Zdaniem gazety gwarantem kariery Bondaryka mają być też jego ścisłe związki z Wojciechem Brochwiczem, zamieszanym w sprawę Jaruckiej. Choć Centrum Informacyjne Rządu zapewnia, że informacje o próbach przejęcia przez Bondaryka archiwów związanych z akcją "Hiacynt" są nieprawdziwe, to jednak - jak przyznają w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" osoby odpowiedzialne za nadzór nad specsłużbami - wiadomości o wykorzystywaniu przez Bondaryka i Brochwicza materiałów operacyjnych do "gry politycznej" docierały do członków sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
- Bondaryk i Brochwicz mają dużą praktykę w wykorzystywaniu dokumentów, do których dotarli, pełniąc funkcje publiczne i pracując w ABW, powiedział dziennikowi informator z kręgów zbliżonych do służb specjalnych. - Jeżeli rozmawia się z osobami, które funkcjonowały w życiu publicznym w tamtym okresie, to wyraźnie wskazywały one na to, że pan Bondaryk i pan Brochwicz gromadzili materiały, do jakich mieli dostęp z tytułu pełnienia funkcji publicznych, w tym w służbach specjalnych, twierdzi rozmówca gazety. Dodaje, że ten fakt jest tajemnicą poliszynela w środowisku Platformy Obywatelskiej.
Źródło: Nasz Dziennik