W środę i czwartek na Mokotowie wyły syreny alarmowe. Tak wynika z relacji mieszkańców. Problem w tym, że nikt nie zna powodu ich użycia. Nikt nie informował mieszkańców o planowanych testach.
Z relacji mieszkańców wynika, że syreny miały zawyć w okolicach Wierzbna dwukrotnie. Pierwszy raz można je było usłyszeć w środę około godziny 15, drugi raz w czwartek mniej więcej o 13.15.
"Ktoś wie, dlaczego włączyły się syreny alarmowe dzisiaj około 13.15 na Mokotowie (okolice Wierzbna)? Człowiek je słyszy i nie wie jak reagować..."- pytał na Facebooku jeden z mieszkańców Mokotowa.
"Dobrze, że robią ćwiczenia i przegląd systemu, ale jak będzie uzasadnione użycie, to człowiek prędzej pomyśli, że znowu ćwiczenia, a nie że trzeba się schronić..." - zauważył inny komentujący.
"Policjanci nie uczestniczyli"
O sprawę zapytaliśmy zarówno Państwową Straż Pożarną w Warszawie i Komendę Rejonową Policji, odpowiedzialną za obszar Mokotowa. W obu przypadkach dowiedzieliśmy się, że nie wpłynęło żadne zgłoszenie, które uzasadniałoby użycie syren alarmowych.
- Policjanci nie uczestniczyli w żadnym zdarzeniu, które wiązałoby się z użyciem syren alarmowych - mówi rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa II asp. szt. Marta Haberska.
O sprawie poinformował między innymi profil Stop Cham Warszawa, publikując rozmowę jednego z mieszkańców z urzędnikiem na oficjalnym czacie internetowym Urzędu Miasta Warszawy. Pracownik ratusza stwierdza, że to pewnie tylko testy, ale zastrzega, że żadnej informacji na ten temat nie ma.
"Państwo z dykty w obliczu wojny za wschodnią granicą. (....) Mieszkaniec zapytał się urzędnika Miasta Stołecznego Warszawy na czacie kontaktowym Miejskiego Centrum Kontaktu Warszawa 19115, dlaczego wyją syreny. Urzędnik nie wie. Mamy więc iść do schronu?" - pyta prześmiewczo Stop Cham Warszawa.
W dzielnicy "nie udało się ustalić"
- Jedyną informację jaką dostaliśmy, to wpisy internautów, z których wynika, że takie sygnały na Mokotowie miały miejsce. Nie udało nam się ustalić, jaka mogła być ich przyczyna - przyznaje rzecznik Urzędu Dzielnicy Mokotów Tomasz Keller.
W tej sprawie skontaktowaliśmy się również z miastem. "Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa nie prowadziło testów punktów alarmowania (syren) miejskiego systemu alarmowania i ostrzegania ludności. Mogły odbywać się testy punktów alarmowania wojewódzkiego systemu alarmowania i ostrzegania. Pytania w kwestii procedury testowej syren systemu wojewódzkiego proszę kierować do biura prasowego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego" - odpowiedział nam wydział prasowy stołecznego ratusza.
U wojewody sprawdzili
Zgodnie z tą sugestią skontaktowaliśmy się z urzędem wojewódzkim. Tam jednak również nic nie wiadomo o syrenach alarmowych.
"Pracownicy Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie sprawdzili w systemie informatycznym 10 syren alarmowych, które są w dyspozycji MUW, a znajdują się na Mokotowie, w okolicach stacji metra Wierzbno i Galerii Mokotów. Ponadto sprawdzono je również na miejscu. Z weryfikacji wynika, że żadna z syren nie została uruchomiona. Czyli sygnał dźwiękowy, który był słyszany na Mokotowie, nie pochodził z syren MUW" - przekazał urząd wojewódzki.
ZOBACZ TAKŻE: Poradnik kryzysowy trafi do każdego polskiego domu
Autorka/Autor: mm/tok
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock