Przedszkolak ze złamaną nogą. Prokuratura: opiekun rzucił chłopcem. Stanie przed sądem

Łódź

TVN24 ŁódźSiedmiolatek miał skomplikowane złamanie nogi

Do pięciu lat więzienia grozi 50-letniemu współwłaścicielowi przedszkola. Prokuratorzy oskarżyli go o to, że kilkukrotnie rzucił jednym ze swoich podopiecznych i nie tylko złamał dziecku nogę, ale też zagroził jego życiu.

Śledczy badali sprawę od września ubiegłego roku. Teraz wysłali do sądu akt oskarżenia.

- Zebrany materiał dowodowy pozwolił na oskarżenie 50-letniego współwłaściciela przedszkola o narażenie siedmioletniego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i spowodowanie obrażeń, które naruszyły czynności narządów na czas powyżej siedmiu dni - poinformował Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Oskarżonemu grozi do pięciu lat więzienia.

To nie był wypadek

Poszkodowany chłopiec był podopiecznym placówki prowadzonej przez jedną z fundacji. 29 września do rodziców siedmiolatka zadzwonili pracownicy przedszkola. Usłyszeli - jak ustalono w czasie śledztwa - że ich dziecko "doznało urazu".

- Zostali zapewnieni, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Do zdarzenia miało dojść, kiedy współwłaściciel sadzał chłopca na pufie. Wtedy rzekomo dziecku powinęła się noga - opowiada Kopania.

Rodzice odwieźli syna do szpitala. Tam okazało się, że ich dziecko ma skomplikowane złamanie nogi. Opiekunowie nie mogli zrozumieć, jakim cudem mogło dojść do tak poważnych obrażeń. Dlatego po trzech dniach poszli do przedszkola, aby zobaczyć, co nagrały kamery zainstalowane w placówce.

"Kilkukrotnie nim rzucał"

To, co zobaczyli, sprawiło, że poszli do prokuratury. Okazało się bowiem, że ich dziecko padło ofiarą przemocy.

- Na nagraniu widać, że chłopiec jest zdenerwowany. Współwłaściciel placówki chwycił go, podniósł za ramiona, potrząsnął, po czym kilkukrotnie rzucił na leżące na podłodze siedzisko - relacjonuje Kopania.

Inna wersja

Współwłaściciel przedszkola nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Problem w tym, że - jak mówi Kopania - jego wersja nie odpowiada temu, co nagrały kamery.

Śledczy zastosowali wobec niego dozór policyjny. Zakazali mu też wykonywania jakichkolwiek czynności związanych z bezpośrednią opieką nad dziećmi.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock