Proces o 14 ciosów nożem. Ekspedientka z warzywniaka niemal zginęła

TVN24

Grzegorz P. twierdzi, że nic nie pamiętaTVN24 Wrocław
wideo 2/7

Przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpoczął się proces mężczyzny oskarżonego o usiłowanie zabójstwa. Według prokuratury Grzegorz P. wszedł do warzywniaka i nożem zaatakował pracującą tam kobietę.

Grzegorz P. jest oskarżony o to, że "w dniu 17 września 2018 roku we Wrocławiu w sklepie owocowo-warzywnym (...) działając z zamiarem zaboru w celu przywłaszczenia mienia w postaci pieniędzy w kwocie 810 złotych (...) oraz z zamiarem ewentualnym pozbawieniem życia Wioletty Rupiety używając przemocy i niebezpiecznego narzędzia zadał jej 14 ciosów nożem".

Ranna kobieta została przetransportowana do szpitala. Lekarze walczyli o jej życie, a policjanci rozpoczęli poszukiwania nożownika. Mężczyzna był nieuchwytny przez kilka dni. Dlatego zdecydowano się na opublikowanie jego zdjęć i nagrań z monitoringu. Za pomoc w schwytaniu napastnika wyznaczono nagrodę.

W końcu udało się go zatrzymać. P. wylegiwał się nad Odrą, na jednej z miejskich plaż, popijał piwo nie spodziewając się spotkania z policjantami. 46-latek był już wcześniej karany. Za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu skazywany był kilka razy. W sumie za kratami spędził kilkanaście lat.

Na początku marca prokuratura oskarżyła P. o usiłowanie zabójstwa. Ten do winy się jednak nie przyznaje.

Urwany film

Proces wielokrotnego recydywisty rozpoczął się we wtorek przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu. Po odczytaniu aktu oskarżenia, mężczyzna został zapytany czy przyznaje się do winy.

- Zrozumiałem akt oskarżenia, ale nie wiem czy się przyznaję, bo po prostu danego dnia nie bardzo pamiętam co się stało. Wyjaśniałem na komisariacie, że pamiętam tylko moment opuszczenia baru, a potem nie pamiętam nic - mówił na sali sądowej Grzegorz P.

Dalej wyjaśniał, że pił od rana w barze niedaleko dworca PKP. Duże ilości piwa i wódki. Około godziny 15 barman go obudził i wyprosił z lokalu. Od tamtej pory - do około 21.30, kiedy wracał do domu - P. twierdzi, że nie pamięta nic, w tym wydarzeń, o które został oskarżony.

Sędzia odczytał zeznania złożone przez mężczyznę w trakcie śledztwa. Wynika z nich, że mężczyzna miał się dowiedzieć na drugi dzień od brata, że szuka go policja. Przyznał, że wyrzucił wówczas do śmieci czarną koszulkę, spodnie moro i rękawiczki - ubrania z zeszłego dnia.

"Poczułam uderzenie w brzuch"

Jako druga w kolejności mówiła pokrzywdzona sklepikarka. Rozdygotana, relacjonowała zdarzenia z feralnego, traumatycznego dla niej dnia. Przyznała, że oskarżonego po raz pierwszy zobaczyła w okolicach swojego warzywniaka około godziny 15. Nie wyglądał na pijanego. Według niej kręcił się po okolicy, jakby czegoś szukał. Nawet jeden ze sklepikarzy miał go zapytać czy czegoś potrzebuje, na co on odparł, że czeka na kolegę.

Kobieta wyjaśniała, że krzątała się wokół sklepu, podlewała zieleninę. Atak nastąpił, kiedy wracała do środka.

- Był bardzo fajny dzień, taki przyjemny. Gdzieś koło 17 ten pan po prostu wszedł do sklepu i powiedział do mnie "dawaj pieniądze". Poczułam uderzenie w brzuch, gorąc poczułam. Ten człowiek mnie do brzucha przyciskał. Nie widziałam, jakiego użył narzędzia. Chciałam mu dać te pieniądze, pokazać mu gdzie leżą. Jak się ruszyłam, to cały czas mnie uderzał tym narzędziem. Ale byłam jeszcze na tyle świadoma, że widząc przechodzącą obok kiosku kobietę, zaczęłam krzyczeć "ratunku". W tym czasie ten człowiek wybiegł - mówiła Wioletta Rupieta.

Wydarzenia z tamtego dnia mocno odbiły się na jej zdrowiu. Niemal wykrwawiła się na śmierć. W szpitalu spędziła dwa miesiące. Minęło już ponad pół roku, a nadal nie czuje lewej nogi, bolą ją plecy. Rany źle się goiły, być może przez brudny nóż. Nie może się pochylić, ani kucnąć. A to tylko ciało. Oprócz tego leczy się psychiatrycznie.

List

Oskarżony Grzegorz P. przygotował list do pokrzywdzonej. Wyraził skruchę, przeprosił, życzył zdrowia i spokoju. I żeby nigdy więcej nie spotkało ją nic złego.

- Ja bardzo to przeżyłam i nie chciałabym, żeby komukolwiek się coś takiego zdarzyło. Życie jest takie krótkie i naprawdę powinniśmy robić wszystko, żeby takie rzeczy się nie działy - powiedziała nam już po rozprawie Wioletta Rupieta.

Autor: tam/ib/pm / Źródło: TVN24 Wrocław