Dorn: wolę formację, która jest przy ziemi, a nie w stratosferze

TVN24

Ludwik Dorn będzie kandydował z list POtvn24
wideo 2/36

Jeśli mam do wyboru formację, która powiązana jest z ziemią, z rzeczywistością i formację, która buja w stratosferze, to dla dobra Polski, dla dobrej i bezpiecznej zmiany, wybieram tę formację pierwszą - mówił Ludwik Dorn na środowym posiedzeniu Rady Krajowej PO.

Premier Ewa Kopacz ogłosiła na posiedzeniu Rady, że Dorn, Grzegorz Napieralski oraz Michał Mazowiecki będą wśród kandydatów PO w wyborach parlamentarnych.

- Przyszedłem tu z daleka, bo to ja byłem wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych w tej straszliwej ekipie, o której mówił pan Michał Mazowiecki - powiedział Dorn, który jest b. politykiem PiS, był wicepremierem i szefem MSWiA w rządzie tej partii.

"Niektóre krytyki bym podtrzymał"

Jak tłumaczył, przez ostatnie 8 lat był w opozycji wobec Platformy Obywatelskiej. - Niektóre moje krytyki bym wycofał, niektóre złagodził, a niektóre podtrzymał. Stąd pytanie, dlaczego w takim razie, skoro wiele jest krytyk, które bym podtrzymał, jestem tu? Zwłaszcza że ja już pożegnałem się z polityką i to PO złożyła mi ofertę, z której po rozmowach skorzystałem - mówił.

Podkreślił, że Polsce potrzebna jest zmiana i jest pytanie o to, jak i jaką zmianę wprowadzać. - Jeśli mam do wyboru między formacją, która powiązana jest z ziemią, z rzeczywistością, niekiedy aż tak bardzo, że cokolwiek za bardzo do niej przylega, i formacją, która buja w stratosferze, to dla dobra Polski, dla dobrej i bezpiecznej zmiany, wybieram tę formację pierwszą - oświadczył.

- Zwłaszcza że zdarzyła się pewna okoliczność - ona tak przylegała do tej ziemi, przylegała, i nagle dostała mocne dźgnięcie i zrozumiała. Jak zrozumiała, jak się uniosła, to pobiegnie szybciej do przodu. Natomiast jak ktoś buja w stratosferze, to ściągnąć na ziemię jest go bardzo trudno, chyba że zalicza - jak mówi klasyk - twarde lądowanie - dodał Dorn.

Po Radzie Krajowej PO Ludwik Dorn rozmawiał z dziennikarzamitvn24

"Nie idę na kierownika"

- Wiem, że ja jestem rezydentem, a to są gospodarze - mówił potem Dorn o PO w rozmowie z dziennikarzami. - Jeden z błędów w polityce, to iść na kierownika. Ja nie idę na kierownika - mówił. Pytany o zmianę barw politycznych, odpowiedział, że niczego nie zmienił, ponieważ zawsze wspierał partie "związane z rzeczywistością".

Dorn, były czołowy polityk PiS, wicepremier, minister spraw wewnętrznych za rządów Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, zajmuje drugie miejsce listy PO w wyborach do Sejmu w okręgu radomskim.

Po zatwierdzeniu w środę przez Radę Krajową PO list do parlamentu Dorn w rozmowie z dziennikarzami przekonywał, że od 2009 r. jest konsekwentny w prowadzeniu krytyki zarówno PiS, jak i PO.

Było trzech bliźniaków, został jeden

Na uwagę jednego z dziennikarzy, że przez lata był nazywany "trzecim bliźniakiem" odpowiedział, że "te lata się dawno temu skończyły", a "ponieważ to był bliźniak przyszywany, to ten guziczek został dawno odcięty".

Pytany o zmianę barw politycznych, powiedział, że niczego nie zmienił, ponieważ zawsze wspierał partie "związane z rzeczywistością". Dzisiaj w jego ocenie taką partią jest Platforma, a PiS jest partią, która "szybuje wysoko nad ziemią".

Mówił, że w rozmowach o starcie z list PO liczył się z tym, by było to "miejsce niedegradujące". - Jak ktoś był - już pomijając, w ramach jakiego obozu władzy - marszałkiem, wicepremierem, ministrem spraw wewnętrznych, to nie może się zgodzić na degradację - tłumaczył.

Autor: fil/tr / Źródło: PAP

Raporty: