Minister finansów Afganistanu Omar Zakhilwal podkreślił na konferencji prasowej, że nigdy nie użył słowa "słaby" na określenie Hamida Karzaja i że amerykański ambasador w Kabulu Karl Eikenberry użył jego nazwiska, by poprzeć swoją opinię o prezydencie.
- Uważam to za absolutnie nieprofesjonalne, uważam to za wyraz kompletnego braku szacunku i uważam to za coś kompletnie niedemokratycznego - powiedział Zakhilwal. Dodał też: "to nie pozostawia miejsca na zaufanie między mną a ambasadorem".
Afgańczyk poinformował też, że powiedział Karzajowi o swojej gotowości do natychmiastowej rezygnacji, jeśli ten uwierzyłby w treść depeszy. - Powiedział mi, że nie wierzy, bym mógł powiedzieć taką rzecz i poprosił mnie o pozostanie na stanowisku - zaznaczył.
Zapytany o to, czy w związku z depeszą zrezygnować powinni amerykańscy dyplomaci odparł, że to zależy od Eikenberry'ego.
Frattini: Niebezpieczne niedomówienia
Swoją opinią - tym razem o samym przecieku Wikiealks - podzielił się też szef włoskiego MSZ. - To, co się wydarzyło wraz z publikacją Wikileaks, nie może być jedynie sprowadzane do sfery zwykłych zagrożeń dla bezpieczeństwa informacji i komunikacji - powiedział cytowany przez włoskie media Frattini w Bahrajnie.
- Jeśli ujawnienie tych informacji podsyci nieufność, może to narazić na szwank stosunki międzynarodowe, powodując niebezpieczne niedomówienia w dyskusjach i w konsekwencji prowadzić do impasu w negocjacjach z destrukcyjnymi konsekwencjami dla naszych perspektyw bezpieczeństwa - stwierdził szef włoskiej dyplomacji.
Źródło: reuters, pap