Żandarmeria o "utracie kontaktu z obiektem latającym". Spadł na Podkarpaciu

Żandarmeria Wojskowa
Rzecznik rządu: niewykluczone, że w RCB powinno być więcej etatów
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
"Obiekt latający" spadł w środę na polach niedaleko Tarnobrzega na Podkarpaciu. Żandarmeria Wojskowa przekazała, że to "ćwiczebny płatowiec" żołnierzy wojsk sojuszniczych jednego z państw NATO. Według policji był to nieuzbrojony dron norweskiego wojska, które prowadzi ćwiczenia na pobliskim poligonie. Nikt nie ucierpiał.

Jak poinformował w komunikacie podpułkownik Dariusz Rozkosz, rzecznik prasowy komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej, w środę około godziny 16.45 doszło do "utraty kontaktu z obiektem latającym".

Żandarmeria Wojskowa: spadł ćwiczebny płatowiec wojsk państwa NATO

"Statek powietrzny, którego upadek nie spowodował zagrożenia dla życia i zdrowia ludzkiego oraz uszkodzeń w infrastrukturze został odnaleziony w miejowości Wydrza województwo podkarpackie" - czytamy we wpisie żandarmerii opublikowanym w serwisie X.

Jak poinformował ppłk Rozkosz, obiekt był "ćwiczebnym płatowcem", należącym do ćwiczących w Polsce żołnierzy wojsk sojuszniczych jednego z państw NATO.

Rzecznik podkreślił, że zgodnie z ustaleniami z prokuraturą "po wykonaniu oględzin miejsca zdarzenia obiekt zostanie zwrócony wojskom sojuszniczym". Miejsce zdarzenia zostało zabezpieczone przez żandarmerię i inne służby.

Policja: dron nie był uzbrojony

Podkomisarz Agnieszka Wilk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnobrzegu, przekazała w rozmowie z TVN24, że "dron był nieuzbrojony" i należał do wojsk norweskich, które prowadzą ćwiczenia na terenie poligonu w Nowej Dębie. Do upadku statku powietrznego doszło na obszarze pól ornych.

Policjantka podkreśliła, że w wyniku incydentu nikt nie ucierpiał, nie doszło też do żadnych zniszczeń.

Wcześniej w środę podkarpacka policja informowała o znalezieniu w Lubaczowie przedmiotu przypominającego drona. Służby ewakuowały mieszkańców pobliskich domów. Nikomu nic się nie stało.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: