Cała solidarna dziesiątka to eksperci z kluczowego wydziału analiz zagrożeń Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, co - zdaniem dziennika - może wywołać poważne tąpnięcie w Centrum.
Była nieoczekiwana dymisja Przemysława Guły, są jej pozostałe personalne konsekwencje, ale w dalszym ciągu nie milkną spekulacje dotyczące przyczyn odwołania Guły. Coraz częściej na korytarzach MSWiA i kancelarii premiera rozważana jest hipoteza, że za tą dymisją stoi lobby potężnych firm informatycznych.
Za darmo
Wszystko dlatego, że dzięki Gule Rządowe Centrum Bezpieczeństwa stało się posiadaczem programu SARNA, który umożliwia w czasie rzeczywistym ustalić np. ile odnotowano przypadków świńskiej grypy, czy ile jest wolnych łóżek na wszystkich oddziałach ratowniczych w Polsce. Wcześniej należało w tym celu obdzwonić niemal 700 placówek.
Jak poinformował w poprzednim tygodniu "Dziennik Gazeta Prawna", firmy informatyczne oferowały taką aplikację za 600 tys. euro. Rządowe Centrum dostało ją za darmo od cybernetyków z Wojskowej Akademii Technicznej.
"Nie był żadnym szefem"
Premier Donald Tusk informując pod koniec grudnia o zmianach personalnych w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, podkreślał, że decyzja ma jedynie charakter administracyjny. Przypomniał też, że nie ma mowy o odwołania Guły z funkcji szefa RCB, gdyż nigdy nim formalnie nie był.
- Wicedyrektor Guła był p.o szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - mówił Tusk na konferencji prasowej.
Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"