Fabryka mistrzów. Jak Rosjanie latami tuszowali doping

Fabryka mistrzów
Fabryka mistrzów
tvn24
tvn24Skandal dopingowy wstrząsnął lekką atletyką

Doping połączony z korupcją - tak medale zdobywało wielu lekkoatletycznych mistrzów świata z Rosji, dzięki czemu kraj ten wyrósł na jedną z potęg świata sportu. Jednak w przypadku Rosji nie chodzi o pojedynczych zawodników, a sprawną machinę, która pomagała tuszować doping stosowany przez sportowców. Zaskoczenie było tym większe, że wszystko finansowane było za państwowe pieniądze. Jak funkcjonował dopingowy mechanizm? Materiał "Czarno na białym".

Rosja "produkuje" jednych z najlepszych atletów. Na początku listopada okazało się, że wiele medali Rosjanie zdobyli dzięki oszustwu. To zdecydowanie największy skandal korupcyjno-dopingowy w ostatnich latach.

Jaki był jego mechanizm?

"Mieli już nagrania z ukrytych kamer"

Niemiecki dziennikarz Hajo Seppelt jest dziennikarzem zajmującym się sprawami związanymi z dopingiem. Po igrzyskach olimpijskich w Soczi nakręcił dokument "Tajemnice dopingu w Rosji. Jak stworzyć mistrza?", obnażający skalę dopingu wśród rosyjskich sportowców. Filmu by nie było, gdyby nie dwoje Rosjan: oskarżona o stosowanie dopingu biegaczka Lilia Szobuchowa i Witalij Stepanow, były pracownik Rosyjskiej Komisji Antydopingowej.

W wyemitowanym filmie trzykrotna zwyciężczyni maratonu w Chicago Lilija Szobuchowa (także srebrna medalistka halowych mistrzostw świata na 3000 m i mistrzostw Europy na 5000 m w 2006 roku) przyznała, że płaciła działaczom rosyjskiej federacji lekkoatletycznej za fałszowanie wyników jej badań antydopingowych.

W kwietniu 2015 roku została zdyskwalifikowana na dwa lata. Także inni zawodnicy mówili w filmie o panującym w rosyjskim sporcie "systemie dopingowej korupcji"

- Bardzo zaimponowała mi ich postawa, ponieważ kiedy ich poznałem (...) to mieli już nagrania z ukrytych kamer i powiedzieli mi, że mogą udowodnić, że w Rosji istnieje systemowy doping - powiedział w rozmowie z reporterem TVN24 Seppelt.

Na nagraniach widać m.in., jak trenerzy zachęcają sportowców do sięgania po doping.

"Mieli prezerwatywy z moczem"

Sprawa wróciła dopiero po kilkunastu miesiącach, kiedy Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) odebrała akredytację laboratorium w Moskwie. Ujawniono, że jego dyrektor Grigorij Rodczenkow miał zlecić zniszczenie 1417 próbek w grudniu 2014 roku tuż przed audytem. Informowano też o wielopoziomowych łapówkach i oszustwach.

WADA wykluczyła również ze swoich struktur rosyjską agencją antydopingową RUSADA. Lekkoatleci zostali tymczasowo wykluczeni ze wszystkich zawodów, włącznie z igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro.

W Polsce głos ws. rosyjskiego dopingu zabrał młociarz Szymon Ziółkowski, z którym stosujący niedozwolone substancje Rosjanie przez wiele lat wygrywali na najważniejszych zawodach. W rozmowie z TVN24 opowiedział o kulisach badań. Mówił, że z badań moczu niektórych jego kolegów wynikało, że są w ciąży, bo zabierali na badania mocz żony.

Inni oszukiwali nawet na zawodach. - Mieli prezerwatywy z moczem, którą aplikowali sobie w odbyt, by mocz miał odpowiednią temperaturę i wężykiem dawali go jako swój własny - wyjaśnił Ziółkowski.

Proceder łapówek

Rosja stworzyła zorganizowany system dopingu, wspierany łapówkami. - Trzeba korumpować na każdym szczeblu tego, kto mógłby ewentualnie ukręcić sprawie łeb - powiedział Paweł Wilkowicz, dziennikarz portalu sport.pl.

Nad całym procederem miał czuwać Lamine Diack, wówczas prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), którego oskarża się o przyjęcie ponad miliona euro łapówek za tuszowanie dopingu rosyjskich zawodników. Diack opuścił areszt po wpłaceniu 500 tys. euro kaucji, ale nie wolno mu wyjeżdżać z Francji.

Kto płacił Diackowi? Podejrzenia padają na Aleksieja Mielnikowa, byłego pierwszego trenera kadry biegaczy i Walentina Bałachniczewa, byłego skarbnika IAAF i byłego prezesa rosyjskiego związku lekkoatletycznego.

Autor: pk / Źródło: tvn24

Pozostałe wiadomości