Gradowe kule były ogromne, a ich "atak" trwał zaledwie kilka minut. Wystarczyło to jednak do całkowitego sparaliżowania stolicy Kolumbii. Na ulicach wciąż tkwią dziesiątki samochodów i autobusów zatopionych w lodzie i w zaspach gradu. Ekipy ratownicze przeszukują zasypane miejsca żeby upewnić się, czy nie ma tam żywych ludzi - jak dotąd nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.
- W tej chwili usuwamy lód z samochodów. Pomagają nam niektórzy kierowcy, którzy zaglądają do aut poszukując uwięzionych pasażerów. To bardzo trudna akcja, ponieważ z każdą minutą lód jest coraz twardszy, a więc trudniejszy do usunięcia - powiedział dowodzący akcją Hector Zambrano. W najbardziej zasypanych miejscach pracują buldożery.
W tym roku natura jest dla Kolumbii wyjątkowo mało łaskawa. Na skutek obfitych opadów zginęło już ponad 90 osób, a ponad 800 tysięcy straciło dach nad głową.
Źródło: TVN24, APTN