Agenci CBA działają na polecenie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Informację jako pierwsza podała Wirtualna Polska. Rzecznik koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał w rozmowie z tvn24.pl, że sprawa "nie dotyczy korupcji".
"Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje, że w związku ze sprawą dotyczącą interwencji na warszawskiej Białołęce, właściwym organom wydane zostały wszystkie posiadane przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka dokumenty zgodnie z obowiązującym prawem" - skomentowała Rzeczniczka Praw Dziecka na X.
Sprawa dzieci z Białołęki
Interwencja na warszawskiej Białołęce, o której wspomniała RPD we wpisie, została przeprowadzona 13 sierpnia. To wtedy Horna-Cieślak była świadkiem, jej zdaniem, niepokojącej sytuacji na przystanku. - Jak każdy obywatel czekałam na przystanku autobusowym na autobus i byłam świadkiem tego, jak matka wyzywa dziecko od "k….", szarpie tym dzieckiem i jaka jest agresywna - relacjonowała rzeczniczka w Polsacie.
Horna-Cieślak zaalarmowała o sprawie służby. Policja najpierw uznała, że w rodzinie nie dzieje się nic, co miałoby skłaniać do natychmiastowej interwencji. Sąd również zdecydował, by nie wydawać "w trybie natychmiastowym zarządzeń dotyczących odebrania dzieci" w wieku 3 i 4 lat.
Według sądu rodzinnego 15 sierpnia w Komendzie Stołecznej Policji miało odbyć się spotkanie z udziałem rzeczniczki. Po nim policja wydała wobec rodziców zakaz zbliżania się do dzieci, a w efekcie trafiły one do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Po weekendzie sąd zdecydował, że nie było przesłanek do umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej i zdecydował, aby te wróciły do rodziny. TVN24 dotarło do uzasadnienia decyzji sądu.
Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez RPD przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia w związku z interwencją na Białołęce. Sprawę jako pierwszy opisał portal Zero.