Jaki interes ma Polska w popieraniu partii Viktora Orbana, która blokuje pomoc dla Ukrainy, pieniądze dla Polski, a jej szef dyplomacji rozmawia z ministrem spraw zagranicznych Rosji o tym, kogo skreślać z listy sankcyjnej? - Tylko Orban jest w stanie zablokować szaleństwo brukselskie - stwierdził Michał Wójcik (PiS). Pytany, czy nie przeszkadza mu oligarchizacja węgierskiej władzy, odparł, że "oligarchowie są we wszystkich krajach, czy nam się to podoba, czy nie". Borys Budka (KO) zaznaczył, że "każdy, kto popiera Orbana, chce rozsadzenia Unii Europejskiej od środka". - Dla mnie to jest rzecz niebywała, że polscy politycy mogą jechać do człowieka, który blokuje pieniądze dla Polski, tylko dlatego, że dał azyl dwóm ludziom, którzy są ścigani przez polską prokuraturę - powiedział. Tomasz Trela (Lewica) podkreślił, że "jeżeli Orban wygra te wybory, to depesze z Brukseli będą każdego dnia szły do Putina". Według Bartłomieja Pejo (Konfederacja) "niepotrzebnie w węgierską kampanię wyborczą wtrącił się wiceprezydent JD Vance, popierając Orbana, ale tak samo niepoważnie zachował się premier Donald Tusk, jadąc na wiec wyborczy Magyara". Urszula Pasławska (PSL) uznała, że "wspieranie Orbana jest zdradą interesów Polski i naszych sojuszników w ramach Unii Europejskiej". W przekonaniu Karola Rabenda (Kancelaria Prezydenta) "bez względu na to, kto wygra, polityka węgierska będzie taka sama". Politycy dyskutowali na temat sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.