem sejmowej komisji nadzwyczajnej badającej działalność Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w stanie wojennym.

Posłowie odkryli, że Kornatowski jako prokurator mógł tuszować przypadek śmiertelnego pobicia na komisariacie MO w Gdyni.

Jako młody prokurator brał bowiem udział w śledztwie ws. śmierci Tadeusza Wądołowskiego.

Szybko je jednak zamknięto, mimo mocnych poszlak, że Wądołowski został zakatowany. Śledczy uznali, że młody i zdrowy mężczyzna zmarł na skutek niewydolności serca.

Bliscy Wądołowskiego twierdzili, że został on brutalnie pobity przez milicjantów. Kornatowski jako młody prokurator miał prowadzić przesłuchania tak, by zatuszować sprawę.

- Wy zaś towarzyszu Kornatowski musicie uzupełnić akta o bezsporny dowód, że to była naturalna śmierć - powiedział w wywiadzie dla "Dziennika" w 2007 r., Rokita.

Stwierdził, że Kornatowski wbrew wszystkim procedurom, wbrew kodeksowi postępowania karnego, spotkał się z ekspertem od sekcji zwłok. Kazał mu sfabrykować dowód, że bicie nie ma związku ze śmiercią.

- Minister Kaczmarek zrobił z tego, wyjątkowo nikczemnego prokuratora (Kornatowskiego - red.), szefa policji - dodał Rokita.

Ministerialna obrona

Kornatowskiego wziął wtedy w obronę ówczesny szef MSWiA Janusz Kaczmarek. Zapewniał, że szef policji nadal cieszy się jego zaufaniem, bo dokumenty, które zachowały się w tej sprawie, wskazują na to, że w raporcie Rokity są pewne błędy.

Jak wyjaśnił, sprawozdanie nie uwzględniło m.in. tego, że postępowania dotyczącego śmierci Wądołowskiego nie prowadził Kornatowski, a inny prokurator.

Jak mówił Kaczmarek, Wądołowski został zatrzymany w związku ze śledztwem dotyczącym kradzieży kur, a Kornatowski - ówczesny asesor z kilkumiesięcznym stażem, został wezwany na komisariat MO, bo mężczyzna nagle zmarł, a on miał tego dnia dyżur prokuratorski. Kaczmarek powiedział także, że Kornatowski poinformował go o tej sprawie przed objęciem stanowiska szefa biura ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej.

Cywilny proces

Sam Kornatowski od początku zdecydowanie zaprzeczał zarzutom i dlatego wytoczył Rokicie proces cywilny.

Twierdził, że nazywanie go "towarzyszem" naraziło go na utratę zaufania społecznego niezbędnego do pełnienia funkcji szefa policji.

Ostatecznie Rokita przegrał sprawę. W 2007 r. sąd okręgowy nakazał Rokicie przeprosiny na łamach "Dziennika", a także w Radiu Zet i TOK FM i pokrycie kosztów sądowych. Wyrok został podtrzymany przez sąd apelacyjny i Sąd Najwyższy.

ZOBACZ WYROK SĄDU NAJWYŻSZEGO I JEGO UZASADNIENIE

Rokita nie przeprosił jednak Kornatowskiego. Ten wystąpił więc do sądu o wykonanie wyroku, efektem czego jest egzekucja komornicza.

Każda ze stron mówi o innych kosztach przeprosin i postępowania sądowego. Kornatowski twierdzi, że w sumie powinno to wynieść sto kilkanaście tysięcy złotych. Rokita oświadczył z kolei, że jego zobowiązania to ponad 300 tys. zł.

Komornik już raz zajął pensję Rokity. W 2010 r. wyegzekwował od niego 1,3 tys. zł, czyli koszty sądowe.

Zgony opozycjonistów

Komisja, której na przełomie lat 80. i 90. przewodniczył Rokita, wyjaśniała tajemnicze zgony opozycjonistów w PRL.

Badała m.in. śmierć studenta Marcina Antonowicza ze Szczecina, księdza Stanisława Suchowolca, Tadeusza Wądołowskiego, który zmarł w komisariacie kolejowym w Gdyni, czy górników z kopalni "Wujek".

Komisja Rokity wskazała na bezpośrednich oprawców PRL-owskich zbrodni, w tym odpowiedzialne za to osoby na najwyższych szczeblach ówczesnej władzy.

Potwierdziła, że blisko 90 zgonów działaczy opozycji w czasie stanu wojennego miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW.

Sprawy te nie znalazły jednak swojego finału w sądzie.

Autor: MAC/tr/k / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24

Raporty: