Niewysoka, ciemna blondynka w średnim wieku o pogodnej twarzy. W przeszłości dziecko z otyłością, nastolatka i dwudziestolatka z nadwagą, która przeszła w otyłość, gdy Milena urodziła dziecko. Od tego czasu minęło ponad 20 lat.
- Wielokrotnie próbowałam rozlicznych sposobów na odchudzanie. Nie działały na dłuższą metę, kilogramy zawsze wracały. Potem okazało się, że mam stan przedcukrzycowy, a w związku z tym trochę trudniej jest schudnąć - mówi, gdy pytam, czy nie myślała o leczeniu wcześniej.
Potem wyjaśnia, że przeszkodą była też proza życia: pilniejsze niż własne zdrowie przez wiele lat okazywały się inne sprawy - praca, obowiązki mamy, opieka nad chorującymi bliskimi.
Przełom nastąpił po pandemii.
- Bardzo mi się nie podobało to, jak wyglądam. Otyłość zaczęła też poważnie przeszkadzać mi w normalnym życiu - mówi krótko i wyznaje, że w najgorszym momencie ważyła 156 kilogramów. Wtedy zmagała się już z bólem nadmiernie obciążonych stawów.
Stawy dokuczały mi tak bardzo, że czasem nie mogłam chodzić. Myślałam nawet: "Boże Święty, chyba wolę już umrzeć niż żyć z takim bólem"Milena, pacjentka po operacji bariatrycznej
Do podjęcia zdecydowanych kroków namówiła ją pielęgniarka w centrum medycznym. Osoba po operacji bariatrycznej, bardzo przekonująca. - Nie ma się czego bać. Zobaczysz, to będzie zupełnie inne życie - mówiła.