Wybuch w Tiencin

Wybuch w Tiencin

W Chinach aresztowano 12 osób, które mogły mieć związek z gigantycznymi wybuchami w portowym mieście Tiencin (Tianjin). Wśród podejrzanych są członkowie kierownictwa firmy logistycznej, która przechowywała chemikalia. W eksplozjach zginęło prawie 140 osób.

W pobliżu miejsca ogromnej eksplozji w Tiencin stwierdzono przekroczenie dopuszczalnego poziomu cyjanku nawet 356 razy - poinformowały w czwartek chińskie władze. Cyjanek sodu był jedną z toksycznych substancji, które znajdowały się w magazynie portowym, w którym 12 sierpnia doszło do ogromnego wybuchu.

W strefie przemysłowej w Tiencin następuje wybuch. Eksplozja jest potężna. Na miejsce ściągają wszystkie zastępy miejscowej straży pożarnej. Rozpoczyna się akcja gaśnicza, ale nawet samym strażakom trudno się zorientować w sytuacji. Otoczeni przez ogień czekają na kolejny wybuch. Wiedzą, że nastąpi. - Nie było gdzie się schronić. Nastąpiła eksplozja. Wyrzuciła nas w górę. Zapłonęło całe niebo - mówi jeden z nich.

W Tiencin walka toczy się o każdą minutę, bo chińscy strażacy muszą jak najszybciej uprzątnąć miejsce środowej katastrofy. Do pomocy wysłano im żołnierzy, którzy w maskach gazowych i specjalnych kombinezonach szukają toksycznych materiałów w porcie. Jeśli nie zdążą przed deszczem, woda sprawi, że na miejscu wytworzy się toksyczna mieszanina gazów.

Rodziny strażaków, którzy zaginęli w czasie akcji gaśniczej w Tianjin, nie mają żadnych oficjalnych wiadomości o losie swoich bliskich. Władze unikają kontaktu z nimi, a w sobotę nie wpuściły ich na konferencję prasową. Ponadto bliscy skarżą się, że kontraktowi strażacy są gorzej traktowani przez władze niż zawodowcy. Bilans ofiar środowej eksplozji przekroczył już setkę. Zaginionych może być drugie tyle.