Polski filozof: rozpada się nie tylko powojenny ład

Tonga
Parada wojskowa w Pekinie, 3 września 2025 roku
Źródło: Reuters
Mamy do czynienia z drugim rozpadem zachodniego systemu kolonialnego, ale - co równie ważne - sam kolonializm w ogóle nie znika. Ten, kto ma siłę, wciąż wykorzystuje niezmiennie słabsze kraje - podkreśla filozof, profesor Damian Leszczyński z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak wskazuje, teraz na światową arenę weszły Chiny, a całkowita zmiana powojennego układu sił jest bardzo widoczna w Azji, na Pacyfiku i w Afryce.

W cieniu tarć między potęgami o nowy porządek świata rozpada się układ sił powstały nie tylko po II wojnie światowej, ale też po epoce kolonialnej ponad 100 lat temu. W 2025 roku tempo tego procesu znacząco wzrosło - uważa prof. Leszczyński.

Kierownik Zakładu Epistemologii i Filozofii Umysłu Uniwersytetu Wrocławskiego podkreśla, że najwyraźniej widać to w Afryce, a częściowo również w Azji i Oceanii. Naukowiec, który specjalizuje się m.in. w epistemologii odkryć geograficznych, podkreślił, że obecne zjawisko można nazwać drugim rozpadem zachodniego systemu kolonialnego.

- Pierwszy miał miejsce po zakończeniu II wojny światowej, a jego źródłem był przede wszystkim nowy porządek (...) i powstanie dwóch przeciwstawnych bloków: zachodniego i komunistycznego - wskazuje. - W efekcie w Afryce i Azji powstało wiele rzekomo niezależnych państw. Celowo używam przysłówka "rzekomo", bo każde z nowo powstałych państw z jednej strony wymknęło się swemu dawnemu imperium, głównie Francji bądź Wielkiej Brytanii, tylko po to, by trafić pod wpływy któregoś z nowych hegemonów, czyli USA lub ZSRR - dodaje.

Francja traci wpływy w dawnych koloniach

Naukowiec z Uniwersytetu Wrocławskiego zgadza się z opinią, że w 2025 roku Afryka Zachodnia była regionem, w którym zrywanie więzi z byłą metropolią - w tym wypadku z Francją - było szczególnie widoczne.

Jak wskazuje, od 2022 roku postępuje wypychanie francuskiej obecności z Mali, Nigru i Burkina Faso, a w lipcu 2025 roku ostatni francuscy żołnierze opuścili kraj, który przez długi czas uchodził za jednego z bliższych sojuszników Paryża w tej części świata - Senegal. W sumie na przestrzeni trzech ostatnich lat francuskie siły zbrojne wycofywały się też z Czadu i Wybrzeża Kości Słoniowej.

To łącznie sześć krajów Afryki. Prof. Leszczyński podkreśla, że poza Mauretanią, Beninem i Gwineą więzi pozostałych krajów, które do 1960 roku wchodziły w skład Francuskiej Afryki Zachodniej, są dziś tak odległe od Paryża, jak nigdy w historii.

Senegalczycy w Dakarze (2024 r.)
Senegalczycy w Dakarze (2024 r.)
Źródło: Shutterstock

Chiny silnie inwestują w Afryce

Jak wskazuje filozof, jednym z głównych podmiotów kształtujących nowy ład międzynarodowy są Chiny.

- Miałem okazję oglądać w niektórych afrykańskich państwach silną ekspansję Chin, między innymi w Zambii, gdzie przejęli niemal cały rynek surowców, w Zimbabwe, gdzie w ciągu 12 miesięcy zarejestrowano ponad 500 chińskich firm, a także w Demokratycznej Republice Konga, gdzie Chiny również dominują w przemyśle wydobywczym. Dziś wielu postkolonialnych sojuszników Rosji i USA zwróciło się w stronę Pekinu - tłumaczy.

Prof. Leszczyński podkreśla też, że chiński sposób kolonizowania zasadniczo różni się od na przykład brytyjskiego, w którym "hamowano rozwój kolonii, maksymalnie eksploatowano je, a także traktowano jako rynek zbytu dla własnych produktów, co doprowadziło do zniszczenia potencjału Indii, które do dziś odczuwają skutki brytyjskiej kolonizacji".

- Chińczycy, owszem, eksploatują surowce, ale jednocześnie budują infrastrukturę i dają tanie towary, choć w większości niskiej jakości. Jak na razie nie stosują przemocy, ale są w stanie kontrolować zdominowane przez siebie rządy w inny sposób - mówi naukowiec.

Harare, stolica Zimbabwe
Harare, stolica Zimbabwe
Źródło: CECIL BO DZWOWA/Shutterstock

Zmiany widać także w Oceanii

Leszczyński dodaje, że równie ciekawe jest to, co dzieje się w Oceanii. - Wydarzenia 2025 roku w tej części świata mogą umknąć w natłoku innych spraw, a są nie mniej istotne.

