O tej sprawie dowiedzieliśmy się dzięki sygnałowi przesłanemu na Kontakt24.
Gdy pięć lat temu zakładała startup, wierzyła, że może zbudować coś własnego. Wcześniej pracowała jako freelancerka w marketingu i PR, miała pierwsze kontakty, projekty i klientów. Chciała przejść na kolejny etap - rozwinąć działalność, pracować na własny rachunek.
- Najbardziej boli mnie to, że coś, co zaczynało się od marzeń i uczciwej pracy, obróciło się przeciwko mnie. Nie zakładałam firmy po to, żeby kogokolwiek oszukać - zapewnia w rozmowie z TVN24+ pani Anna (imię zmienione).
Wtedy zaczęły się schody
W lutym 2021 roku pani Anna rozpoczęła działalność gospodarczą i skorzystała z unijnej dotacji na start firmy w wysokości 50 tysięcy złotych. Za te pieniądze kupiła sprzęt potrzebny do pracy i zainwestowała w kurs reklamy internetowej. Warunkiem dotacji było prowadzenie działalności oraz opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne przez 24 miesiące.
Z czasem sytuacja zaczęła się komplikować. - Rozeszły się moje drogi z kluczowym klientem, zleceń było coraz mniej. Firma zaczęła kuleć - wspomina.
Musiała podjąć decyzję. - Trzeba było z czegoś żyć i poszłam na etat. Nie po to, żeby porzucić firmę, ale żeby ją utrzymać. Pracowałam, żeby opłacać składki i koszty działalności - tłumaczy pani Anna.
Od początku działalności firmy kobieta współpracowała z biurem rachunkowym. Składki ubezpieczeniowe były naliczane i opłacane regularnie. ZUS przyjmował wpłaty, wydawał zaświadczenia, nie zgłaszał zastrzeżeń. Co roku otrzymywała informacje o stanie konta, z których wynikało, że wszystko jest rozliczone prawidłowo.
Problem pojawił się, gdy jednocześnie prowadziła działalność i pracowała na etacie, bo doszło do tak zwanego zbiegu tytułów do ubezpieczeń. - I wtedy zaczęły się schody - rozkłada ręce.