Proces Sebastiana M. Sąd wysłuchał mów końcowych. "Nigdy na tej sali nie padło szczere słowo: przepraszam"
- Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na A1 w Sierosławiu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego (Łódzkie).
- W samochodzie marki Kia zginęło małżeństwo i ich pięcioletni syn. Sebastian M. siedział za kierownicą BMW.
- Sebastian M. został sprowadzony 26 maja 2025 roku do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie wyjechał po wypadku.
- Proces toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.
Obrona Sebastiana M. na samym początku rozprawy zawnioskowała o wznowienie przewodu sądowego. Chciała złożyć kolejne wnioski dowodowe. Prokurator Aleksander Duda argumentował, że nie ma przesłanek do wznowienia przewodu sądowego, a dowody można było składać na poprzedniej rozprawie. - Gdyby jednak sąd uznał, że zachodzą warunki do wznowienia przewodu sądowego, to wnoszę o oddalenie zawartych we wniosku obrony wniosków dowodowych, albowiem wnioskowane okoliczności nie mają żadnego znaczenia dla wyjaśnienia sprawy i wobec tego zmierzają w sposób oczywisty wyłącznie do przedłużenia postępowania - powiedział prokurator Duda.
Sędzia Renata Folkman z Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim nie uwzględniła wniosku o wznowienie przewodu sądowego. - Rację w całości przyznaję prokuratorowi, który podniósł, że na tym etapie, po zamknięciu przewodu, wnioski dowodowe są spóźnione - powiedziała sędzia Folkman. Obecnie trwają mowy końcowe. Głos zabrała jako pierwsza prokuratura. Później głos ma zabrać też matka jednej z ofiar wypadku.
Nigdy na tej sali nie padło szczere słowo "przepraszam"
Mowy końcowe rozpoczął prokurator Aleksander Duda. Opisał od początku to, co wydarzyło się tragicznego dnia.
Mówił o powrocie trzyosobowej rodziny znad morza, o ostatnich SMS-ach wysyłanych do bliskich, aż do momentu wypadku, w którym zginęła. Prokurator opisał też zachowanie Sebastiana M., który wsiadł do podrasowanego BMW wspólnie z kolegami w Łodzi. - Wziął swoich znajomych z imprezy sportowej, mieli jechać na grilla - opisywał.
Prokurator zwrócił uwagę nie tylko na zachowanie M. na drodze w chwilach poprzedzających wypadek, ale też jego wcześniejsze działania. - Miliony ludzi jeżdżą autem, bo ufają, że drugi kierowca też jeździ bezpiecznie. Sprawa ta nie pokazuje człowieka który popełnił jeden błąd, tylko takiego który przesuwał granice. Sebastian M. miał się za człowieka, którego reguły nie dotyczą, a fakt że nie stała się tragedia oznacza, że jest wybitnym kierowcą. W końcu przyszedł dzień, który to wszystko zweryfikował. Tragedia zaczęła się tego dnia, kiedy postanowił znieść limity swojego auta. Miał przekonanie, że jego zachcianka liczy się bardziej niż zdrowie i życie innych. Człowiek może ignorować przepisy. Ale nie może ignorować praw fizyki. One są obojętne wobec pewności siebie. Udawał na początku żal i pokorę. Rzeczywisty cel tych działań był jeden - ugrać coś dla siebie - mówił prokurator wskazywał prokurator.
- Sebastian M. wcisnął pedał do końca, grał w rosyjską ruletkę z życiem innych. Mrugał światłami pokazując swoją wyższość. Prędkość pojazdu to 315-330 km/h, w ciągu sekundy pokonywał długość boiska. W momencie zderzenia kąt skrętu kierownicy wynosił prawie 90 stopni - opisywał Duda.
- Sebastian nie odniósł żadnych obrażeń w wyniku wypadku. Telefon Sebastiana następnego dnia został przywrócony do ustawień fabrycznych - zaznaczył prokurator.
Prokurator opisywał także zachowanie oskarżonego po wypadku i jego ucieczkę z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak mówił, nie widział prawdziwej skruchy i żeby Sebastian M. żałował tego, co się stało. - Nigdy na tej sali nie padło szczere słowo "przepraszam" - powiedział prokurator Duda.
- Ekspertyza wskazuje że rodzina jadąca do końca jechała prawidłowa, nie wiedziała o czekającej ją śmierci. O skali wypadku świadczy fakt, że w ciele zabitego kierowcy znaleziono przedmiot przypominający lusterko wewnętrzne. Z wnętrza palącej się Kii było słychać krzyk kobiety, do końca próbowała przykryć swoim ciałem syna. We wnętrzu pojazdu strażacy zobaczyli zwęglone ciała - przypomniał prokurator.
Prokurator zawnioskował o najwyższą karę dla Sebastiana M. - Wnoszę o wymierzenie ośmiu lat więzienia, orzeczenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na 15 lat . Wnoszę też o zadośćuczynienie dla rodziców zmarłych - mówił.
Prokurator zawnioskował w sumie dla rodziców zmarłej Martyny o milion złotych i o tyle samo dla rodziców Patryka. Natomiast dla brata jednej z ofiar - o 200 tysięcy zadośćuczynienia.
Głos zabrał następnie pełnomocnik rodziny ofiar, mecenas Łukasz Kowalski, który również zawnioskował o najwyższy możliwy wymiar kary. - Tylko o osiem lat, gdyby to było 20, też bym zawnioskował, gdyby było 30 - też bym o taką karę zawnioskował - mówił mecenas Kowalski.