Uwagę zwraca na nową strategię bezpieczeństwa USA, w której Indo-Pacyfik "okazuje się kluczowym rejonem, o którego 'otwartość' - jak czytamy - mają dbać Amerykanie", tymczasem "w rzeczywistości chodzi o to, by nie dopuścić, żeby Chiny i ogólnie kraje BRICS wzmocniły swoją obecność na Oceanie Spokojnym". - Chodzi nie tylko o rywalizację w wymiarze militarnym, ale przede wszystkim handlowym (ochrona szlaków morskich, od II wojny kontrolowanych przez USA - red.), a także polityczną - podkreśla.

Badacz nie zgadza się z tezą, że to w rejonie Indo-Pacyfiku wykuwa się przyszły porządek świata. Mimo to przywołuje jednak sekwencję wydarzeń z ostatnich kilku lat: z jednej strony Chiny zawarły umowy o współpracy w dziedzinach obronności, handlu i finansów z Kiribati, Wyspami Salomona, w lutym 2025 roku ze stowarzyszonymi z Nową Zelandią Wyspami Cooka, a w listopadzie 2025 roku przez tydzień z oficjalną wizytą w Chinach przebywał król Tonga Tupou VI.

- Królestwo Tonga nigdy nie zostało skolonizowane i choć ekonomicznie jest bez znaczenia, mogłoby się okazać geostrategicznie istotnym miejscem. Nie można też zapominać o północnym Pacyfiku, gdzie USA mają swoje główne bazy wojskowe. Chodzi m.in. o Sfederowane Stany Mikronezji i prężnie działającą chińską ambasadę w największym z czterech stanów, które je tworzą - Pohnpei - wyjaśnia Leszczyński.

Dodaje, że niejako w odpowiedzi na te działania Australia zawarła polityczne i gospodarcze umowy z Tuvalu, a w październiku 2025 roku z Papuą-Nową Gwineą, co wywołało negatywne komentarze w Chinach.

Tonga
Tonga
Źródło: Shutterstock

Konflikty w Azji symptomem tarć

Leszczyński zaznacza, że niemniejsza dynamika stosunków międzynarodowych ma miejsce w Azji i to nie tylko między Chinami z jednej a Japonią, Koreą Południową i Tajwanem z drugiej strony. W tym kontekście wymienił też próbę "wejścia USA do państw posowieckich w Azji Środkowej", narastające napięcie w stosunkach indyjsko-pakistańskich czy sytuację na Środkowym i Bliskim Wschodzie.

- Kluczowa jest wciąż cieśnina Malakka, przez którą przechodzi m.in. 80 procent chińskiego importu ropy. Ponieważ Malezja pozostaje sojusznikiem USA, dochodzi do prób wzniecenia konfliktów w okolicy i - w mojej ocenie - starcia na granicy Tajlandii i Kambodży są jednym z tego efektów - mówi ekspert.

Kolonializm nie znika

W opinii Leszczyńskiego zachodzące zmiany mają też drugi - filozoficzny i antropologiczny - wymiar.

- Jeśli cofniemy się jeszcze do Greków, Rzymian czy Persów, widać wyraźnie, że relacja dominium-kolonia jest czymś stałym w stosunkach między państwami. Nie inaczej było w innych cywilizacjach. Imperia mają swoich wasali, czyli kraje drugiej kategorii, a także swoje kolonie, czyli kraje trzeciej kategorii. Obecne wydarzenia zmuszają nas do tego, by zmienić dotychczasowy sposób patrzenia i ponownie, na chłodno ocenić, czy aby kraje tzw. pierwszego świata nie stają się bądź już są wasalami, a może nawet koloniami imperiów - uznał naukowiec.

- W tej wojnie wszystkich ze wszystkimi, jaką jest polityka międzynarodowa, silni mają władzę nad słabszymi i wykorzystują ich politycznie, ekonomicznie lub militarnie. Warto o tym pamiętać i mówić wprost, aby uniknąć rozczarowań i nie dać się uwikłać - dodał.

- Zmieniają się treści, które wlewa się w tę samą formę, a forma jest niezmienna, bo taka jest natura ludzka, a polityka jest tylko jej wyrazem. Jej źródłem zaś - jak pisał jeszcze św. Augustyn, analizując Imperium Rzymskie w "Państwie Bożym" - niezmiennie pozostaje libido dominandi (pragnienie dominacji - red.) powodowane chęcią zysku, samego faktu posiadania władzy czy pragnieniem prestiżu. Dlatego po prostu kolonializm jest jednym ze stałych sposobów realizacji żądzy władzy, choć realizuje się go w różny sposób: przy użyciu przemocy, poprzez dyplomację, środki ekonomiczne i traktaty - podsumował Leszczyński.

OGLĄDAJ: "Kolonializm ma się dobrze". Kto ma chrapkę na afrykańskie surowce?
pc

"Kolonializm ma się dobrze". Kto ma chrapkę na afrykańskie surowce?

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: