"Mamo, zobacz, nie mam paluszków". Radiowozem do szpitala przez zatłoczone ulice

TVN24

"Mamo, nie mam paluszków"TVN24 Łódź
wideo 2/3

- Zobacz, co się stało. Nie mam paluszków - powiedział dziesięcioletni Kacper do mamy. Chwilę wcześniej jego dłoń została wciągnięta przez łańcuch dziecięcego quada. Liczyły się minuty. Na szczęście roztrzęsiona matka chłopca w drodze do szpitala zobaczyła radiowóz. A policjanci wiedzieli, co robić, żeby pomóc.

Wyglądało to źle. A nawet bardzo źle.

- Zobaczyłam dwa zupełnie zmiażdżone palce Kacperka. Przyznam, że w tamtej chwili zwątpiłam, czy lekarze będą w stanie uratować chociaż jeden - opowiada pani Katarzyna.

Jej dziesięcioletni syn we wtorek po południu sprawdzał, dlaczego jego dziecięcy quad nie chce ruszyć.

- Ręka syna została zablokowana przez łańcuch - tłumaczy kobieta.

Trzeba było działać. Roztrzęsiona kobieta zabrała dziecko do samochodu. Przez telefon dowiedziała się, że najlepiej będzie, jeśli zawiezie syna do szpitala dziecięcego przy ul. Spornej w Łodzi. Problem w tym, że do celu mieli blisko 30 kilometrów, a właśnie zaczynały się godziny szczytu.

Na szczęście kobieta po drodze zauważyła radiowóz.

- Patrolowaliśmy okolice miejscowości Katarzynów. Nagle drogę zajechał nam samochód, z którego wybiegła roztrzęsiona kobieta - mówi st. sierż. Adrian Ciemienga z komendy w Koluszkach.

Po konsultacji z dyspozytorem funkcjonariusze uznali, że Kacper powinien trafić do Centrum Zdrowia Matki Polki.

W końcu to w Matce Polce jest jedyny w regionie oddział chirurgii dłoni.

- Jasne było to, że dla uratowania palców chłopca najważniejszy jest czas - mówi st. sierż. Ciemienga.

Przed siebie

- Czasami w takich sytuacjach decydujemy się na eskortowanie samochodu, w którym jedzie osoba potrzebująca pomocy. Tym razem było jednak zbyt tłoczno, żeby zrobić to w bezpieczny sposób - opowiada policjant przed kamerą TVN24.

Matka i jej syn wsiedli do radiowozu. Policjanci włączyli syrenę i ruszyli.

- Do przejechania mieliśmy około 30 kilometrów. W większości po zakorkowanych ulicach. To było intensywne 20, może 25 minut - opowiada st. sierż. Ciemienga.

Policjant zapewnia, że przejazd był "szybki, ale bezpieczny".

Na ratunek

Kamery zainstalowane przed Instytutem Centrum Zdrowia Matki Polki nagrały, jak radiowóz z dziesięcioletnim cierpiącym chłopcem z impetem podjeżdża pod jedno z wejść do placówki. Po chwili wybiegają z niego policjanci, a z tyłu wysiada zapłakana matka i chłopiec z obandażowaną ręką.

- W szpitalu byliśmy już oczekiwani. Wybiegliśmy, żeby upewnić się, że rodzina od razu trafi we właściwe miejsce - mówi policjant.

Lekarze podkreślają, jak czas był bardzo ważny.

- Pacjent trafił do nas z dwoma zmiażdżonymi palcami. Uszkodzenia czwartego palca były tak rozległe, że trzeba było go częściowo amputować. Na szczęście, dzięki szybkiej interwencji, trzeci palec chłopca będzie w pełni sprawny - mówi prof. Kryspin Niedzielski, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii z Pododdziałem Chirurgii Ręki dla Dzieci.

Dodaje, że Kacper jest już w dobrym stanie.

Autor: bż` / Źródło: TVN24 Łódź

0