Sekretarz wojny USA Pete Hegseth obwieścił, że cieśnina Ormuz w zasadzie jest otwarta i transport ropy naftowej może się spokojnie odbywać, a jedyną przeszkodą jest to, że Iran ostrzeliwuje tankowce. Przecież to jest jakaś kompletna kpina, kwadratura koła - mówił w "Rozmowach na szczycie" w TVN24+ Marcin Wrona. Według Jacka Stawiskiego, "to pokazuje, że choć przygotowania do operacji przeciwko Iranowi były potężne, zgromadzono tam bardzo dużo sprzętu, to sprawa kontroli nad cieśniną Ormuz wymknęła się Amerykanom spod kontroli". - Iran, który jest ewidentnie słabszy od USA i Izraela, ma możliwość reakcji, która rezonuje w świecie - powiedział. Jego zdaniem, "bardzo dziwne to jest, że w tym punkcie Amerykanie wykazują taką niemoc". Marcin Wrona zauważył, że "ze strony Donalda Trumpa słyszymy, że już lada moment ta wojna się skończy, a z drugiej strony, za każdym razem kiedy Pete Hegseth pojawia się w Pentagonie, to ogłasza, że tego dnia odbędą się największe bombardowania w historii całego tego konfliktu". Zwrócił też uwagę na manipulacje Amerykanów w sprawie zbombardowanej przez nich szkoły, w której zginęło sto kilkadziesiąt irańskich dziewcząt. - Słyszeliśmy ze strony Trumpa, że to Iran użył rakiet Tomahawk. Iran jednak nie ma takich rakiet, mają je Stany Zjednoczone i kilku najbliższych sojuszników - podkreślił. - Amerykanie myśleli sobie: wejdziemy, zbombardujemy, sytuacja sama się rozwiąże i będzie koniec - ocenił Marcin Wrona. - To było myślenie życzeniowe. Nie byli przygotowani na to, z czym mamy do czynienia - spuentował.