Z kliniki medycyny naturalnej trafiła do szpitala, tam zmarła. Są wyniki sekcji i pierwsze zarzuty

Poznań

DMSO można bez problemu kupić, ale w Polsce oficjalnie nie jest to lek (wideo archiwalne)Fakty TVN
wideo 2/3

W klinice medycyny naturalnej podano jej wlew DMSO. Dzień później 36-latka zmarła. Prokuratura ustaliła, że substancję podano kobiecie w niewłaściwych proporcjach. Zarzuty usłyszała pielęgniarka zabiegowa.

Prokuratura Regionalna w Poznaniu przedłużyła postępowanie w sprawie śmierci 36-letniej kobiety, która zmarła w poznańskim szpitalu tuż po tym, jak trafiła tam z kliniki medycyny naturalnej.

Lekarze, którzy walczyli o jej życie w szpitalu im. J. Strusia w Poznaniu mówili, że 36-latce najprawdopodobniej podano w klinice DMSO (dimetylosulfotlenek). Substancja ta jest w Polsce legalna i dostępna, ale nie figuruje na listach leków. Osoby uznające medycynę naturalną przypisują DMSO cudowne właściwości.

Śledztwo w sprawie śmierci kobiety trwa dziewięć miesięcy. Co udało się ustalić? Sprawdziliśmy.

Przedłużyli śledztwo, postawili zarzuty

Śledczy skupiają się na dwóch wątkach. Pierwszy dotyczy spowodowania śmierci 36-latki. Jak dowiedział się portal tvn24.pl, przesłuchano kilkadziesiąt osób. Powołano też biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu.

- Wyniki sekcji zwłok wskazały, że do śmierci kobiety przyczynił się jeden ze składników zawarty w środku DMSO. Wiadomo, że znajdował się on w ilość przekraczającej normę dla człowieka. W toku postępowania ustalono, że istnieje szczegółowa instrukcja dotycząca tego, jakie roztwory i w jakich stężeniach należy zmieszać. Jest to kwestia indywidualna - powiedziała tvn24.pl Anna Marszałek, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.

Prokurator prowadzący postępowanie przedstawił już zarzut pielęgniarce zabiegowej, która miała podać 36-latce DMSO. - Usłyszała zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Nie przyznała się do winy, ale złożyła wyjaśnienia, które teraz będą weryfikowane. Wobec kobiety nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych. Zdecydowano również o przedłużeniu śledztwa do 14 stycznia 2020 roku - tłumaczy Marszałek.

Drugi wątek, którym zajmuje się prokuratura, to kwestia szkodliwości DMSO dla zdrowia ludzi. I tutaj niewykluczone, że prokurator powoła biegłego, który to oceni. - Ten wątek będzie kontynuowany, nawet jeśli pierwsza część postępowania zostanie już zakończona - dodaje Marszałek.

Nie udało się jej uratować

36-letnia kobieta, matka 8-miesięcznych bliźniaczek, trafiła do szpitala 14 stycznia. Była w stanie bardzo ciężkim. Przywieziono ją tam prosto z kliniki medycyny integracyjnej, gdzie stwierdzono u niej zatrzymanie krążenia.

- Personel wezwał pogotowie ratunkowe, dokonano 35-minutowej resuscytacji pacjentki, następnie przewieziono ją do szpitala - informował wówczas Stanisław Rusek, rzecznik Szpitala im. J. Strusia w Poznaniu.

Kobieta została kompleksowo zbadana: toksykologicznie, laboratoryjnie, badanie krwi, rentgen klatki piersiowej, USG jamy brzusznej oraz tomograf komputerowy głowy. Niestety, jej stan się nie poprawiał. - Kobieta trafiła do oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, gdzie następnego dnia zmarła - podaje Rusek.

Jak twierdzą lekarze, kobiecie najprawdopodobniej podano w klinice tak zwany DMSO (dimetylosulfotlenek).

- To substancja, która jest stosowana jako rozpuszczalnik podczas analiz w laboratoriach. W tak zwanym leczeniu wlewami przypisuje się DMSO właściwości antynowotorowe, dotleniania komórek, zmniejszanie zmęczenia. W medycynie konwencjonalnej nie jest ona uznawana i nie jest stosowana - tłumaczy Eryk Matuszkiewicz, toksykolog.

Klinika: nie należy łączyć zdarzenia z leczeniem

Klinika, w której leczyła się kobieta, sama siebie nazywa kliniką medycyny naturalnej. Oferuje między innymi dożylne wlewy witaminowe wspomagające odporność oraz terapie wspierające, jak masaż terapeutyczny, zabiegi Bowena, refleksologię i pizometryczną relaksację mięśni.

Po śmierci kobiety klinika zamieściła wyrazy współczucia dla rodziny pacjentki. Jednocześnie podkreślono, że personel stara się wyjaśnić okoliczności zdarzenia.

Później wydano oświadczenie odnoszące się do sposobu leczenia kobiety:

"Pacjentka leczona była metodami uznanymi i stosowanymi na całym świecie. Nadto chcemy z całą stanowczością podkreślić, że taka sama substancja jest powszechnie stosowana przy leczeniu np. bólów reumatoidalnych czy w stanach zapalnych. W związku z tym apelujemy, by nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków i na tę chwilę nie łączyć zdarzenia z zastosowanym leczeniem" - napisano.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: aa/gp/kwoj / Źródło: TVN24 Poznań

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock