Auto potrąciło wilka. Uratowało go małżeństwo weterynarzy

Uratowali wilka potrąconego przez samochód
Uratowali wilka potrąconego przez samochód
Źródło: KPP w Kościerzynie/Anna Burlińska

- Takiego pacjenta jeszcze nie mieliśmy – mówi Anna Burlińska, weterynarz z Bytowa. Wraz z mężem Piotrem uratowali wilka rannego w wypadku. Basior, przestraszony i potłuczony, dochodzi do siebie i niedługo zostanie specjalnym "emisariuszem" swojego gatunku.

W niedzielę o godz. 20:30 na policję zadzwonił 46-letni mieszkaniec okolic Kościerzyny (Pomorskie). – Przekazał nam, że wprost pod koła prowadzonego przez niego opla vectry wbiegło zwierzę. Potrącił je. Miało to miejsce na drodze wojewódzkiej numer 221 w okolicach miejscowości Mały Klincz – mówi nam st. asp. Piotr Kwidziński z Komendy Powiatowej Policji w Kościerzynie.

Policjanci pojechali na miejsce. Okazało się, że potrąconym zwierzęciem był wilk. Przeżył zderzenie, ale był w bardzo złym stanie – leżał bez ruchu zwinięty w kulkę w kałuży krwi.

"Myślałem, że jadę go uśpić"

– Policjanci zaczęli dzwonić po okolicznych weterynarzach, by znaleźć kogoś, kto pomoże wilkowi – opowiada nam Kwidzyński. Niestety długo spotykała ich odmowa za odmową, aż wreszcie dodzwonili się do odległego ponad 40 kilometrów gabinetu weterynaryjnego w Bytowie. Gabinet należy do Piotra Burlińskiego.

Zgodzili się bez wahania, choć szanse na ocalenie wilka były małe. – Myślałem, że jadę go uśpić – przyznaje weterynarz.

Na miejscu okazało się, że drapieżnik jest bardzo poturbowany, ale jest szansa na jego uratowanie. Pan Piotr zabrał go do gabinetu i pod narkozą opatrzył jego rany. Miał ich jedenaście, a także stłuczenia oraz wyłamany kieł. Na szczęście nie miał złamań i krwotoków wewnętrznych.

Okazało się także, że wilk jest młodym samcem, ponad dwudziestokilogramowym. - Jak zwierzę trafiło do nas, powiedziałam do męża, że może to pies, ale potem potwierdziło się, że mamy do czynienia z prawdziwym wilkiem. Niesamowite – opowiada pani Anna, żona pana Piotra i również weterynarz. Przyznaje, że "takiego pacjenta jeszcze nie mieliśmy". - Często leczymy lisy, czy sarny, ale wilk trafił się pierwszy raz – śmieje się.

Basior trafił do psiego kojca. Powoli staje na nogi, choć jest bardzo słaby i zestresowany.

"Wilk" zajmie się wilkiem

W środę przyjadą po niego przedstawiciele Stowarzyszenia dla Natury "Wilk", którzy przewiozą go do Ośrodka Rehabilitacji Mysikrólik w Bielsku-Białej na południu Polski. Tam będzie powoli dochodził do siebie pod opieką weterynarzy i przyrodników.

- Zbadamy jego DNA, by określić skąd przybył i do której grupy należy. Przed wypuszczeniem na wolność założymy mu także obrożę z nadajnikiem. Zostanie emisariuszem i może pomoże nam lepiej zrozumieć zwyczaje i zachowania swojego gatunku – tłumaczy Sabina Pierużek-Nowak, prezes Stowarzyszenia.

Kobieta jest także bardzo wdzięczna państwu Burlińskim. – Jesteśmy pod wrażeniem tego, jak zaopiekowali się wilkiem – mówi.

Basior zostanie prawdopodobnie wypuszczony w pobliżu miejsca, w którym uległ wypadkowi.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa//ec / Źródło: TVN24 Pomorze

Czytaj także: