Służby ratunkowe uratowały we wtorek 23-osobową załogę tankowca Aframax Rio, pływającego pod banderą Liberii - podaje Reuters, powołując się na informacje rosyjskiego Ministerstwa Transportu. Jednostka łączona przez Ukrainę z rosyjską "flotą cieni" stanęła w płomieniach u wybrzeży Rosji na Morzu Czarnym po ataku bezzałogowca.
W komunikacie opublikowanym w serwisie Telegram resort przekazał, że załoga składała się wyłącznie z obywateli Indii. Poinformowano, że nikt nie odniósł obrażeń. Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych widać chmury czarnego dymu unoszące się nad morzem. Pożar był na tyle silny, że uniemożliwił strażakom szybkie przystąpienie do działań.
"Akcja gaśnicza rozpocznie się, gdy intensywność ognia spadnie, a jednostki ratownicze będą mogły bezpiecznie zbliżyć się do tankowca", wynika z komunikatu rosyjskiego resortu transportu, na który powołuje się Reuters. Dodano w nim, że "ropa naftowa płonie na powierzchni wód Morza Czarnego". Z powodu rozprzestrzeniającego się dymu zamknięto plaże w okolicy Soczi.
Zełenski o ataku na Morzu Czarnym
W środę rano do ataku na tankowiec Aframax Rio odniósł się na portalu X prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "Ukraińska odpowiedź na wszystkie rosyjskie ataki na nasz naród. W ciągu ostatniego dnia nasi żołnierze zaatakowali cztery cele, które pomagają Rosji finansować i prowadzić jej brutalną wojnę - dwa obiekty naftowe i poligon w obwodach permskim, samarskim i astrachańskim [jednostki administracyjne Federacji Rosyjskiej - red.]. Odpowiedź nastąpiła również na Morzu Czarnym" - napisał. Zamieścił też nagranie płonącego tankowca.
Tankowiec na liście "floty cieni"
Jednostka Aframax Rio została wskazana przez Ukrainę jako część rosyjskiej tzw. floty cieni, czyli sieci tankowców wykorzystywanych do eksportu rosyjskiej ropy pomimo zachodnich sankcji, limitów cenowych i innych ograniczeń wprowadzonych po rozpoczęciu przez Moskwę pełnoskalowej inwazji - podaje "Kiyv Post".
Redagowała AZ