- Jeszcze kilka lat temu groszek motylkowy był w mojej wiosce po prostu kolejną rośliną pnącą - mówi w rozmowie z BBC Nilam Brahma z Anthaigwlao w stanie Assam.
Gdy usłyszała, że kobiety z okolicy zarabiają na suszonych kwiatach, dołączyła do nich. - Rezultaty zaskoczyły nawet mnie. Kiedy po raz pierwszy zarobiłam 50 dolarów ze sprzedaży suszu, poczułam szok. To sprawiło, że uwierzyłam, iż mogę kontrolować własną przyszłość - dodaje Brahma.
Eksperyment szybko przerodził się w mały biznes. - Złożyłam wniosek o niewielką pożyczkę i zainwestowałam w suszarnie solarne. Dzięki nim szybciej suszę kwiaty, zachowuję ich kolor i spełniam standardy jakości wymagane przez kupujących - wyjaśnia.
Globalny popyt i bariery regulacyjne
Dotychczas liderami upraw i konsumpcji klitorii były Tajlandia i Indonezja, jednak rosnący światowy popyt przyciąga przedsiębiorców z Indii. - Globalne zapotrzebowanie na naturalne barwniki eksploduje - tłumaczy Varshika Reddy, założycielka firmy eksportującej naturalne barwniki i dodatki.
Za tym trendem stoi apetyt konsumentów na naturalne składniki oraz zaostrzenie przepisów w USA i Europie wobec syntetycznych barwników spożywczych.
W 2021 roku amerykańska FDA dopuściła groszek motylkowy jako dodatek do żywności, jednak rok później europejski urząd ds. bezpieczeństwa żywności zgłosił zastrzeżenia. W UE i Wielkiej Brytanii kwiat pozostaje "nową żywnością", wymagającą dodatkowych zezwoleń.
"Brakuje ustrukturyzowanej świadomości rynkowej"
- Ta uprawa wciąż jest postrzegana jako przydomowa roślina ozdobna lub lecznicza, a nie towar komercyjny - ocenia Reddy.
Dodaje też: - Brakuje ustrukturyzowanej świadomości rynkowej, klasyfikacji rządowej i standardowych cen, co sprawia, że rolnicy nie są pewni zwrotu.
Jej firma współpracuje z rzeszą rolników, w tym z wieloma kobietami. - Zawarliśmy umowy i zapewniamy kompleksowe wsparcie agronomiczne, od najlepszych praktyk uprawowych po zarządzanie nawadnianiem - tłumaczy Reddy.
Budowa marki i proces produkcji suszu
Potencjał dostrzegł też Nitesh Singh spod Delhi. - Gdy zaparzasz kwiat w gorącej wodzie, napar robi się niebieski, a po dodaniu cytryny zmienia kolor na fioletowy. To było magiczne - zachwyca się Singh.
W 2018 roku założył markę niebieskiej herbaty opartej na indyjskiej klitorii, choć początki były trudne. - Na początku musieliśmy importować, bo nie mogliśmy znaleźć w Indiach kwiatów dobrej jakości. Potrzebowaliśmy więcej pigmentu i płatków, by po suszeniu zachować kolor - wyjaśnia.
Przez siedem lat Singh pracował z rolnikami nad jakością i skalą. Dziś współpracuje z 600 producentami.
- Szkolenia i kontrola jakości to największe wyzwania - mówi.
Dodaje, że kluczowe jest zrywanie kwiatów, wykonywane głównie przez kobiety. - Ich dłonie są delikatniejsze i intuicyjnie wiedzą, jak zrywać kwiaty, nie uszkadzając roślin - twierdzi.
Z kolei po zbiorach decydujące znaczenie ma suszenie. - Kontrola temperatury jest niezwykle ważna. Jeden błąd i tracisz wartość - podkreśla Singh.
I dodaje: - Stosujemy bardzo łagodne temperatury przez dłuższy czas. Zbyt wysoka temperatura spala kwiat i odbiera mu właściwości lecznicze oraz kolor.
Potencjalne korzyści zdrowotne
Poza kolorem pojawiają się przesłanki o właściwościach zdrowotnych niebieskiej herbaty, choć badań jest niewiele. - Gdy zaczęliśmy przegląd literatury, okazało się, że niemal nie ma badań nad klitorią, mimo jej silnych właściwości funkcjonalnych. Większość dotyczyła szczurów i myszy - mówi V. Supriya z uczelni w Chennai.
W niewielkim badaniu osób w stanie przedcukrzycowym zauważyła lepszą kontrolę cukru u pijących herbatę z klitorii. - Skoro pojawiają się dowody z badań na ludziach, jej popularność może znacząco wzrosnąć - zaznacza V. Supriya.
Nowa wspólnota rolników
Dla Pushpala Biswasa z Bengalu Zachodniego nowa uprawa była przełomem. - Uprawiałem ryż i warzywa, ale często nie mogłem sprzedać plonów i ponosiłem straty - mówi.
Dzięki klitorii sytuacja się zmieniła. - To łatwa w uprawie roślina. Dzięki metodom naukowym zwiększyłem produkcję z 50 do 80 kilogramów. Wziąłem w dzierżawę więcej ziemi, a moje dochody rosły - opisuje Biswas.
Dodaje następnie: - W ostatnich latach dołączyło do nas wielu ludzi z okolicznych wiosek. To już nie tylko rolnictwo. To sieć, wspólnota, rodzina biznesowa.
Autorka/Autor: Jan Sowa
Źródło: BBC
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock