O śmierci Edwarda Linde-Lubaszenki poinformował jego syn, Olaf Lubaszenko. "Żegnaj, tato" - napisał w krótkim poście na Instagramie. Linde-Lubaszenko miał 86 lat.
Pod wpisem Olafa Lubaszenki pojawiło się wiele komentarzy, m.in. od aktorów, filmowców i dziennikarzy, którzy przekazali wsparcie i wyrazy współczucia synowi zmarłego aktora. Wśród nich są m.in. Grażyna Szapołowska, Borys Szyc, Artur Chamski, Barbara Kurdej-Szatan, Janusz Chabior, Ewa Gawryluk, Olga Borys, Monika Olejnik i Anita Werner.
Aktor Andrzej Zieliński podzielił się w komentarzu wspomnieniem z czasów studiów na krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (dziś Akademii Sztuk Teatralnych), gdzie Linde-Lubaszenko był przez wiele lat wykładowcą oraz pełnił między innymi funkcję dziekana Wydziału Aktorskiego. "Najgłębsze współczucie Olafie Kochany. Twój Tata był moim ukochanym nauczycielem w PWST. Nauczył mnie myślenia i logiki w moim byciu na scenie. Nigdy nie tworzył barier" - napisał. "Mnie nauczył chyba najwięcej w szkole. Nigdy Go nie zapomnę. A zdanie które wygłosił jako dr Bognar 'największą siłę przebicia ma baran' towarzyszy mi bardzo często. Żegnaj Profesorze" - dodał.
Edward Linde-Lubaszenko nie żyje
Edward Linde-Lubaszenko zagrał w ponad 70 filmach (m.in. "Psy", "Lista Schindlera" czy "Kroll"), ponad 110 przedstawieniach teatralnych i ponad 80 spektaklach Teatru Telewizji. W latach 1964-73 był aktorem teatrów: Polskiego we Wrocławiu, Miejskiego w Gorzowie Wielkopolskim, Ziemi Opolskiej w Opolu i Współczesnego we Wrocławiu. Od 1973 roku występował w Starym Teatrze w Krakowie, gdzie zagrał ponad 50 ról.
Wieloletnia aktorka tego teatru Anna Polony wspominała Linde-Lubaszenkę w rozmowie z PAP. Jej zdaniem był on "świetnym aktorem, miał intuicję aktorską, znakomicie radził sobie na scenie", mimo że, jak zauważyła, nie ukończył aktorstwa, ale studia reżyserskie. Jednak "z dyplomu reżyserskiego nie korzystał". Podkreśliła, że bardzo szanowała aktorstwo Linde-Lubaszenki i dobrze się z nim współpracowało.
Aktor Tomasz Schuchardt, który był uczniem Linde-Lubaszenki w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie, także w rozmowie z PAP określił swojego nauczyciela jako "aktora nienachalnego, w którym była po prostu prawda". - Uczył nas, że przygotowując się do roli, na samym początku mamy dotrzeć do samej treści tekstu. A kiedy do niej dotrzemy, dotrzemy też do widza. Pierwszą granicą do przełamania było zrozumienie: zarówno tekstu, jak i tego, dlaczego chce się coś komuś powiedzieć - mówił.
Podkreślił, że Linde-Lubaszenkę zapamięta przede wszystkim z dowcipu, żartów, często niecenzuralnych, których się nie bał. - Mnie, poza samą sztuką, uczył też tego, że fajnie być człowiekiem z poczuciem humoru i błyskotliwym - powiedział.
Autorka/Autor: pb//az
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Afa Pixx/Krzysztof Wellman/PAP