W piątek w warszawskim hotelu Sheraton odbyło się Walne Zgromadzenie PZPN. Poprzedziło je wystąpienie działacza - Bogdana Duraja, który przedstawił nagrania mające świadczyć o korupcji przy przetargu na nową siedzibę związku. Minister sportu - Joanna Mucha - powiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Durajowi taśmy przekazał właśnie Kazimierz Greń, szef podkarpackiego oddziału PZPN.
Jak je obejrzałem to zamarłem. Pomyślałem tak: ktoś wrzucił mi do pokoju granat i wyciągnął zawleczkę. Byłem w szoku i nie spałem całą noc, bo to mogła być prowokacja. Greń o taśmach
Nowe taśmy mocniejsze. A już poprzednie były jak "granat bez zawleczki"
Greń w sobotę w TVN24 zdradził, że "część nagrań, jakie widział jest o wiele cięższych" od tych, ujawnionych w piątkowy poranek. - Są mocniejsze. Padają kwoty, padają inne rzeczy - mówił nie wdając się w szczegóły. Zastrzegł jednocześnie, że on nie ma już tych nagrań. - Oddałem wszystko - przekonuje.
I opowiada, że już decyzja o ujawnieniu tych, które można zobaczyć na tvn24.pl wcale nie była dla niego prosta.
- Było przed północą. Ktoś do mnie zadzwonił i powiedział, że ma takie a takie nagrania. Powiedziałem mu, że jestem w tym pokoju w hotelu. Pojawił się i jak je obejrzałem to zamarłem. Pomyślałem tak: ktoś wrzucił mi do pokoju granat i wyciągnął zawleczkę. Byłem w szoku i nie spałem całą noc, bo to mogła być prowokacja - relacjonował wydarzenia czwartkowej nocy Greń.
- Biłem się z myślami, co z tym robić. Podjąłem decyzję, że nie mogę tego schować, bo gdyby to była prowokacja, potem ktoś mógł powiedzieć, że nie ujawniłem dokumentów - tłumaczył decyzję o ujawnieniu nagrań.
Wierzy, że dobrze się stało. Przekonała go tym - jak mówił - reakcja minister sportu Joanny Muchy, której nagrania pokazał. - Pani minister też była w szoku i od razu zawróciła, nawet nie weszła do salę obrad (Mucha jechała na Zjazd PZPN, ale po usłyszeniu informacji o aferze zawróciła - red.). Cieszę się, że poinformowała wszystkie służby o tym, co zobaczyła. Zrobiła wszystko, co minister może w tej sytuacji zrobić. Brawo pani minister - powiedział Greń.
"Bełkot" Kręciny i "odpływ" delegatów
Jego zdaniem nagrań, nie tylko dotyczących przetargu na nową siedzibę PZPN, musi być "o wiele więcej". A "cała ta sprawa to tylko wierzchołek góry lodowej", mówił Greń.
Odniósł się też do piątkowej deklaracji sekretarza związku, Zdzisława Kręciny, który stwierdził on, że "ktoś szantażuje związek", a on sam wie, że "jest podsłuchiwany od dwóch lat". "Bełkot i kłamstwo" - skwitował Grań. I dodał: - Kto wie o tym, że jest podsłuchiwany od 2 lat i nie idzie z tym na policję? Ktoś rzeczywiście tu kłamie i nie sądzę, że jest to ta osoba, która dostarczyła nagrania.
Greń stwierdzenia Zdzisława Kręciny uznaje za "bełkot"
Jego zdaniem piątkowy zjazd przypieczętował rozłam PZPN. - Trzy lata temu prezes Lato dostał na absolutorium 58 głosów, a dzisiaj 28. Jest to porażka, bo to niespełna 30 proc. i dlatego on powinien zawiesić swoją prezesurę albo zrezygnować.
W piątkowym zjeździe organizacji uczestniczyło 98 ze 118 delegatów z całego kraju. Pod koniec posiedzenia było ich na sali tylko 57. - Jest rozłam w związku. Rozmawiałem z ludźmi wczoraj, niektórzy obejrzeli te nagrania i dowiedzieli się o pewnych sprawach po raz pierwszy. Łapali się za głowy - opisał reakcje swoich kolegów Greń.
Zdaniem prezesa Podkarpackiego ZPN "w polskiej piłce jest jednak wielu dobrych ludzi, którzy chcą zmian. - Ludzie na dole mają tego dość, kluby umierają, samorządy chcą się wycofywać, a ktoś mówi o milionach. Tak nie można - podsumował.
Greń: "Lato powinien się zawiesić"
Źródło: tvn24