Przejechał leżącego psa. Sprawdzili, czy mógł dostrzec zwierzę zza kierownicy

TVN24

Przejechał psa i odjechał. Twierdzi, że go nie widział (wideo archiwalne)TVN 24 Poznań
wideo 2/2

Do auta wsadzili pozoranta, koło dystrybutora położyli maskotkę. Na stacji benzynowej w Nowej Soli przeprowadzono eksperyment procesowy. Śledczy chcieli sprawdzić, czy kierowca, który w lipcu przejechał tam psa mógł go dostrzec zza kierownicy. Już wiedzą.

Zatankował auto na stacji paliw w Nowej Soli (woj. lubuskie) i ruszył. Busem przejechał leżącego psa. Kierowca twierdzi, że nie widział zwierzęcia.

Na nagraniu z monitoringu widać wypadek i to, jak mężczyzna odjeżdża z miejsca zdarzenia.

Molly przeżyła, ale ma połamaną miednicę. A jej właścicielka oraz przedstawiciele OTOZ Animals wątpliwości, czy rzeczywiście był to nieszczęśliwy wypadek.

- Ciężko stwierdzić, że to zachowanie nieświadome, bo kierowca wcześniej dwukrotnie obok tego psa przechodził - mówił Paweł Gebert z OTOZ Animals.

Czy kierowca potrącił psa celowo, czy przypadkowo - na to pytanie odpowiedzi szuka prokuratura.

"Zeznał, że nie widział z kabiny psa"

Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli wszczęła postępowanie 1 sierpnia br. Jest ono prowadzone z artykułu 35 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt. Przepis ten dotyczy odpowiedzialności karnej za zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem.

- W charakterze świadków przesłuchano wszystkie osoby, które w dniu zdarzenia przebywały na stacji paliw w Nowej Soli i zauważyły to zdarzenie. Głównie byli to pracownicy tej stacji. W charakterze świadka przesłuchano również kierowcę pojazdu, który potrącił psa. Zeznał, że nie widział z kabiny pojazdu psa i nie zauważył, że go potrącił - mówi TVN24 Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Pozorant i maskotka

Śledczy chcą wiedzieć czy kierowca mógł zauważyć zwierzę zza kierownicy. Dlatego 2 października na polecenie prokuratora przeprowadzono na stacji eksperyment procesowy - dowiedział się portal tvn24.pl.

- Do eksperymentu wybrano osobę odpowiadającą wzrostem kierującemu pojazdem. Użyto pojazdu tej samej marki oraz maskotki wielkością odpowiadającej poszkodowanemu zwierzęciu. Na podstawie zabezpieczonego zapisu monitoringu odtworzono najbardziej możliwe miejsce znajdowania się psa przed pojazdem bezpośrednio przed potrąceniem - tłumaczy prokurator Fąfera.

Eksperyment przeprowadzono w kilku wersjach. Dlaczego? Na podstawie monitoringu oszacowano w jakiej odległości od auta znajdował się pies. Wciąż jednak są to tylko szacunki. Dlatego prób z pozorantem i maskotką było kilka.

- Ustalono, że kierowca – pozorant, znajdujący się w kabinie pojazdu w pozycji siedzącej, nie miał realnej możliwości zauważenia psa znajdującego się przed tym pojazdem w odległości takiej na jaką wskazywał zapis monitoringu - dodaje Fąfera.

Śledczy kontynuują postępowania.

Jeśli jednak stwierdzą, że kierowca celowo przejechał psa, to może on odpowiedzieć za znęcanie się nad zwierzęciem w drastyczny sposób. Grozi za to nawet do pięciu lat więzienia.

Molly wraca do zdrowia

Od wypadku minęły ponad dwa miesiące. Tuż po zdarzeniu zwierzę trafiło do lecznicy w Zielonej Górze. Diagnoza: połamana miednica. Stan suczki określano jako poważny. Molly miała przejść operację miednicy, ale ostatecznie do niej nie doszło.

- Weterynarze obawiali się, czy Molly przeżyłaby operację. Suczka powoli wraca do zdrowia, może się już samodzielnie poruszać, ale ma krzywo zrośniętą miednicę - mówi Sylwia Zając z OTOZ Animals.

Po dwóch tygodniach w szpitalu Molly wróciła pod opiekę właścicielki.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: aa/ ks / Źródło: TVN24 Poznań