Odbierał pieniądze od seniorek. Ma iść do więzienia

Sąd utrzymał wyrok, który zapadł w pierwszej instancji
Było już na wnuczka i na policjanta. Są także oszustwa na lekarza i na księcia ze Stambułu
Źródło: Dariusz Łapiński/Fakty TVN
Dwa lata pozbawienia wolności - taki prawomocny wyrok zapadł przed Sądem Okręgowym w Białymstoku wobec 56-latka oskarżonego o udział w oszustwach metodą "na policjanta". Mężczyzna przed sądem pierwszej instancji przyznał się do tego, że przyszedł do dwóch starszych kobiet, od których zabrał ponad 50 tysięcy złotych.

Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ, pochodzący z województwa pomorskiego, 56-latek pełnił w procederze rolę tzw. odbieraka, czyli przychodził po pieniądze.

W tym przypadku oszuści posłużyli się metodą "na policjanta".

Jedna oddała pieniądze w mieszkaniu, druga wyrzuciła przez balkon

Poszkodowane kobiety mają 83 i 86 lat. Dzwoniąca do nich osoba podawała się za policjanta i przekonała je, że ich oszczędności są zagrożone, natomiast policja miała pieniądze sfotografować i zabezpieczyć. Obie seniorki zostały poproszone o przekazanie gotówki. W jednym przypadku "odbierak" przyszedł do mieszkania, a w drugim starsza pani wyrzuciła pakunek z pieniędzmi przez balkon. Łącznie obie kobiety straciły 51 tysięcy złotych.

Przed sądem pierwszej instancji oskarżony (jest recydywistą karanym już za podobne przestępstwa) przyznał się do winy. Przepraszał za to, co zrobił, zapewniał, że chce naprawić szkodę i oddać pieniądze.

Sąd pierwszej instancji uznał, że zarzucane mężczyźnie czyny stanowiły ciąg przestępstw i wymierzył mu karę dwóch lat więzienia. Orzekł też na rzecz pokrzywdzonych kobiet obowiązek naprawienia szkody w całości.

Prokuratura chciała czterech lat więzienia

Wyrok zaskarżyły obie strony. Obie co do kary - obrona chciała jej złagodzenia do półtora roku więzienia, prokurator - podwyższenia do czterech lat. Przede wszystkim z powodu wysokiej społecznej szkodliwości czynów i z powodu recydywy sprawcy. Sąd odwoławczy obie apelacje uznał za bezzasadne i orzeczenie utrzymał w mocy.

Jak uzasadniała sędzia Ewa Dakowicz, argumenty stron nie były na tyle przekonujące, by wpłynęły na korektę wysokości kary. Jak oceniła, zachowanie oskarżonego na sali rozpraw w pierwszej instancji niekoniecznie należy uznać za realną skruchę, a raczej chodziło o wpływ na wysokość kary. Dodała, że wcześniej już sąd rejonowy wziął te okoliczności pod uwagę.

Sędzia mówiła też, że sąd rejonowy wziął również pod uwagę okoliczności obciążające.

- Oczywiście jasnym jest, że wysoki stopień społecznej szkodliwości tego typu czynów jest bezdyskusyjny. Jak również to, że osoby pokrzywdzone są bezbronne, naiwne, nie mają pełnego rozeznania o możliwościach osób, które chcą oszukiwać i dlatego stały się łatwym łupem. Ale też, z drugiej strony, kara dwóch lat więzienia jest wystarczająco surowa - mówiła sędzia Dakowicz.

Zwracała przy tym uwagę, że liczba podobnych przestępstw wymaga od ludzi uważności, i dotyczy to nie tylko osób, które mają bankowość elektroniczną i za jej pośrednictwem tracą pieniądze w tego typu oszustwach, ale również osób takich, jak pokrzywdzone w tej sprawie, które mają w domu oszczędności w gotówce.

- Należałoby więc po raz kolejny uczulić osoby starsze i mniej świadome tego, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z tym, że pozostają w zbyt dużym zaufaniu wobec osób obcych, aby takich czynów na przyszłość unikać. Natomiast co do kary, będzie ona wystarczająca w tej, konkretnej sprawie - dodała sędzia Dakowicz.

Czytaj także: