Konduktorzy poprosili ją, by się przesiadła. Zrobiła to, a po chwili ich zaatakowała

Wrocław

Pasażerka zaatakowała konduktorów. Jest wyrok sąduKoleje Dolnośląskie
wideo 2/3

Osiem miesięcy prac społecznych i po tysiąc złotych nawiązek na rzecz konduktorki i konduktora - tak wrocławski sąd ukarał kobietę, która zaatakowała pracowników Kolei Dolnośląskich. Wszystko dlatego, że ci poprosili ją o to, by się przesiadła. Incydent nagrała kamera monitoringu.

Do ataku na konduktorów doszło w połowie czerwca 2018 roku. W momencie, gdy pociąg Kolei Dolnośląskich relacji Piechowice - Wroclaw dotarł na stację Wrocław Główny, jedna z pasażerek podeszła do siedzących obok konduktorów.

Mieli poprosić ją o zmianę miejsca, później zaatakowała

Najpierw uderzyła konduktorkę w twarz. Na cios zareagował konduktor, który stanął w obronie koleżanki. W efekcie sam, choć na nagraniu widać, jak próbuje powstrzymać i uspokoić pasażerkę, otrzymał kilka ciosów: w głowę, klatkę piersiową i rękę. - Byliśmy bardzo zdenerwowani i bezradni, bo my nie możemy nic zrobić oprócz bronienia się - mówi Przemysław Paleczek, zaatakowany konduktor Kolei Dolnośląskich.

O co chodziło? - Początkowo zajęła miejsce przeznaczone dla obsługi pociągu. Dlatego nasi pracownicy poprosili ją o zmianę miejsca. I tak się stało. Nic nie zapowiadało tego, co możemy zobaczyć na nagraniu - mówi Bartłomiej Rodak, rzecznik Kolei Dolnośląskich. I dodaje, że atak dla konduktorki zakończył się kilkoma zadrapaniami, ale też traumą. Na miejsce wezwano policję. Julia S. została ukarana mandatem. Jednak to konduktorom nie wystarczyło.

"Nie są traktowani jak funkcjonariusze publiczni"

Sprawę skierowano do sądu. - Chcemy mieć pewność, że jeżeli ktokolwiek w przyszłości nas zaatakuje, musi się liczyć z tym, że będzie za to ukarany. To naruszenie naszej nietykalności. Jak widać na filmie, ludzie nie są zbyt przychylni, by pomóc, więc jesteśmy skazani sami na siebie - mówi zaatakowany konduktor.

Konduktorom nie przysługuje ochrona, z jakiej korzystają choćby ratownicy medyczni, czy nauczyciele w trakcie pełnienia swoich obowiązków. - Konduktorzy nie są traktowani jak funkcjonariusze publiczni. W swojej pracy są narażeni na różnego rodzaju sytuacje i to jest tego najlepszy przykład. Mamy nadzieję, że ta nieprzyjemna sprawa zwróci uwagę na ten problem - Rodak wyjaśnia dlaczego sprawa znalazła finał w sądzie.

Jak mówi Mirosław Eulenfeld, pełnomocnik konduktorów, chodzi też o uświadomienie społeczeństwa. - Najważniejszy jest jasny przekaz społeczny, że tego typu czyny nie pozostaną bezkarne - mówi mecenas.

Pasażerka zgłosiła gotowość dobrowolnego poddania się karze. Jej wymiar został ustalony z prokuraturą i oskarżycielem posiłkowym, czyli pełnomocnikiem konduktorów. Sąd przychylił się do wniosku. I za atak na konduktorów i znieważenie ich wymierzył kobiecie karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności. W tym czasie Julia S. musi wykonywać nieodpłatną pracę - w wymiarze 30 godzin miesięcznie - na cele społeczne. Oskarżona musi też zapłacić po tysiąc złotych nawiązki dla konduktorki i jej kolegi. Poza tym ma pokryć niemal tysiąc złotych opłat i kosztów sądowych.

- Zeznania świadków, nagranie z monitoringu, a także wyjaśnienia oskarżonej w jednoznaczny sposób wskazują, że oskarżona dopuściła się zarzucanych jej czynów. Jej sprawstwo i wina nie budzą wątpliwości - mówiła w trakcie ustnego uzasadniania wyroku sędzia Aurelia Krajczy-Kozłowska. I podkreślała, że S. wyraziła żal i skruchę.

Sąd wskazał też, że zachowanie oskarżonej "cechuje się znaczną społeczną szkodliwością". I podkreślił, że atak kobiety na pracowników Kolei Dolnośląskich zakończył się dla nich nie tylko obrażeniami fizycznymi, ale także dużym stresem.

- Kluczowe było sformułowanie znaczna szkodliwość społeczna tego czynu. W naszej ocenie będzie zwracało to uwagę opinii publicznej na to, że na takie zachowania nie ma zgody - skomentował rozstrzygnięcie rzecznik przewoźnika. I dodał, że pracownicy kolei mają nadzieję na to, że wyrok zwróci uwagę także na to, że powinni być traktowani jak funkcjonariusze publiczni. - Praca konduktora powinna być objęta ochroną prawną z urzędu. Powinien chronić ją autorytet państwa, a niestety teraz nie chroni - skwitował Rodak.

Sprawa jest rozpatrywana przez Sąd Rejonowy Wrocław Krzyki:

Mapa Targeo

Autor: tam/gp / Źródło: TVN24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: Koleje Dolnośląskie