Caravaggio i Rembrandt ze strychu, Tamayo ze śmietnika i Kossak z bazaru

Kilkusetletni obraz znaleziony we Wrocławiu
tvn24Dzieła malarskie odnajdywane są w różnych miejscach

Ukryte i zapomniane, potem czasami wyrzucane. Obrazy wielkich mistrzów są czasami znajdowane tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Na targach staroci, w piwnicach, na strychach, a bywa że w śmietnikach. Dla znalazcy to jak zwycięski los na loterii.

We Wrocławiu odnaleziono teraz obraz, który prawdopodobnie pochodzi z przełomu XVII i XVIII wieku. Na płótnie o rozmiarach 3 na 2 metry nieznany autor kilkaset lat temu wymalował biblijną scenę ukrzyżowania Jezusa Chrystusa.

Nie wiadomo, jak długo obraz leżał w magazynie jednego z banków. Nie wiadomo też dlaczego i jak się tam znalazł. Wiadomo, że jego istnienie odkryto przypadkiem. Gdyby nie porządki malowidło mogłoby jeszcze przez wiele lat pozostać zapomniane. Czytaj więcej na ten temat.

To nie pierwszy przypadek, gdy dzieła sztuki odnajdywane są dzięki przypadkowi i zrządzeniu losu. Jednak znalezisko określane jest jako nietypowe. - Nigdy nie udało się dotrzeć do obrazu, który uchodził za dywan i znajdował się w stercie śmieci. Tylko przytomność umysłu, wrażliwość i uczciwość właściciela spowodowały, że to dzieło ma szansę na dalsze życie - uważa Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Jednocześnie podkreśla: każdy większy remont kościoła, gdzie trzeba przejść od strychu po krypty jest w stanie spowodować, że pojawiają się nowe obrazy. - Życie pisze niezwykłe scenariusze - przyznaje Oszczanowski. I przypomina historię o której pisaliśmy w sierpniu.

Maryja z kaplicy

Latem w kaplicy św. Elżbiety we wrocławskiej katedrze odnaleziono obraz Maryi z Dzieciątkiem. Przeleżał tam kilkadziesiąt lat. Został odnaleziony podczas prowadzenia zupełnie innych prac. - Zostałem poproszony o to, by przejrzeć zakrystię kaplicy św. Elżbiety. Wpadł mi w oko obraz. Wyglądał niepozornie, był bardzo zniszczony, ale doszedłem do wniosku, że to może być coś cennego - mówił nam Piotr Pelc, który w kościele pracował nad renowacją rzeźb i epitafiów. Dziś obraz jest ozdobą wystawy "Wrocławska Europa" w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Obraz przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem odnaleziono we wrocławskiej katedrzemateriały prasowe

Wcześniej w stolicy Dolnego Śląska na poddaszu kościoła Paulinów odnaleziono obraz Michaela Willmanna. Na płótnie uwieczniono św. Jana Kapistrana, który w połowie XV wieku odwiedził Wrocław i doprowadził do tego, że na jednym z miejskich placów zapłonęły stosy. - Robiłem tam porządki. Między elementami dekoracji Bożego Grobu zauważyłem czarną płytę. Wyciągnąłem, omiotłem z kurzu i zobaczyłem, że to obraz. Postać była bardzo niewyraźna (...) Nie wiemy kiedy obraz trafił na strych. Być może stało się to zaraz po II wojnie światowej - opowiadał w 2010 roku "Gazecie Wyborczej" ojciec Marek Nowacki.

El Greco w niewielkiej parafii

Kilka dekad wcześniej, w 1964 roku, w prowincjonalnym kościółku odnaleziono obraz El Greco "Ekstaza świętego Franciszka". Pracownice Instytutu Sztuki PAN prowadziły wówczas inwentaryzację dzieł sztuki z regionu województwa warszawskiego. Obraz zobaczyły przypadkiem. Przez uchylone drzwi do pokoju proboszcza parafii. - Nie dano nam wiary, że to El Greco. Głównym argumentem kontra było to, że obraz znajduje się w Kosowie Lackim. Skąd w małej parafii obraz wielkiego hiszpańskiego mistrza? To się nie mieściło w głowach - wspominała po latach Izabela Galicka, historyk sztuki, która dokonała odkrycia. Udowodnienie, że to oryginał pędzla El Greco zajęło kilka lat.

Caravaggio i Rembrandt na strychach

Są jednak i znaleziska, których nie dokonuje się w kościołach, a w domach w których ludzie mieszkają od lat. Mieszkają i nie zdają sobie sprawy z tego, że tuż obok są zapomniane, cenne obrazy.

W 2014 roku na strychu jednego z domów w Tuluzie odnaleziono obraz "Judyta odcinająca głowę Holofernesowi" barokowego malarza Michelangelo Caravaggia. W ukryciu przeleżał 150 lat. Jak na niego trafiono? Właściciel domu nie miał powodów, by zapuszczać się na strych. Udał się tam dopiero wtedy, gdy trzeba było dokonać naprawy. Chciał zlikwidować przeciek dachu.

Okazało się, że to jedna z dwóch wersji obrazu Caravaggia. Ta, która trafiła na strych zaginęła ok. 100 lat po tym jak wyszła spod pędzla mistrza.

Szczęśliwy okazał się też strych jednego z amerykańskich domów. W 2015 roku rodzeństwo z New Jersey porządkowało dom po śmierci swoich rodziców. Trafili na niewielkie zakurzone płótno. Ekspert do którego się zwrócili, cytowany przez Reutersa, mówił: obraz był wyjątkowo nijaki, wyglądał jak portret trzech osób, w tym jednej która zemdlała. Nikt nie przypuszczał, że to dzieło nastoletniego Rembrandta i że jest częścią serii o pięciu zmysłach. Jego wartość początkowo wyceniono na kilkaset dolarów. Później sprzedano go za znacznie wyższą kwotę.

Dzieło sztuki warte milion dolarów w śmietniku

Malowidła mistrzów można znaleźć też na ulicach. W 2003 roku Elizabeth Gibson przemierzała Nowy Jork. Chciała napić się porannej kawy. W pewnym momencie kątem oka zauważyła duże i kolorowe malowidło upchnięte między dwie torby ze śmieciami. Kobieta zastanawiała się co zrobić. Zdecydowała się zabrać płótno ze sobą. To był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że to dzieło meksykańskiego malarza Rufino Tamayo. Skradzione 20 lat wcześniej. Na licytacji zostało sprzedane za ponad milion dolarów.

Z kolei na bazarze w Warszawie odnalazł się skradziony ponad 20 lat wcześniej obraz Wojciecha Kossaka. "Autoportret" na targowisku kupił amator sztuki z Bydgoszczy. Zapłacił za niego kilka tysięcy złotych. Był nieświadomy tego, że wszedł w posiadanie cennego dzieła. Podejrzeń nabrał dopiero, gdy bliżej przyjrzał się swojemu nabytkowi. - Jego uwagę przykuł napis 1924, który odpowiada rokowi powstania "Autoportretu" Kossaka, a także dedykacja: "Wojtek Tadeuszowi", co sugerowało, że Wojciech Kossak dedykował ten obraz swojemu bratu - relacjonował Mariusz Sidorkiewicz, reporter TVN24. Czytaj więcej na ten temat

Odzyskano obraz Wojciecha Kossaka
Odzyskano obraz Wojciecha Kossakatvn24

W 2007 roku media rozpisywały się o niemieckiej studentce, która na bazarze w Berlinie kupiła używaną kanapę. Nie spodziewała się, że w jej wnętrzu znajdzie maleńki obraz. "Przygotowania do ucieczki do Egiptu" został później sprzedany za ponad 27 tys. dolarów na aukcji w Hamburgu. Dzieło pochodzi z początku XVII wieku i zostało namalowane przez nieznanego artystę.

Nieznane dzieło na strychu? Rzadka sprawa

Jak często do domów aukcyjnych zgłaszają się osoby, które przypadkowo znajdują coś cennego? Marzena Karpińska, dyrektor sprzedaży domu aukcyjnego Polswiss Art przyznaje: takie przypadki są bardzo rzadkie.

- W tej branży pracuję ok. 15 lat, ale sytuacje w których przychodzi ktoś kto mówi, że znalazł zawiniątko podczas sprzątania, czy likwidacji budynku i nie wie co to jest można zliczyć na palcach jednej ręki - mówi Karpińska. I przypomina jeden z takich przypadków. - Zgłosili się do nas państwo, którzy porządkowali strych w zakupionym domu. Odkryli tam zwinięty rulon papieru przedstawiający scenę bitewną. Myśleli, że to grafika - opowiada przedstawicielka Polswiss Art. Okazało się, że była to akwarela Juliusza Kossaka. Warta kilkaset tysięcy złotych.

Również drugi z domów aukcyjnych nie zna wielu takich przypadków. - Spektakularne znaleziska wybitnych dzieł nie są częste. Zazwyczaj dochodzi do nich w sytuacji zmiany pokoleniowej, kiedy coś zostało ukryte a osoba, która to ukryła zmarła i nie przekazała nikomu informacji - informuje Jan Koszutski, dyrektor DESA UNICUM. Przyznaje jednak, że często osoby które chcą wycenić jakieś dzieło za pomocą domu aukcyjnego podkreślają, że daną rzecz odnalazły w piwnicy, na strychu, czy w odziedziczonym mieszkaniu. - Przed laty miałem wielką przyjemność rozwijać zwinięte płótna z bardzo dobrymi obrazami, m.in. Chełmońskiego i Ajwazowskiego, które zapomniane przeleżały przez ponad pół wieku na strychu - wspomina Koszutski. Malowidła zostały ukryte przez dziadków ówczesnego właściciela, a ten przez lata nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia. Natknął się na nie przypadkiem. - Była to spora część znanej przed wojną warszawskiej prywatnej kolekcji. Sądzono, że została rozproszona lub uległa zniszczeniu - opowiada dyrektor. I podkreśla: jeśli sami nie umiemy określić wartości znalezionego dzieła zawsze warto zapytać fachowców. Dlaczego? Jak mówi szansa na odkrycie skarbu zawsze istnieje.

Co dalej? Zdecyduje konserwator

Obraz znaleziony we Wrocławiu przez pana Pawła Gutta został zabezpieczony przez policjantów. Na razie został przewieziony do Komendy Wojewódzkiej Policji, a po konsultacjach z konserwatorem zabytków zapadną dalsze decyzje dotyczące dalszych losów malowidła.

Autor: tam/gp / Źródło: TVN24 Wrocław, nbcnews.com, reuters.com, nytimes.com

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Wrocław, materiały prasowe, Wikipedia domena publiczna

Pozostałe wiadomości