Obrończyni Sebastiana M.: Od początku przebieg zdarzenia wyglądał inaczej
Głos zabrała też obrończyni Sebastiana M., która mówiła, że doszło do ogromnej tragedii, w której zginęły trzy osoby. Ale wersja zdarzeń, według obrony, jest inna.
- Należy oddzielić tragedię od warstwy dowodowej i odpowiedzieć na pytanie, gdzie doszło do pierwszego kontaktu BMW i KIA i który kierowca doprowadził do wypadku. Według oskarżenia BMW miało uderzyć w samochód KIA. Obrona twierdzi inaczej, od samego początku przebieg zdarzenia wyglądał inaczej. Proszę, żeby sąd spojrzał na zebrane dowody - mówiła obrończyni Sebastiana M., mecenas Katarzyna Hebda.
Ponad 300 kilometrów na godzinę
Biegli podtrzymali w sądzie wnioski przedstawione wcześniej w sporządzonych przez siebie opiniach.
- Nasze opinie wskazują jednoznacznie, że prędkość pojazdu BMW była w przedziale 315-329 kilometrów na godzinę. W tym przedziale kierujący prowadził swój pojazd. Natomiast Kia poruszała się w granicach 140 kilometrów na godzinę na włączonym tempomacie - powiedział biegły Bogusław Śleziak.
Jak dodał, zespół ekspertów jednoznacznie ustalił, że przed zderzeniem kierujący Kią nie zmieniał toru ruchu i cały czas poruszał się środkowym pasem. To oznacza, że BMW uderzyło w Kię, a nie - jak twierdzi obrona oskarżonego - samochód zajechał nagle drogę Sebastianowi M.
Biegli wskazali, że w swojej ekspertyzie opierali się na zebranym w sprawie materiale rzeczowym w postaci śladów ujawnionych na jezdni, informacjach cyfrowych odczytanych z obu samochodów uczestniczących w wypadku, zapisów z wideorejestratora, który nagrał zderzenie, oraz nagrań z kamer znajdujących się na autostradzie A1. Zaznaczyli, że sporządzona opinia jest bardzo obszerna i wyjątkowo szczegółowa.
Według ich ustaleń BMW uderzyło swoją przednią prawą częścią w tylną lewą część Kii. - Za tym również przemawiają deformacje obu pojazdów widoczne podczas oględzin, jak i na zdjęciach - przekonywał ekspert Marek Długosz.
Bazując na śladach na jezdni, zapisach z czarnych skrzynek oraz wykorzystując autorską metodę, przedstawili na ilustracjach dokładny przebieg i moment zderzenia.
- Zajmuję się wypadkami drogowymi od 25 lat. Nie spotkałem się w swojej karierze z takimi prędkościami na drodze, z jakimi mamy do czynienia w analizowanym wypadku. Myślę, że nikt w Polsce się z czymś takim nie spotkał. W Polsce nie ma takich dróg, na których można rozwijać takie prędkości - przyznał Długosz.
Według ekspertów Sebastian M. w dniu wypadku, jadąc autostradą A1, regularnie przekraczał 300 km/h.
- Przy 300 kilometrach na godzinę startują samoloty - podkreślił jeden z nich.
Krytyka opinii zamówionej przez obronę
Biegli podważyli ustalenia zawarte w prywatnej ekspertyzie zleconej przez obronę. Według nich została ona sporządzona w wadliwy sposób, m.in. dlatego, że jej autor nieprawidłowo oszacował szerokość rozstawu osi BMW, błędnie zmierzył długość śladów hamowania oraz szerokość opon, a także popełnił błędy przy innych parametrach.
Eksperci odpowiedzieli też na ponad 50 pytań przygotowanych przez obronę oskarżonego. Dotyczyły one szczegółowych zagadnień dotyczących przygotowanej przez nich analizy wypadku, w tym m.in. metodologii prowadzonych pomiarów prędkości, kwestii drogi hamowania, badania śladów powypadkowych, zachowania się pojazdów w momencie zderzenia i chwilę przed nim.
Biegli wykluczyli też postawioną w prywatnej ekspertyzie hipotezę, że Kia poruszała się na kole dojazdowym.
- Przedstawione dziś przez biegłych opinie były jednoznaczne. Nie pojawiła się żadna wątpliwość. Zgromadzony materiał jest bezsporny. Zadawanie szeregu pytań przez obronę było tylko i wyłącznie szerzeniem wątpliwości – powiedziała prokurator Izabela Knapik z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Śmiertelny wypadek na A1
Sebastian M. odpowiada za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 na wysokości wsi Sierosław koło Piotrkowa Trybunalskiego, do którego doszło we wrześniu 2023 roku. Według ustaleń śledczych kierowany przez niego samochód BMW poruszał się z prędkością przekraczającą 300 km/h, gdy uderzył w jadącą przed nim Kię. Auto ofiar stanęło w płomieniach. Zginęła trzyosobowa rodzina: Patryk, jego żona Martyna oraz ich niespełna 5-letni syn Oliwier.
Po wypadku Sebastian M. wyjechał z Polski. Przebywał między innymi w Dubaju, skąd w maju 2025 roku został sprowadzony do Polski. Od tego czasu pozostaje w areszcie. Sebastianowi M. grozi osiem lat więzienia.
Współpraca: Katarzyna Pasikowska-Poczopko